♫
Rano obudziły mnie promienie słoneczne wpadające przez odsłonięte okno w pokoju. Zanim jednak wstałam leżałam w łóżku myśląc o poprzednim dniu. Świadomość tego, że żadna z nas nie wiedziała jak znalazła się w tym lesie była przerażająca. Jednak fakty były taki, że ktoś musiał nas tam zanieść, nie wiem kto, a może nawet co to było. Jednak chęć dowiedzenia się kto to był, była tak wielka, że aż nie do opisania. W pewnym sensie ten ktoś nas uratował, bo nie wiadomo co by się stało gdyby nie ta osoba. Równie dobrze mogłybyśmy już nie żyć, nawet z tak błahego powodu jak to, że samochód mógł się po prostu zapalić, a my byśmy spłonęły w nim żywcem.
Na samą myśl o tym energicznie potrząsnęłam głową, by wyrzucić te straszne myśli z mojej głowy. Nie mogę myśleć o takich rzeczach. Przecież żyjemy i nic nam nie jest, no może oprócz łuku brwiowego Sary i mojej nogi, która zresztą dalej była spuchnięta i bolała. Muszę coś z nią zrobić, bo jeżeli faktycznie jest złamana to będzie nie najlepiej. Jednak w jednej chwili do głowy przyszedł mi natłok myśli. A co jeżeli już nigdy nie zobaczymy rodziny? Co jeżeli zostaniemy w tym lesie na zawsze? Co jeżeli jednak to dopiero początek koszmaru, w którym mamy grać z Sarą główne role? Żeby wymazać te złe myśli zamknęłam szybko oczy i zaczęłam myśleć o przyjemnych rzeczach. O tym jak uwielbiam z Sarą spędzać czas z naszymi znajomymi, o tym jak dobrze się bawiłyśmy z nimi ostatnimi czasy. Ale co jeśli to już nigdy nie nastąpi?
Żeby całkowicie przestać o tym myśleć wstałam z łóżka i poszłam do łazienki jednocześnie nie budząc jeszcze śpiącej Sary. Wchodząc do łazienki zapaliłam światło, ponieważ w tym pomieszczeniu nie było żadnego źródła światła po za tym. Stanęłam nad umywalką odkręcając wodę. W momencie kiedy zaczął płynąc strumień przezroczystej cieczy nachyliłam się i przemyłam twarz. Woda dała chwilowe ukojenie, aż do momentu kiedy nie spojrzałam w lustro. Podpuchnięte oczy i niewielkie rozcięcia znajdujące się gdzie nie gdzie na twarzy przypominały mi o wczorajszym dniu. Nic dzisiaj nie było po mojej stronie. Nawet klamka w łazience, która jak na złość się zacięła.
Po dość długiej walce z drzwiami udało mi się je otworzyć, jednak z negatywnym skutkiem. Obudziłam Sarę. Siedziała na łóżku przyglądając mi się z zaciekawieniem jak by widziała mnie po raz pierwszy. Odniosłam wrażenie, że właśnie myślała o tym samym co ja kilka minut temu, jednak nie chciałam nic wspominać o moich myślach, które nie powiem były straszne. Zresztą jak zwykle u mnie. Od zawsze pamiętam, że wszystko o czym myślałam było w ciemnych barwach, nigdy nie myślałam o czymś w dobrej perspektywie, tylko w tej złej. Wydawałoby się, że świat w mojej głowie zawsze był czarno-biały, ale to nie prawda. Stało się to dopiero wtedy kiedy zrozumiałam, że jako nieśmiała dziewczynka nie dam sobie rady w życiu. Zrozumiałam, że żeby dać sobie radę muszę się zmienić, że muszę pokazać jaka jestem naprawdę. Wtedy uświadomiłam sobie, że ta nieśmiała dziewczynka to tylko maska, którą codziennie zakładam by zadowolić swoich rodziców, którzy zawsze chcieli mieć idealne dziecko, którym tak naprawdę nigdy nie byłam. Właśnie w tamtym momencie mój świat stracił barwy. Stałam się zimną i obojętną na wszystko dziewczyną. Tak naprawdę tylko przy Sarze potrafię być inna. I tylko ona nie zostawiła mnie w momencie, gdy się zmieniłam. Wszyscy starzy znajomi odeszli zostawiając miejsce dla nowych, tych którzy zajęli ich miejsce teraz. Jednak tylko przy Sarze zawsze mój świat nabiera kolorów, których zawsze w nim brakuje. Po prostu przy niej nie potrafię być inna, nawet nie chcę. Czy to oznaka przyjaźni? Czy to jest prawdziwa przyjaźń? Tak. Myślę, że tak. To ona jest właśnie osobą, która podniesie mnie z największego bagna w jakie wpadnę i co by się nie działo nie zostawi mnie. Jest takim moim aniołem stróżem, który jest zawsze przy mnie. Nie ważne co powiem, jaki sprawie ból jej lub innym ona zawsze będzie.
