poniedziałek, 24 marca 2014

Rozdział 11

     

    


     Co czułam? Nie wiem. Naprawdę nie wiem. Bałam się? Nie to chyba nie to. Czułam wstręt do osób, które podjechały pod dom. Czułam do nich nienawiść. To co nam zrobili nie dało się opisać słowami. Na samą myśl o nich moje dłonie zacisnęły się w pięści i poczułam paznokcie wbijające się w moje dłonie. Czułam jak by czas się dla mnie zatrzymał, jak by wszystko co się działo nie dotyczyło mnie. Jak bym po prostu nie istniała.

     Ocknęłam się z transu i odwróciłam do Sary. Też była zła. Ściskała w dłoniach drzwi od samochodu, kostki od rąk już całkowicie jej pobielały. Odpowiedź była prosta. Wracamy.

- Wracamy? – mój wzrok był teraz skierowany na twarz mojej przyjaciółki. Jej wzrok skierował się na mnie w momencie wydobycia się moich słów.

- Jasne. Wyjdź przed garaż i pomożesz mi wyprowadzić z niego samochód – była pewna tego tak samo jak ja. Nie zawahała się ani przez moment. Wsiadła do samochodu i odpaliła silnik. Po chwili już w powietrzu widziałam kciuk Sary oznaczający, że jest gotowa.

     Ostatnie głęboki oddech i ruszyłam w kierunku wyjścia. Wychodząc skierowałam swój wzrok na podjazd. Stali tam. Wszyscy bez wyjątku. Jak gdyby to był zwykły dzień i nic się nie działo. Spojrzenie Etana skierowało się na mnie i już mogłam dostrzec jego uśmiech kierowany w moją stronę. Nie zrobiło to na mnie żadnego wrażenia.

     Odwróciłam się  stronę wyjeżdżającego Lexusa i ręką kierowałam go tak by nie zahaczył o żadną ze ścian od garażu. Powoli, ze spokojem Sara wyprowadziła samochód. Bez chwili namysłu wsiadłam na miejsce pasażera i samochód znowu ruszył. Wyrazy twarzy osób sprzed domu były jednakowe. Zdziwienie opanowało wszystkich.

     Sara zmieniła bieg w samochodzie i już miała przyspieszyć kiedy znikąd pojawił się przed nami Ethan. Blondynka w ostatniej chwili nacisnęła hamulec i auto stanęło. Chłopak nic sobie z tego nie robiąc stał w tym samym miejscu dalej. Sara bez chwili zawahania zaczęła trąbić, jednak to też nie dało żadnego skutku.

- Ruszaj – powiedziałam ze spokojem. Nie chciałam by nerwy wzięły górę, bo źle by to się skończyło.

- Co? – blondynka spojrzała się na mnie z szeroko otwartymi oczami i chyba sama nie wierzyła w to co przed chwilą usłyszała – Ty chyba nie mówisz poważnie Emi?

- Sara jak teraz nie ruszysz to nie odjedziemy stąd. Przecież go nie przejdziesz. Na pewno się wystraszy i odskoczy – patrzyła na mnie z widocznym wahaniem, a ja kontynuowałam dalej – Sara jedź.

     Dziewczyna złapała za sprzęgło i nacisnęła pedał gazu. Samochód ruszył i jechał w stronę Ethana i nagle się zatrzymał, a nami szarpnęło. Odgarnęłam włosy, które opadły mi na twarz i spojrzałam przed siebie. Ethan stał tam niczym nie wzruszony i trzymał rękę na masce samochodu. Spojrzał na nas i podniósł dłoń z maski. W miejscu, gdzie przed chwilą on trzymał rękę znajdowało się małe wgniecenie.

     Patrzałam na miejsce, w którym przed chwilą trzymał dłoń i nie wierzyłam. Jakim cudem on zatrzymał jedną ręką samochód? Przecież to jest niemożliwe. Normalny człowiek nie ma tyle siły.

