wtorek, 29 października 2013

Rozdział 3

     Włącz


     Gdy szłyśmy w kierunku wodospadu było coraz ciemniej. Niebo oświetlał tylko blask księżyca, który był w pełni i gwiazdy które go otaczały. Atmosfera była koszmarna. Cały ten las był dziwny, taki inny, a w nim było tylko słychać gałęzie poruszające się na wietrze i nasze kroki.
     Byłyśmy coraz bliżej naszego celu, gdy nagle upadłam ze zmęczenia. Nie miałam już siły iść, a ból nogi był już nie do zniesienia. 
- Sara ja już nie mam siły! Zróbmy chociaż chwile przerwy. Daj mi odpocząć... - mówiłam to strasznie zmęczona. Sara ukucneła koło mnie, złapała mnie za ramię i powiedziała : 
- Dobrze. Zostań tutaj. Ja za chwilę przyjdę. W razie czego krzycz - powiedziała to i lekko się uśmiechnęła, chociaż ja wiedziałam jak strasznie się bała. Obie byłyśmy tego świadome, że o tej porze nikogo tutaj nie znajdziemy, że jesteśmy w tym lesie same. Każda z nas o tym wiedziała, lecz żadna tego nie chciała powiedzieć na głos. 
- Dobra. Idź. Tylko uważaj na siebie - uśmiechnęłam się do niej i Sara ruszyła w stronę wodospadu. 
     Po chwili zniknęła za drzewami i już jej nie widziałam. Zostałam sama w tym lesie. Z chwili na chwile robiło się coraz ciemniej, zimny wiatr poruszał gałęziami drzew, a temperatura spadała. Było coraz zimniej. Oparłam się o pobliskie drzewo, by chociaż trochę schronić się przed wiatrem. Czas, w którym nie było Sary wydawał mi się ciągnąć w nieskończoność. Sekundy stawały się dla mnie minutami, a minuty godzinami. Nie powiem, że się nie bałam bo bałam się i to strasznie. Kto by się nie bał. Przecież jest tyle strasznych historii, które odgrywają się w lesie, właśnie o takich porach jak teraz. 
      Kiedy siedziałam pod tym drzewem, nagle usłyszałam łamiącą się gałęzi. Szybko odwróciłam głowę w tamtym kierunku, jednak nikogo tam nie było. Powoli tak aby nie narobić hałasu zaczęłam się podnosić, podpierając się o drzewo przy którym niedawno siedziałam. W momencie kiedy stałam już o własnych siłach zaczęłam iść w kierunku, w którym poszła Sara. Gdy położyłam rękę na jednym z otaczających mnie drzew, by się podtrzymać poczułam na niej czyjś dotyk. W tym momencie zamarłam. Nie wiedziałam co mam robić. Impulsywnie zaczęłam biec przed siebie i krzyczeć: "Sara! Ratuj! Pomóż!". Jednak nigdzie jej nie było. Podczas, gdy biegłam zaczęły mi lecieć łzy, których nawet nie starałam się powstrzymać. Biegłam przed siebie chociaż nie wiedziałam czy ktoś mnie goni, czy ktoś tam w ogóle był i czy to nie moja wyobraźnia płata mi figle. W jednej chwili nie miałam już siły i stanęłam. Odwróciłam głowę w kierunku, z którego przed chwilą przybiegłam jednak tam nikogo nie było. Byłam sama. Sama w tym wielkim ciemnym lesie. Otaczały mnie tylko drzewa. Drzewa, które wszystkie były takie same, które