Spojrzałam na blondynkę dalej siedzącą na łóżku delikatnie się do niej uśmiechając. Bo co miałabym zrobić? Rozpłakać się na środku pokoju i użalać jakie to moje życie jest okropne? Nie to nie w moim stylu. To nie byłabym wtedy ja.
Ruszyłam w stronę gdzie siedziała moje przyjaciółka i usiadłam obok niej. Chwilę siedziałyśmy w ciszy nic nie mówiąc. Po chwili jednak odezwała się Sara.
– Emi jestem głodna - uśmiechnęła się tak jak jej to było w zwyczaju kiedy mówiła te słowa. Wybuchłam niepohamowanym śmiechem kładąc się łóżku i po nim tarzając. Ona zawsze potrafi rozbawić mnie nawet w sytuacji bez wyjścia. Za to właśnie ją kocham. Po chwili obie leżałyśmy na łóżku i śmiałyśmy się jak głupie. Sara podniosła się do poprzedniej pozycji i ponownie się odezwała - Ale ja mówię serio - uśmiechnęłam się do niej i wstałam z łóżka.
– No to chodź głodomorze pójdziemy coś zjeść - wyciągnęłam rękę w jej stronę by pomóc jej wstać. W chwili kiedy już obie stałyśmy na jasnych panelach ruszyłyśmy do drzwi. Nasze tępo jednak nie było zbyt szybkie, bo moja noga wciąż bolała. W prawdzie troszkę mniej ale bolała.
Stojąc już na dole nie wiedziałyśmy gdzie mamy pójść. Przecież nikt nas po tym domu nie oprowadził. Nikt nie powiedział nawet gdzie jest takie podstawowe pomieszczenie jak kuchnia. Kurcze, ale z nich gospodarze, no nie pogadasz. Nie wiedząc co robić ruszyłyśmy przed siebie z nadzieją, że same znajdziemy poszukiwane pomieszczenie, jednak nie było takie potrzeby. Zza rogu wyłonił się Olivier szczerze się do nas uśmiechając. Odniosłam wrażenie, że jako jedyny tutaj cieszy się z naszego pobytu w ich domu. Zawsze kiedy nas widzi uśmiecha się do nas, a zarazem ten uśmiech nigdy mu nie znika z twarzy. Przynajmniej przy nas.
– Ooo. Widzę, że nasze śpiące królewny już wstały - mówiąc się zaczął się nas podśmiewać, chcąc nie chcąc też zaczęłyśmy się śmiać. Olivier po prostu zaraża dobrym humorem - Myślałem, że już jak ta królewna śnieżka zasnęłyście i trzeba będzie was budzić pocałunkiem - mówiąc to zabawnie poruszył brwiami wywołując u nas kolejny napad śmiechu tak samo jak u niego - Ale dosyć tego. Pewnie jesteście głodne?
– Zgadłeś - powiedziała moja towarzyszka przyjaźnie uśmiechając się Oliviera.
– Jeah! Zgadłem! - krzycząc to zacząć tańczyć coś w stylu tańcu zwycięstwa. W tamtej chwili już kucałam i łapałam się za bolący brzuch od śmiechu, a on wcale nie miał zamiaru przestać.
– Ej! My jesteśmy głodne! - krzyknęła Sara jednocześnie wymachując rękami by zwrócił na nią swoją uwagę.
– A no tak śniadanie. Zaraz wam przyniosę. Usiądźcie sobie - wskazał na ręką kanapę na, której wczoraj siedziałyśmy, a my posłusznie udałyśmy się w tamtą stronę, by po chwili wygodnie na niej usiąść.
Nawet nie zdążyłyśmy się jeszcze dobrze rozsiąść kiedy do pokoju wkroczyły nasze kanapki no i Olivier. Kiedy tylko spojrzałam na niego automatycznie chciało mi się śmiać z jego tańca, który cały czas miałam przed oczami. Jak zwykle położył uśmiechnięty położył kanapki na stolik i usiadł obok na fotelu. Długo nie trzeba było czekać aż zabierzemy się za jedzenie. Dziwiło mnie jedynie to, że wtedy kiedy my jemy oni nigdy się nie dołączą. Wczoraj jak my jadłyśmy ulotnili się pod pretekstem przygotowania pokoju, a dzisiaj Olivier nawet nie wziął ani jednej kanapki. No cóż może jadł wcześniej. Tą miłą ciszę przerwał wchodzący Etan.