- Co do cholery? – usłyszałam głos dochodzący z siedzenia obok, jednak długo się nie zastanawiając odpięłam pas bezpieczeństwa i wyszłam z samochodu. Stanęłam za drzwiami od pasażera i mocno je ścisnęłam.

- Odsuń się! – starłam się w miarę jak to tylko było możliwe być spokojna. Nie chciałam dać po sobie znać, że jestem wściekła. Nie chciałam dać mu przewagi nad sobą.

- Nie – powiedział to bez żadnych emocji w głosie. Tak jak by to była normalna odpowiedź. Jak by ktoś się go pytał czy chce herbaty, a ona grzecznie odmówił.

- Co?

- Powiedziałem nie.

- Cholera słyszałam co powiedziałeś! Odsuń się! – coraz bardziej było mi trudno panować nad gniewem.  W tej samej chwili usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi od strony kierowcy.

- Ethan odsuń się chcemy przejechać – usłyszałam głos mojej przyjaciółki, która wychylała głową przez dopiero co otwarte drzwi. Ona w odróżnieniu ode mnie była spokojna. Wyglądała jak by wcale się nie denerwowała.

- Gdzie jedziecie? – odniosłam wrażenie jak by udawała, że jej nie słucha. Spojrzał się na nią i zadał pytanie, a potem znowu skierował swoje spojrzenie na moją osobę.

- Wyjeżdżamy – znowu odezwała się Sara. Wiedziałam, że chce ratować sytuacje, by w spokoju móc stąd odjechać.

- Dokąd? – kolejne pytanie, lecz tym razem nie spojrzał się na moja przyjaciółkę tylko ciągle patrzał na mnie.

- Nie Twój zasrany interes – wycedziłam przez zęby zabijając go jednocześnie wzrokiem, a ten jedynie nic sobie z tego nie robiąc uśmiechnął się.

- Oj Emi, Emi nie bądź taka niemiła – i ten jego głupi uśmieszek, który miałam ochotę tu i teraz zetrzeć mu z tej buźki.

- Dla Ciebie Amanda – nie mogłam się powstrzymać. Musiałam to powiedzieć. Przez te kilka dni pozwalałam mu tak do siebie mówić, ale wtedy jeszcze nie wiedziałam jacy oni są naprawdę. W tej chwili stracił taką możliwość już nieodwracalnie.

- No dobrze. To powiesz mi Sara, gdzie jedziecie, bo Emi – specjalnie zrobił nacisk na zdrobnienie mojego imienia – nie dała Ci odpowiedzieć na moje pytanie.

- Koniec! Masz się w tej chwili odsunąć od tego samochodu! Rozumiesz?! Czy mam Ci to do cholery przeliterować!

- Jak byś mogła – uśmiechnął się, a ja w tym momencie wybuchłam. Już nie potrafiłam zapanować nad gniewem.

- Wiesz dokąd jedziemy?! Jak najdalej od Ciebie i tej Twojej pojebanej rodzinki! Jesteś jednym wielkim psycholem! Ukrywałeś nasz samochód! Śledziłeś w lesie! Kontrolowałeś każdy nasz ruch! Całe życie nas obserwowałeś! – chciał coś powiedzieć, ale nie dałam dojść mu do słowa – Jesteś psycholem, który napisał o moim życiu książkę!

- Skąd Ty to… - po raz kolejny nie dałam dojść mu do słowa.

- Trzeba było lepiej ukryć tą zasraną książkę! A może powinnam ją nazwać powieścią?! O nie już wiem! Prywatną biografią Amandy Black! – spoglądał na mnie wzrokiem nie wyrażającym żadnych uczuć, a mnie to doprowadzało do jeszcze większego gniewu.

- Wy nic nie rozumiecie – odpowiedział spokojnie, jednak nie mogę tego samego powiedzieć o sobie.