niczym się od siebie nie różniły. Cały ten las w tamtej chwili był dla mnie jak jeden wielki labirynt, z którego trudno jest wyjść. Gdy chciałam iść dalej przed siebie zobaczyłam postać młodego mężczyzny, którego oświetlało światło księżyca. Jego skóra świeciła się jak dopiero co wytopione srebro. A oczy, które się na mnie patrzały świeciły jak małe diamenty. Powoli zaczęłam się cofać do tyłu, gdy nagle potknęłam się o gałąź i upadłam. Nie wiedziała co mam robić, już nie miałam siły nawet by się bronić. On wtedy zaczął powoli się do mnie zbliżać. Od razu było widać jak bardzo jest pewny siebie. Zaczęłam mówić z przerażeniem, tak bardzo się bałam:
- Proszę. Zostaw mnie. Ja nic nie mam. Odejdź. Proszę... - to ostanie słowo powiedziałam tak cicho jak bym sama nie była tego pewna. 
     Spojrzałam się na niego i rozpłakałam się na dobre, jednak on dalej szedł w moim kierunku. Myśli, które miałam teraz w głowie krążyły wokół jednego : "już po Tobie". Gdy był na tyle blisko mnie, kucnął przede mną i zakrył mi usta jednym palcem i wydobyło się tylko jedno słowo: " Cicho". Wyciągnął dłonie w moim kierunku, a ja odruchowo zakryłam twarz rękoma, w obawie, że mnie uderzy. Ten jednak złapał mnie za dłonie i pociągnął do góry by pomóc wstać. Gdy stałam już na nogach, on wziął moją rękę do siebie i zaczął prowadzić w nieznanym mi kierunku. Powoli szłam za nim, co jednak było dość trudne z powodu mojej nogi. Jednak ten obcy chłopak w pewnym sensie pomagał mi iść. Gdy kilka razy prawie upadłam, on zawsze w tym momencie mnie łapał i pomagał wstać.
     Szliśmy w nieznanym mi kierunku w ciszy, która była w pewnym sensie straszna, a zarazem dobra. W głębi duszy miałam nadzieje, że pozwoli mi odejść. Jednak tak się nie stało. Twardo szedł przed siebie. Szliśmy tak aż do momentu gdy usłyszałam wodę. Szum wody, który wydobywał się z głębi lasu. Nagle skończyły się drzewa, a my staliśmy przed wodospadem. Tak, tym samym, którego Sara poszła szukać. Gdyby nie okoliczności zapewne bym zachwycała się jego widokiem, jednak teraz byłam jeszcze bardziej przerażona. Pomyślałam sobie: "Utopi mnie w nim". Ale tak się nie stało. On ruszył w kierunku starego domku, który znajdował się koło wodospadu. Przed wejściem stały trzy postacie. Dwie większe i pomiędzy nimi, jedna drobna. Gdy byliśmy coraz bliżej zorientowałam się, że pomiędzy nimi stoi Sara. Tak samo przestraszona jak ja. Tamci dwaj też stali w ciszy i nic nie mówili. W momencie, gdy byłam już dość blisko Sary rzuciłam jej się w ramiona i wtuliłam jak mała dziewczyna w swojego misia. Ona zrobiła tak samo. Po chwili się od siebie odsunęłyśmy i spojrzałyśmy sobie w oczy. Obie wiedziałyśmy, że musimy być cicho, a w naszych oczach panował strach. W tym momencie królem był lęk, który za żadne skarby świata nie chciał odejść.