– Trzeba coś zrobić z tą Twoją nogą Emi - powiedział to nawet na mnie nie patrząc. Ale chwili. Powiedział do mnie Emi. To prawo ma tylko Sara. Dla innych jestem Amanda. Ale jakoś nie widzę żeby akurat on oglądał moją nogę. Nie wiem czemu, ale w chwili kiedy myślałam o tym, że to właśnie on miał robić ogarnął mnie dziwny lęk. Bałam się zostać z nim w jednym pomieszczeniu, sam na sam, a z pewnością by się to stało gdyby to on miał ją opatrzyć.
– Po pierwsze Emi może mówić do mnie tylko Sara, Ty możesz jedynie Amanda, a po drugie racja - odpowiedziałam nawet na niego nie patrząc. Już wiedziałam co zrobić żeby to nie on mi pomógł - Olivier opatrzyłbyś mi później nogę? - gdy wypowiedziałam te słowa Etan jak i Olivier byli zaskoczeni moimi słowami. Olivier spojrzał się na Etana jak by wyczekiwał pozwolenia by zrobił to o co go prosiłam. To było dziwne. Etan jedynie pokiwał głową w górę i w dół na znak, że się zgadza, a wtedy Olivier się odezwał.
– Jasne. Jak skończycie śniadanie przyniosę apteczkę i ją opatrzę - ja jako odpowiedź na jego słowa pokiwałam tylko delikatnie głową i wróciłam do posiłku, jednak cały miałam wrażenie, że Etan mi się przyglądał. Za każdym razem kiedy ja spoglądałam na niego on odwracał głowę.
Po niedługiej chwili talerz z kanapkami był już całkowicie pusty, a my najedzone. Blondyn w chwili kiedy zobaczył, że talerz jest pusty zabrał go ze stołu i skierował się w stronę kuchni mówiąc przelotem "Zaraz wracam". Zapewne pójdzie od razu po apteczkę więc teraz się zacznie. Jak delikatnie dotyk nogi to boli a co dopiero jak on ją będzie oglądał.
Nie minęło pięć minut a Olivier był z powrotem. Tak jak przypuszczałam już z apteczką. Usiadł naprzeciwko mnie na stole i położył pudełko obok. Spojrzał się na mnie i zapytał cicho "Mogę?" spoglądając jednocześnie na nogę. Ja jedynie się delikatnie uśmiechnęłam i pokiwałam głową. W tym momencie delikatnie podniósł moją nogę kładąc sobie na kolano. Chwilę się jej przyglądał i najwyraźniej zastanawiał co było widać po jego wyrazie twarzy. W pewnej chwili nacisną palcem na kostkę, a mnie przeszedł nieprzyjemny ból. Najwidoczniej to zauważył bo się delikatnie zaśmiał, kiedy to ja wykrzywiałam buzie z bólu. Całemu zderzeniu przyglądał się Etan, tak jakby pilnował by blondyn nie zrobił mi krzywdy. Olivier pokręcił moją nogą w prawo i lewo sprawiając mi przy tym nie mały ból i się odezwał.
–Noga nie jest złamana. Jest jedynie skręcona. Zabandażuje ją. Zgadzasz się? - już miałam odpowiadać kiedy znowu się odezwał - W sumie to i tak nie masz nic do gadania - zaśmiałam się delikatnie pod nosem i dałam mu działać.
Po około dziesięciu minutach moja noga była już zabandażowana a Olivier odnosił apteczkę w to samo miejsce, z którego ją przyniósł.
Po chwili usłyszeliśmy zbieganie po schodach. Wszyscy jak na komendę się odwrócili, a naszym oczom ukazał się Jeffrey.
– Musimy iść - powiedział do chłopaków. Ci tylko pokiwali głową - My idziemy, a wy dziewczyny pod żadnym pozorem nie wychodźcie z domu - powiedział Jeffrey tą samą regułkę do nas co wczoraj Etan. Pokiwałyśmy głowami, a po chwili już ich nie było. Byłyśmy znowu same. Sara spojrzała się na mnie porozumiewawczo i już wiedziałyśmy co będziemy robić.
– Piwnica - powiedziałyśmy jednocześnie i wstałyśmy z kanapy.
– W pokoju pod poduszką jest klamka. Pójdziesz po nią? - zapytałam się blondynki, a ta już szła w stronę schodów.
Nie minęła minuta, a ona już była na dole trzymając w dłoni klamkę. Bez słowa ruszyłyśmy pod drzwi prowadzące na dół i Sara wsadziła klamkę w otwór do tego przeznaczony. Drzwi ustąpiły. Uśmiechnęłyśmy się do siebie i ruszyłyśmy na dół odkrywać tajemnice rodziny Evansów.
_________________________________________________________________________
Piszcie komentarze. A Ty Bożena CZYTAJ !!
sobota, 28 grudnia 2013
Rozdział 6
♫
Z PERSPEKTYWY ETANA
– O kurcze, teraz to zadałeś mi pytanie - zaśmiała się lekko i mówiła dalej - W sumie to nie wiem nic o mojej rodzinie. Dziadków nie pamiętam bo zmarli gdy miałam 5 lat, ale nie wiem z jakiego powodu. Po ich śmierci przeprowadziliśmy się do Californi, ale nie pamiętam z jakiego miasteczka. Kiedy mówili mi o nim rodzice, ale nie pamiętam nazwy.