- I nie chcemy rozumieć! Wiesz co?! Mam Ci tylko jedno do powiedzenia! - ruszyłam w jego kierunku. Z każdym kolejnym moim krokiem jego wyraz twarzy się zmieniał, a moje pieści coraz bardziej zaciskały – Dla mnie jesteś martwy! – wysyczałam przez zaciśnięte do granic możliwości zęby, a go to nawet nie ruszyło. Spłynęło to po nim jak po ścianie.

- Już od dawna nim jestem.

______________________________________________________________________
I kolejny rozdział. Jak wam się podoba? Czekamy na opinię.

czwartek, 20 marca 2014

Rozdział 10


  

     Kolejne dni mijały tak samo. Codziennie rano wstawałyśmy, Elizabeth robiła nam śniadanie, a następnie znikali na 2-3 godziny. Później wracali i spędzali całe dni z nami. Coraz więcej czasu spędzałam z Etanem. Wydawałoby się, że każdą wolną chwile ze mną spędza. Dużo rozmawialiśmy i można nawet powiedzieć, że go polubiłam, może nawet powiedzieć, że o wiele za mocno niż powinnam. W ciągu tych kilku dni poznałyśmy resztę przybranego rodzeństwa chłopaków. Nie sądziłam, że Elizabeth i William mają piątkę przybranych dzieci. Oprócz Etana, Jeffreya i Oliviera jest jeszcze Sophie i Emily. Od razu widać jak wielkim uczuciem się darzą. Niby nie są ze sobą związani węzłem krwi, ale traktują się jak prawdziwe rodzeństwo. Droczą, przedrzeźniają, ale i pomagają i wspierają. Kilka razy wraz z Sarą i dziewczynami wybrałyśmy się na spacer po lesie. Dobrze mi się z nimi rozmawiało. Wydaje mi się, że Sarze też.

     Dużo razy zaczynałyśmy rozmowę na temat tego, że musimy już wracać, bo z pewnością rodzice się o nas martwią, że nie dajemy im jakichkolwiek znaków życie, ale oni zawsze w tym momencie zmieniali temat. Wtedy jeszcze nie wiedziałyśmy co jest tego powodem. Jednak dwa dni później dowiedziałyśmy się wszystkiego…
Rano obudziłyśmy się jak zwykle o tej samej porze, czyli o 9 i zeszłyśmy ubrane już na dół. Zjadłyśmy śniadanie przygotowane przez Elizabeth i zostałyśmy same. Na zewnątrz świeciło słońce i panowała śliczna pogoda.

- Emi, a może się przejdziemy? – zapytała Sara w momencie kiedy spoglądałam przez okno.

- Dobra myśli, nie chce mi się siedzieć w domu. Może wreszcie obejrzymy dom od zewnątrz. Co Ty na to?

- W sumie jeszcze tego nie robiłyśmy, więc czemu nie – uśmiechnęłam się do blondynki i ruszyłam w stronę drzwi. 

     Wyszłyśmy z domu i ruszyłyśmy wzdłuż budynku. Nie było sensu zamykać drzwi, ponieważ Sophie dużo razy nam mówiła, że nikt tędy nie przechodzi, więc na pewno nikt nie wejdzie do środka.
Chodziłyśmy i oglądałyśmy dom kiedy zauważyłyśmy duże drzwi, które wyglądały jak drzwi od garażu.  To było dosyć dziwne, bo wszyscy parkowali swoje samochody na podjeździe i nikt nie wspominał o tym, że mają garaż.

- Ciekawe jaką furę trzymają tutaj – popatrzyłam na Sarę uśmiechając się, która zrobiła to samo w międzyczasie poruszając brwiami. Wiedziałam o co chodzi. Szczerze to nawet na to liczyłam. Ona także chciała zobaczyć co jest w środku – Wracajmy do środka. Wejdziemy do niego od wewnątrz, bo tędy raczej nie da rady bez kluczy.

- Szybko, bo nie wiadomo kiedy wrócą – ruszyłyśmy biegiem do domu by nie tracić czasu. Po wejść do środka zamknęłyśmy drzwi na zamek by w razie ich powrotu zyskać trochę czasu na wyjście z garażu. Skierowałyśmy się bezpośrednio do drzwi prowadzących do naszego celu. Jednak czego my mogłyśmy się spodziewać. Były zamknięte.