___________________________________________________________________________________

Przepraszamy, że taki krótki, ale możemy obiecać, że następny będzie dłuższy. Jeżeli podoba wam się to co piszemy prosimy o komentarze.

poniedziałek, 21 października 2013

Rozdział 2

     Droga mijała nam bardzo dobrze. Cały czas rozmawiałyśmy, śmiałyśmy się i śpiewałyśmy piosenki, które leciały z radia. Nie było nudno. Właśnie skończyła się jedna piosenka i zaczynała kolejna i znowu zaczęłyśmy śpiewać. Nadszedł czas refrenu i obie skierowałyśmy głowy w swoją stronę i śpiewałyśmy, nie patrząc na drogę. W pewnym momencie spojrzałam na jezdnię i zobaczyłam stojącą postać, która stała i nie zwracała uwagi na to, że prosto na nią jedzie samochód.
- Sara uważaj! - tylko to zdążyłam krzyknąć. Sara spojrzała się na drogę i próbowała hamować  jednak było już za późno. W ostatniej chwili przed uderzeniem tej osoby skręciła w bok i wjechała w drzewo. Poczułam silne uderzenie, a potem była już tylko ciemność.

Z PERSPEKTYWY SARY

     Całkiem dobrze nam się jechało. Nie było momentu żebyśmy siedziały cicho. Żadnej z nas to nie przeszkadzało, bo bardzo lubimy swoje towarzystwo. Zresztą jak by mogło być inaczej. Znamy się od zawsze. Razem się wychowywałyśmy, a to że teraz miałyśmy zamieszkać razem było tylko kwestią czasu.
Śpiewałyśmy właśnie refren piosenki, która leciała z radia, kiedy usłyszałam Amandę:
- Sara uważaj! - spojrzałam się wtedy na drogę i zobaczyłam kogoś stojącego na jezdni. Szybko nacisnęłam hamulec, ale nie dałam już rady wyhamować. Robiłam co w mojej mocy żeby nie uderzyć w ta osobę. Skręciłam szybko w bok samochodem i zjechałam na bok. Uderzyłyśmy w stojące drzewo i po chwili straciłam przytomność.

Z PERSPEKTYWY AMANDY

     Po przebudzeniu się oczy na początku nie mogły mi się przyzwyczaić do panującego światła. Po chwili jednak się do tego dostosowały. Na samym początku nie wiedziała co się dzieje i gdzie jestem. Dokoła mnie znajdowały się same drzewa i rośliny. Powoli podniosłam się do pozycji siedzącej i od razu odruchowo złapałam się za głowę  Odwróciłam się w bok i zobaczyłam, że jakieś 5 metrów dalej leży Sara.  Nie przyjemne ciarki przeszły mi po plecach, a łzy podeszły mi do oczu. Szybko chciałam do niej podejść jednak to nie było możliwe. Przy próbie podniesienia się poczułam ogromny ból w prawej nodze, od razu się za nią złapałam. W tym momencie zdenerwowanie wzięło górę nad spokojem Rozpłakałam się jak małe dziecko. Nie wiedziałam co mam robić. Sara leżała nieprzytomna i wcale się nie ruszała. Za to ja nie mogłam nawet do niej podejść
- Sara! Wstawaj! - krzyczałam do niej tak głośno jak tylko pozwalały mi na to łzy, których z każdą minutą było coraz więcej. Wiedziałam, że muszę znaleźć się blisko niej. Zaczęłam poruszać się w jej kierunku na siedząco. Kiedy byłam już koło niej natychmiastowo zaczęłam nią szturchać - Sara obudź się! No wstawaj! Nie wygłupiaj się! To nie jest śmieszne! - tak bardzo jak teraz nie bałam się nigdy. Byłam załamana i wtedy ona otworzyła oczy. Natychmiastowo się do niej przytuliłam
- Sara nawet nie wiesz jak mnie wystraszyłaś!
- Ała! Moja głowa! - chwyciła się ręką za głowę. To dziwne. Na początku nie zauważyłam, że ma rozwalony łuk brwiowy, z którego leci krew - Gdzie my w ogóle jesteśmy!? - mówiąc to rozglądała się dookoła. Widać było, że jest tak samo zdziwiona i przerażona jak ja.
- Nie wiem. Do cholery jasnej nie wiem skąd my się tutaj wzięłyśmy!
- Jak to!? Zaraz. Gdzie jest mój samochód? Przecież uderzyłyśmy w drzewo przy drodze. A tu do cholery nie ma żadnej drogi! - podniosła się i zaczęła chodzić w kółko. Jednak po chwili upadła na ziemie i zaczęła płakać.
- Nie płacz - wiem, że to było najgorsze co mogłam do niej teraz powiedzieć, ale nie wiedziałam co ja mogę zrobić. Czułam się bezradna. Przysunęłam się do niej i ją przytuliłam.
- Emi. Co my teraz zrobimy? Jakim cudem my w ogóle się tutaj znalazłyśmy?
- Ja naprawdę nie wiem - teraz i ja zaczęłam płakać. Strach znowu wrócił. Nagle Sara się zerwała.
- Dobra koniec. Wstawaj. Musimy poszukać pomocy. Przecież musi tu ktoś być. Same tutaj się nie znalazłyśmy - wyciągnęła do mnie rękę i czekała aż ją chwycę by pomóc mi wstać. ja jednak dalej siedziałam i patrzyłam się na nogę, która mnie bolała - Na co czekasz? Podaj rękę to pomogę Ci wstać.
- Ale ja nie wstanę.
- Co? Jak to nie wstaniesz?
- Moja noga jest chyba złamana. Próbowałam wcześniej wstać i nie dałam rady. Strasznie boli.
- Kurcze. Pomogę Ci. Damy rade - nachyliła się nade mną bym objęła ją za szyje, a ona złapała mnie w pasie - Bardzo boli? - zapytała się patrząc na moją nogę, gdy już stałam.
- Jak cholera, ale dam radę. A jak Twoja brew?
- Nie boli. Krew też już nie leci. W którą stronę idziemy?
- Nie mam pojęcia. Może prosto?
     Sara tylko pokiwała głową na znak, że się zgadza i ruszyłyśmy. Szłyśmy w ciszy. Żadna z nas się nie odzywała. Ta cisza jednak nie była zła. W tej sytuacji w jakiej się znajdowałyśmy było to najlepsze co mogłyśmy zrobić. Jedynym pytanie jakie chodziło mi po głowie było to jak my się tutaj znalazłyśmy. Jednak w tym momencie nie to było najgorsze. Cały czas czułam jak by ktoś nas obserwował. Już chciałam się odezwać gdy zrobiła to Sara.
- Emi Ty też czujesz jak by ktoś nas obserwował?
- Ty też to czujesz? - ciarki przeszły mi po plecach - Myślałam, że tylko mi się to wydawało.
- Nie wydaje mi się to - ruszyłyśmy dalej i szłyśmy w ciszy - Słyszysz? - powiedziała nagle.
- Ale co? 
- Cicho! Słuchaj! - powiedziała i zakryła mi usta, gdy znowu chciałam powiedzieć : ale co?. Wsłuchiwałam się w ciszę. Na początku nic nie słyszałam.
- Woda!
- Emi to wodospad! Szybko! Może ktoś tam będzie i nam pomoże!
Ruszyłyśmy w stronę wodospadu. Dźwięk spływającej wody był coraz głośniejszy, co oznaczało, że jesteśmy coraz bliżej...