- Dawaj wsuwkę – powiedziałam do przyjaciółki jednocześnie wyciągając rękę po to o co proszę. Sara szyderczo się uśmiechając podała mi spinkę. Wspominałam, że potrafię wsuwką otwierać zamki? Chyba nie. Nauczyłam się tego podczas moich ucieczek z domu wraz z Sarą. Rodzice zawsze zabierali mi podczas szlabanu klucze i myśleli, że gdy zamkną drzwi na zamek, którego nie da się otworzyć bez klucza to nie opuszczę mieszkania. Oj jak bardzo się mylili. Zawsze wieczorami uciekałam z domu na jakąś imprezę, na którą oczywiście nie mogłam iść. I tak jakoś wyszło, że stałam się dosyć dobra w te klocki.

     Odwróciłam się do blondynki plecami i wsadziłam wsuwkę do zamka. Sara stanęła za mną obserwując czy ktoś nie wchodzi a ja w tym czasie otwierałam drzwi. Kilka przekręceń i po chwili było słychać stuknięcie zamka i drzwi były otwarte. Uśmiechnęłam się sama do siebie i otworzyłam drzwi na roścież. W pomieszczeniu panowała ciemność. Po omacku zaczęłam szukać włącznika światła.

- Ciekawe co za autko tu trzymają – odezwała się Sara w momencie kiedy ja pod palcami poczułam zimny włącznik światła i nacisnęłam go. Po sekundzie włączyło się światło, a my stałyśmy zamurowane.

- Twój Lexus – w garaży stało nie co innego jak auto Sary. To samo, którym jechaliśmy do Los Angeles. To samo, którym wjechałyśmy w te zasrane drzewo. To samo, które zniknęło w momencie kiedy my byłyśmy nieprzytomne w lesie.

     Podeszłyśmy bliżej samochodu nie wierząc, że ona naprawdę tam stał przez cały czas. Sara stanęła przy drzwiach od kierowcy i pociągnęła za klamkę. Drzwi ustąpiły. Spojrzałyśmy na siebie zdziwione, a Sara zaglądnęła do środka.

- Kluczyki są w stacyjce – powiedziała i wsiadła do środka, a ja w tym czasie podeszłam do maski samochodu by sprawdzić jak duże są obrażenia bo uderzeniu w drzewo. Jakie było moje zdziwienie, gdy nie była ani jednej rysy na masce. Nie wierząc w to nachyliłam się i przyjrzałam. Ani jednego śladu po tym całym wypadu.

- To na pewno Twój samochód?  - zapytałam się Sary, bo zaczęłam w to powoli wątpić.

- A kogo niby jak nie mój? – odpowiedziała wychylając głowę zza drzwi kierowcy.

- Bo tutaj nie ma ani jednaj ryski po tym wypadku – blondynka spojrzała się na mnie ze zdziwieniem – Otwórz bagażnik – poprosiłam i podeszłam do klapy bagażnika, a ona wykonała moją prośbę - Cholera. To Twoje auto. W środku są nasze rzeczy – w tej chwili byłam wściekła i wszystko zaczęło mi się powoli układać w głowie. Wypadek, obudzenie się w lesie, spotkanie chłopaków, pobyt u nich w domu i zmienianie za każdym razem tematu, kiedy zaczynałyśmy mówić o powrocie, a co najważniejsze ta książka. Oni nas od dawna obserwowali. Ale jaki mieli w tym cel? W tej chwili postanowiłam to zakończyć. Nie pozwolę by zabawiali się naszym kosztem – Sara jedziemy stąd. Jak otwiera się ten głupi garaż?


- Poszukaj guzika przy ścianie – tak jak powiedziała tak też zrobiłam. Na jednej ze ścian był przycisk, który od razu nacisnęłam i drzwi zaczęły się otwierać. W chwili kiedy otworzyły się całkowicie usłyszałyśmy samochód parkujący pod domem. Spojrzałyśmy się na siebie i jednocześnie powiedziałyśmy – Wrócili.