sobota, 19 października 2013

Rozdział 1

     
     Rano obudziły mnie promienie słoneczne wpadające do mojego pokoju przez okno balkonowe. Nie lubię poranków, nie dla tego, że zaczyna się dzień ale dlatego, że trzeba wstać. Tak samo było dzisiaj. Miałam wielką ochotę zostać cały dzień w łóżku. Gdyby nie to, że umówiłam się z Sarą tak bym zrobiła. 
     Zanim wstałam z mojego wielkiego, wygodnego łóżka sięgnęłam po mój telefon by sprawdzić, która godzina. Telefon leżał na szafce nocnej, więc nie musiałam zbyt specjalnie się przemęczać by go wziąć. Gdy spojrzałam na telefon była godzina 12 i miałam 5 nieodebranych połączeń od "Sarka :* ". Powiem szczerze byłam zdziwiona, że o tej godzinie ona już nie śpi, a na dodatek budzi mnie. No cóż wypadałoby oddzwonić, więc wybrałam numer. Odebrała po 3 sygnałach:
- Tak słucham - odebrała telefon i od pierwszego jej słowa nie mogłam wytrzymać ze śmiechu. Była tak poważna, że ktoś kto jej nie znał mógłby powiedzieć, że odebrała na przykład jej mama.
- No cześć. Dzwoniłaś do mnie. Co chciałaś?
- No dzwoniłam. Myślałam, że to ja długo dzisiaj spałam, ale chyba byłam w błędzie.
- No tak dzisiaj sobie trochę dłużej pospałam. A co chciałaś?
- Chciałam Ci powiedzieć, że masz być u mnie o 13, ale zapewne dopiero wstałaś i nie dasz rady. Mam racje? 
- Czy ja wiem. Jak bym się sprężyła to dałabym rade. A to coś ważnego? Czy tylko chcesz pogadać?
- Mam dla Ciebie niespodziankę i chciałam Cię gdzieś zabrać na 2 tygodnie, więc musisz wziąć ze sobą ciuchy i uprzedzić rodziców. To jak będziesz o 13?
- A powiesz mi co to za niespodzianka? I czemu aż na 2 tygodnie?
- A jak myślisz?
- A wiesz, że nie odpowiada się pytanie na pytanie? - i w tym momencie zaczęłam się śmiać, a Sara po chwili mi zawtórowała.
- No to teraz odpowiem Ci na Twoje pytania. Po pierwsze tak wiem, że się nie odpowiada pytanie na pytanie, a na to drugie to nie. Nie powiem Ci co to za niespodzianka i dlaczego akurat na 2 tygodnie. Więc ja się teraz rozłączam a Ty o 13 masz być u mnie.
- No ej ale... - i w tym momencie usłyszałam tylko dźwięk zakończonej rozmowy. No tak ta pinda się rozłączyła. Nie zostało mi nic innego jak się wyszykować.
     Po zakończonej rozmowie od razu wstałam z łóżka i skierowałam się do szafy. Kiedy wybrałam już odpowiedni strój na dzisiejszą pogodę, która muszę powiedzieć dzisiaj była bardzo ładna poszłam do łazienki. Po porannych czynnościach, czyli umyciu się, zrobieniu makijażu i wyprostowaniu włosów wróciłam z powrotem do pokoju. Nie wiedziałam gdzie ona chce jechać na całe 2 tygodnie, no ale zaufam jej i się spakuje. Samo pakowanie nie zajęło mi dużo czasu więc po chwili byłam spakowana na naszą tajemniczą podróż. Z szafki nocnej wzięłam swój telefon, który wrzuciłam do swojej torebki i poszłam do kuchni. W kuchni siedziała moja mama i piła kawę, taty jak zwykle nie było w kuchni bo pewnie leżał i oglądał telewizje. W trakcie robienia śniadania powiedziałam mamie o porannym telefonie do Sary i, że ma dla mnie jakąś niespodziankę. Na początku nie była zbytnio przekonana do tego żeby nie było mnie w domu aż 2 tygodnie, ale gdy powiedziałam, że mam przecież wakacje i chce trochę odpocząć zgodziła się. Podziękowałam jej i zabrałam się za robienie śniadania. Zjadłam na szybko płatki z mlekiem i wyszłam z domu żegnając się z mamą i zabierając po drodze klucze do mieszkania, które po chwili znalazły się w torbie.

Z PERSPEKTYWY SARY

     Dzisiaj zabieram Amandę do mieszkania, które razem z tatą dla nas kupiłam. Wymyśliłam, że pojedziemy tam na 2 tygodnie i zobaczymy jak nam się tam mieszka razem i czy się przypadkiem nie pozabijamy, na przykład kłócąc się o łazienkę.
     Będzie mi trudno jej się nie wygadać gdzie jedziemy, bo zapewne całą drogę będzie narzekać, że ona chce wiedzieć gdzie jedziemy. Zapewne powie mi, że chce ją wywieźć do lasu i tam zostawić, ale to u niej już normalne. No cóż, równo o 13 ma być już u mnie, więc muszę uprzedzić rodziców, żeby jej nic nie mówili w razie gdyby zachciało jej się pytać ich gdzie ją zabieram. W sumie żeby nie robić sobie większych problemów wyjdę już z domu i będę czekała na nią przy samochodzie. Nie będzie miała wyjścia i będzie musiała wsiąść, a wtedy już się pomyśli co zrobić, żeby przestała już mnie namawiać żebym jej powiedziała.