______________________________________________________________________
Kolejny rozdział a my dalej nie wiemy czy czytać. Miło by było gdybyście zaczęli komentować.

wtorek, 11 marca 2014

Rozdział 9


    


     W pokoju spędziłam sporo czasu, za oknem zrobiło się już ciemno co było spowodowane z pewnością późną godziną. Nie miałam najmniejszej ochoty z niego wychodzić. Wiem, że było to samolubne z powodu Sary, bo została tam na dole sama, ale to była moja chwila słabość. Fakt rzadko je miewam, ale jestem w końcu tylko człowiekiem, który może nie widać tego na pierwszy rzut oka, ale też posiada uczucia.
Przez te parę godzin zdążyłam wywietrzyć cały pokój, więc nie było ani jednego śladu tego, że w tym pokoju się paliło. Siedziałam na łóżku i myślałam. Tyle myśli w mojej głowie. Myślałam, że zaraz moja głowa wybuchnie, ale jeden plus by w tym był. Nie musiałabym myśleć.

     Moją chwilę rozmyślania przerwał warkot silnika dobiegający z podwórka. Podniosłam się i powoli skierowałam do okna ciekawa kto przyjechał. Z samochodu wysiedli chłopacy z jakimś mężczyzną i kobietą. Nie przypominam sobie żebym ich kiedykolwiek wcześniej tutaj widziała, ani tego żebym słyszała jak chłopacy odjeżdżają stąd samochodem. W czasie kiedy ja myślałam chłopacy wraz z nieznanymi mi jeszcze osobami skierowali się do głównych drzwi. Już po chwili usłyszałam zamykane drzwi wejściowe. Nie słyszałam o czym rozmawiają tam na dole, ale byłam przekonana, że przedstawiają im Sarę. Dużo czasu nie musiało minąć a usłyszałam kroki i byłam dosłownie pewna, że to nie moja przyjaciółka. W chwili kiedy usłyszałam, że ta osoba staje pod drzwiami postanowiłam udać, że śpię. Szybko położyłam się i nawet nie przykryłam kołdrą, by wyglądało to tak, że zasnęłam leżąc. Usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi i od razu przestałam się ruszać.

- Amanda śpisz? – usłyszałam głos Etana, który pochodził od strony drzwi. Kiedy nie uzyskał odpowiedzi ruszył w moim kierunku. Doskonale czułam jak się zbliżał i strasznie chciałam otworzyć oczy i zobaczyć co chce zrobić, jednak nie mogłam nawet się ruszyć i ciągle udawałam, że śpię. Już po chwili znajdował się przy łóżku – Emi – powiedział cicho i najprawdopodobniej się nade mną nachylił, by sprawdzić czy śpię – Śpisz? – w momencie kiedy Etan po raz trzeci nie uzyskał odpowiedzi nachylił się jeszcze bardziej. Poczułam jego ciepły oddech na swoim policzku. Automatycznie serce zaczęło mi szybciej bić. Nie miałam pojęcia co on chce zrobić i wtedy poczułam jak całuje mnie w policzek. Zdziwienie jakie mnie wtedy ogarnęło było nie do opisania. Dosłownie nie wiedziałam co mam robić – Słodkich snów Emi – powiedział to odsuwając się ode mnie. Usłyszałam, że się porusza i po chwili mogłam usłyszeć jak zamykają się za nim drzwi. Podniosłam się do pozycji siedzącej i wpatrywałam w drzwi, w których zniknął, jednocześnie trzymając rękę na miejscu, w którym przed chwilą znajdowały się jego usta.

- Co to do cholery miało być? – powiedziałam sama do siebie i opadłam na łóżko. Chwilę jeszcze leżałam zastanawiając się nad tym dopóki moje powieki nie zrobiły się ciężkie i nie odpłynęłam do krainy snów.

     Rano obudziłam się całkowicie wyspana. Nie wiedziałam, która jest godzina z powodu braku telefonu i jakiegokolwiek zegarka w pokoju. Zgaduje, że wcześnie bo Sara jeszcze śpi. W sumie nawet nie wiem, o której wróciła do pokoju bo jej nie słyszałam. Mam nadzieję, że nie jest zła za to, że wczoraj ją zostawiłam. Jestem ciągle ciekawa po co Etan przyszedł do mnie do pokoju i jeszcze ten buziak w policzek. Niby to nic takiego jednak w momencie kiedy jego usta dotknęły mojej skóry przeszedł mnie dziwny dreszcz. Poczułam jakby kopnął mnie delikatnie prąd. Te uczucie było inne. Jeszcze nigdy czegoś takiego nie doświadczyłam.

     Po dość krótkiej chwili poczułam, że moja współlokatorka zaczyna się budzić. Spoglądałam w jej stronę i uświadomiłam sobie jak się zmieniła. Jak obie się zmieniłyśmy. Kiedyś dwie zbuntowane nastolatki, a dzisiaj? Dzisiaj dwie dorosłe kobiety, które zaczynają żyć na własną rękę. Nie powiem, bo trochę z nastolatek nam jeszcze zostało, między innymi charakterki. Ciągle dalej tak samo pyskate, nie dające sobie wejść przez nikogo na głowę. Jednak te nastoletnie wybuchy gniewu, ucieczki z domów podczas szlabanu i całodobowe kłótnie z rodzicami gdzieś zniknęły. Już tego nie ma. Jednak dalej każda z nas ma momenty chęci wykrzyczenia światu wszystkiego co nas denerwuje, wszystkiego czego mamy dość. Ale teraz to już nie jest tak częste jak kiedyś. 

     Sara otworzyła oczy i spojrzała na mnie. W jej oczach nie widziałam gniewu, ani zawodu. Raczej współczucie, chęć pomocy. Wiedziałam, że bardzo chciałaby mi pomóc, ale nie wiedziała jak. Sama nie wiedziałam dokładnie co powinnam zrobić. Ale jedną rzecz wiedziałam na sto procent. Musiałam ją przeprosić za wczorajszy dzień. Nie powinnam tak robić nawet w złości na kogoś innego. Obie jesteśmy teraz w ciężkiej sytuacji i musimy się nawzajem wspierać.

- Przepraszam – powiedziałam jednocześnie się do niej przytulając –Nie powinnam tak robić. Powinnyśmy się ciągle trzymać razem, a ja Cie wczoraj zostawiłam. Naprawdę bardzo, ale to bardzo Cię przepraszam – szczerzę nigdy się nie zastanawiałam jak to jest, że tylko ją zawsze szczerze przepraszam. Może dlatego, że ona jest wobec mnie zawsze szczera to ja też chce być taka wobec niej.

- Nic się nie stało. Zapewne tak samo bym się zachowała, gdybym to ja przeczytała takie coś o sobie – mówiła to odwzajemniając uścisk. Poczułam się wtedy lepiej. Byłam pewna, że nie jest już na mnie zła za to co było dzień wcześniej.

- Cieszę się, że nie jesteś zła – mówiłam odsuwając się od niej i uśmiechając jednocześnie.

- Nie bądź głupia Emi nie mogłabym się na Ciebie gniewać. Jesteśmy przecież jak siostry, nas nie da się skłócić. Zapomniałaś łajzo? – cały czas się uśmiechała mówiąc to aż do momentu kiedy wypowiedziała słowo „łajzo”, wtedy już wybuchła śmiechem. Sama nie mogłam się opanować i też śmiałam się jak jakaś psychicznie chora, która właśnie ma atak głupawki.

- Nie zapomniałam jełopo. Takich rzeczy się nie zapomina. Tak samo jak tego, gdy miałyśmy po 11 lat i spadłyśmy z drzewa prosto do jeziora – wspomniałam jednocześnie się śmiejąc z tego co przeżyłyśmy razem od momentu kiedy się poznałyśmy. Po prostu naszło mnie na wspomnienia.