Z PERSPEKTYWY AMANDY

     Po około 10 minutach dochodziłam już pod blok Sary. Szłam już w kierunku jej klatki kiedy usłyszałam, że ktoś mnie woła. Odwróciłam się i zobaczyłam Sarę, która stała przy swoim samochodzie i mi machała. Tak, Sara ma swój samochód. Jakiś czas temu zdała prawo jazdy, a rodzice kupili jej jej pierwszy własny samochód. Od tamtej pory, gdy tylko mamy okazje jedziemy jej samochodem. Najprawdopodobniej tak też będzie tym razem. Tylko jedno będzie się różnic od pozostałych naszych wycieczek. A mianowicie to, że nie wiem gdzie jedziemy.
     Już po chwili do niej doszłam, wsadziłam torbę do bagażnika i wsiadłam do samochodu. Standardowo włączyłyśmy radio i ruszyłyśmy w drogę. Na początku w samochodzie panowała pomiędzy nami niezręczna cisza przerywana tylko piosenkami lecącymi z radia, którą po chwili przerwałam:
- To do kąt jedziemy?
- Nie odpuścisz dopóki się nie dowiesz. Prawda? - w tym momencie się na mnie spojrzała, a ja tylko pokiwałam przecząco głową - No dobra. Powiem Ci. Jedziemy zobaczyć nasze nowe mieszkanie.
- Aha - na początku nie zwróciłam uwagi na to co powiedziała. Dopiero po chwili to do mnie doszło - Zaraz! Co?! Nasze mieszkanie? - nie mogłam uwierzyć co ona do mnie powiedziała.
- Tak nasze - mówiła to i ciągle się śmiała - Jakiś czas temu kupiłam je z tatą. Nie było okazji żeby tam pojechać wcześniej, więc jedziemy teraz. Cieszysz się?
- Czy się ciesze?! Jasne, że tak! Już nie mogę się doczekać kiedy tam dojedziemy i je zobaczę!
- Ja też nie mogę się doczekać. Mieszkanie jest po prostu piękne.
- Na pewno jest piękne. Przecież masz gust i brzydkiego byś nie wybrała. A tak w ogóle to gdzie to jest? 
- No bo to jest... no bo wiesz... - pomyślałam sobie "Kurcze zacina się. Coś jest nie tak"
- No mów! Przecież Cię nie zjem - w tym momencie się zaśmiałyśmy.
- No dobra. To jest 6 godziny drogi z tąd.
- Aż 6 godziny? 
- No fakt trochę daleko. Ale damy rade. Razem zawsze dajemy, więc teraz też damy.
- W sumie masz racje. Jedziemy - obie w tym momencie się uśmiechnęłyśmy. Ktoś inny by powiedział, że nie damy rady, ale nie my. My damy rade. Razem zawsze dajemy sobie rade i tym razem będzie tak samo. To co, że mamy dopiero po 19 lat, ale jesteśmy jak na swój wiek bardzo dojrzałe. Życie zdążyło nam dać w kość byśmy nauczyły się żyć.  Obie wiemy, że dzisiejszy dzień to dopiero początek naszego nowego, lepszego życia....
_________________________________________________________________________

I jest 1 rozdział. Mamy nadzieje, że wam się podoba. Mamy do was jedną prośbę. Jeżeli się podoba to komentujcie. Dla was to tylko chwila a dla nas duża motywacja do dalszego pisania. :D

Prolog


     Jako mała dziewczynka nie zastanawiałam się jak potoczy się moje życie. Moim jedynym zmartwienie było to co będę robiła z koleżankami. W co będziemy się bawić. Życie wydawało się wtedy takie łatwe. Nie myślałam o przyszłości. Teraz z perspektywy czasu wiem, że nikt tak naprawdę nie przygotował mnie do życia. Nikt mi nie wytłumaczył na czym polega miłość, nienawiść, a co najważniejsze jaki jest świat. Może gdybym wiedziała decyzje, które muszę podejmować teraz byłyby prostsze. Może nie popełniałabym tylu błędów co teraz. Moje życie byłoby po prostu lepsze. Potrafiłabym rozróżnić tych dobrych ludzi i tych złych. A teraz? Teraz przez to wszystko zaczynam się gubić. Z pozoru wredna i bezczelna nastolatka, która ma wszystkich gdzieś, zawsze wyraża swoje zdanie teraz nie wie co zrobić. Tak, ja Amanda, która nigdy nie traktowała życia na poważnie się pogubiła.