- Pamiętam! To wtedy kiedy musiałam Cię wyciągać z wody, bo nie umiałaś pływać. Gdyby nie ja to byś się tam utopiła. Jestem jak superman! – krzyknęła i zaczęła się prężyć na łóżku co wywołało u mnie kolejny atak śmiechu.

- Jak już to superwoman, a nie superman głupolu.

- Oj tam szczegóły. Ważne, że uratowałam Ci tyłek.

- Racja, a pamiętasz jak… - i zaczęło się wspominanie dzieciństwa. Wspominałyśmy ucieczki z domu, śledzenia naszych starszych znajomych, którzy najczęściej wybierali się na randki, spacery po parku bez zgody rodziców, pierwszy wypad do klubu, pierwszy kieliszek wódki i upicie się do stanu nieprzytomności. Nie ma co mogę śmiało powiedzieć, że moje dzieciństwo wraz z tą wariatką było najlepsze jakie mogłam sobie wymarzyć. Nie ważne co robiłyśmy, zawsze razem. Nasi rodzice często się z nas śmieli, mówili, że do toalety na pewno też razem chodzimy i przytrzymujemy sobie nawzajem majtki, a to tylko dlatego, że byłyśmy nierozłączne. Zawsze razem.

     Kiedy przestałyśmy wspominać obie postanowiłyśmy, że zejdziemy na dół żeby coś zjeść. Fakty były takie, że byłam niemiłosiernie głodna. Oprócz wczorajszego śniadania niczego więcej nie jadłam. Mój brzuch domagał się sycącego posiłku, który mogłabym jedynie dostać schodząc na dół do kuchni. Jednak wcześniej obie skorzystałyśmy z łazienki by doprowadzić się do jako takiego wyglądy, żeby ludzi na nasz widok nie dostali zawału.

     Idąc schodami w dół zastanawiałam się jak mam się zachowywać w stosunku do Etana. Mam udawać, że naprawdę spałam czy, że doskonale wiem co zrobił. Jednak postanowiłam się trzymać pierwszej opcji. Nie dam po sobie poznać, że wiem co wczoraj zrobił.

     W salonie byli już chyba wszyscy, łącznie z tymi nowymi ludźmi. Wydawali się na starszych niż Etan, Jeffrey i Olivier. Chcąc nie chcąc musiałam podejść się przywitać. Skierowałam się w stronę kanapy i jak na zawołanie odwrócił się Etan. Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie to, że się do mnie promiennie uśmiechnął. Ale zaraz on się przecież nie uśmiecha. Tylko raz, może dwa razy widziałam jak się uśmiecha, a tutaj takie zaskoczenie. Niepewnie odwróciłam wzrok nie odwzajemniając uśmiechu na kobietę i mężczyznę, którzy w momencie kiedy ja przyglądałam się Etanowi najprawdopodobniej wstali. Zrobiłam jeszcze jeden krok na przód i byłam wystarczająco blisko by podać im rękę, jednak kobieta była szybsza.

- Witaj Amanda – zaraz, chwila skąd ona zna moje imię? Już chciałam zrobić wielkie oczy i się jej o to zapytać, jednak ona znowu była szybsza i zaczęła dalej mówić – Jestem Elizabeth, a to mój mąż William. Jesteśmy zastępczymi rodzicami chłopaków – zastępczymi rodzicami? Jak to możliwe, przecież ta kobieta wygląda na niewiele starszą ode mnie i Sary. Idealna cera. Brak jakichkolwiek zmarszczek. Piękne długie brązowe włosy i prześliczne piwne oczy, które od razu wzbudzają wielkie zaufanie. Sylwetka jakiej można by było tylko pozazdrościć. Jeżeli ona używa jakiegoś eliksiru młodości to ja chce przepis i to koniecznie.

- Miło nam Cię poznać – powiedział jej mąż w momencie kiedy to on podawał mi teraz rękę. Spojrzałam się na niego i doszłam do wniosku, że nie może być starszy od swojej żony o góra 6 lat. Ciemne brązowe włosy i błękitne oczy. Wysportowana sylwetka. Oboje wyglądali bardziej na ich rodzeństwo niż zastępczych rodziców. No, ale cóż każdy robi to co chce i uważa za słuszne. Jeżeli oni w tak młodym wieku pragnęli zaadoptować już dzieci to tylko ich sprawa.

- Mi również miło Państwo poznać – szczerze nie spodziewałam się, że oni mieszkają tutaj z rodzicami, a na dodatek zastępczymi, ale czego mogłam się spodziewać przecież taki duży dom nie mógł należeć tylko do trzech chłopaków. To było do przewidzenia.

- Chcieliśmy Cie przedstawić wczoraj, ale jak po Ciebie poszedłem to już spałaś – odezwał się Etan jednocześnie po raz drugi dzisiejszego dnia się uśmiechając.

- A tak. Byłam wczoraj bardzo zmęczona dlatego szybciej poszłam spać – odpowiedziałam udając niewzruszoną.

- Na pewno jesteście głodne. Pójdę wam zrobić jakieś kanapki. Zaraz wracam – powiedziała Elizabeth i udała się do kuchni.

     Spojrzałam na wszystkich po kolei i poczułam się dziwnie. Wszystkie spojrzenia były skierowane na mnie. Czułam się osaczona. Nie mogłam wytrzymać panującej tu atmosfery i musiałam ją natychmiast przerwać.

- Mam coś na twarzy? – zapytałam się, jednak w momencie kiedy wszyscy zrobili zdziwione miny rozwinęłam o co mi chodziło – Wszyscy się na mnie patrzycie. Dlatego pytam czy mam coś na twarzy.

- Co? Nie – wszyscy jednocześnie się odezwali co nie powiem śmiesznie wyglądało. A do tego ich miny, które jak nic zdradzały, że teraz kłamią, ale nie chcąc ciągnąc tego tematu usiadłam koło blondynki i udawałam, że wierzę w to co mówią.

     Po niedługim czasie wróciła Elizabeth z talerzem pełnym kanapek. Jak zwykle nikt z nich z nami nie jadł. Wykręcali się tym, że już jedli i nie są głodni. No cóż, żadna z nas nie naciskała i zjadłyśmy same. Po śniadaniu znowu zostałyśmy same w domu, a on gdzieś wyszli. Postanowiłam porozmawiać o wczorajszym dniu.

- Co zrobimy z wczorajszym dniem?

- Nie wiem. Nie powiem to było dosyć dziwne. Ale może jest do tego jakieś logiczne wytłumaczenie – odpowiedziała mi.

- Teoretycznie tak, ale nie codziennie się znajduje swoją „biografię” – w czasie wypowiadania ostatniego słowa zrobiłam cudzysłów w powietrzu.

- Masz rację. Może na razie nie będziemy nic z tym robić, a jak bardziej ich poznamy to po prostu się ich zapytamy. Co Ty na to?

- W sumie to dobry pomysł – przytaknęłam jednocześnie głową.

- Ja zawsze mam dobre pomysły –  na koniec wyszczerzyła się blondynka co wyglądało dosyć śmiesznie i wywołało u mnie napad śmiechu.

     Trochę jeszcze porozmawiałyśmy i wróciła reszta. Zaproponowali oglądanie telewizji na co od razu się zgodziłyśmy. Cały dzień spędziliśmy w swoim towarzystwie na rozmowach i oglądaniu filmów. Było całkiem miło. Wieczorem każdy udał się do siebie, żeby położyć się spać i odpocząć.

________________________________________________________________________

Jeżeli wam się podoba to komentujcie bo dalej nie wiadomo czy komuś się to podoba i czy warto pisać, bo ostatnio był tylko jeden komentarz i na dodatek od Bozi :D