– Shelby... - powiedziałem szeptem tak by nie usłyszała dokładnie co mówię.
– Jak? Shelby? A no tak dokładnie, ale zaraz. Skąd Ty to wiesz? - widziałem na jej twarzy zaskoczenie. Była bardzo zdziwiona tym co usłyszała.
Z PERSPEKTYWY AMANDY
– Jak? Shelby? A no tak dokładnie, ale zaraz. Skąd Ty to wiesz? - jednym słowem w tym momencie mnie zatkało. Patrzałam się na niego i czekałam jakąkolwiek odpowiedzi na swoje pytanie. Ten jednak milczał. W jednej chwili już otwierał usta by najprawdopodobniej mi odpowiedzieć, gdy ktoś z dołu zawołał jego imię.
– Porozmawiamy o tym później. Teraz musimy zejść na dół - już wstawałam, gdy znowu odezwał się głoś z dołu : "Etan! Złaź na dół! Szybko!". Po tych słowach skierowaliśmy się na dół, gdzie stali już chłopacy razem z Sarą. Wyglądało na to, że tylko my nie wiedziałyśmy o co chodzi. Ci nie musieli nic do siebie mówić, a tak jak by już wiedzieli o co im chodzi - Pod żadnym pozorem nie wychodźcie z domu. Macie tu na nas czekać - skierował się do nas Etan. Nie zdążyłyśmy mu nawet odpowiedzieć, a już ich nie było. Gdy tylko zamknęły się drzwi usłyszałam.
– Chodź Ci coś pokaże - powiedziała do mnie Sara. Od razu złapała mnie za rękę i zaczęłyśmy się kierować w stronę starych drzwi - Olivier opowiadał mi o jakiś starych, dziwnych historiach, które zapisane są gdzieś na dole. Gdybyś widziała jego minę. Założę się, że miał tego nie mówić - Sara zaczęła się z tego podśmiewać. Jak zwykle, gdy komuś coś nie wyjdzie ona ma z tego niezły ubaw.
– Oj przestań. Dobra otwieraj te drzwi - Sara już chciała złapać za klamkę, gdy się nagle odezwała.
– Ty! Tu nie ma klamki! - zaczęłyśmy się śmiać, bo jak drzwi w domu nie mają klamki. To jak oni tam wchodzą? Stwierdziłam z Sarą, że jej po prostu poszukamy. Rozdzieliłyśmy się. Sara poszła do góry, a ja zostałam na dole, gdyż noga nadal mnie bolała. Szukanie klamki długo nam jednak nie zajęło bo jak się okazało po chwili klamka leżała na regale z książkami przy samych drzwiach. Nie no kryjówka po prostu super.
– No dawaj Sara otwieraj te drzwi, bo zaraz wrócą i ciekawe co im wtedy powiemy. Może „ Oj przepraszamy chłopacy, ale szukałyśmy łazienki”. Na pewno tego nie łykną.
– No już otwieram. Chwila... Już otwarte. Szybko wchodzimy – mówiąc to otworzyła na roścież drzwi i zapaliwszy światło ukazały nam się schody prowadzące na dół. Schodząc na dół wyglądało to na zwykłą piwnice, jednak gdy weszłyśmy głębiej zrozumiałyśmy, że to jednak nie to. Całe pomieszczenie było stare. Przy ścianach stały regały z książkami, obok znajdowały się stojące świeczniki, a oprócz tego całe pomieszczenie było oświetlone przez dosyć duży żyrandol. Całość jednym słowem wyglądała strasznie. Pajęczyny, które pokrywały większość regałów wcale nie upiększały tego pomieszczenia, a wręcz przeciwnie dodawały grozy. W jednym z rogów stała skrzynia, która wyglądała na dosyć starą. Ruchem głowy pokazałyśmy sobie, która gdzie ma iść. Sara poszła do skrzyni, a ja do regału na książki. Z początku książki wyglądały na zwykłe, jak jakieś stare lektury, ale od wewnątrz już takie nie były. W każdej książce był opisany życiorys jednej rodziny. Od najstarszych członków rodziny do tych najmłodszych, co najdziwniejsze nawet tych niedawno urodzonych. W pewnym momencie zobaczyłam książkę z napisem Ethat Evans.
– Sara tu jest książka o Etanie... - spojrzałyśmy się na siebie z widocznym zdziwieniem, gdy nagle usłyszałyśmy otwierane drzwi u góry. Od razu rzuciłam książkę na ziemie i jak najszybciej ruszyłyśmy na górę. Wyszłyśmy z piwnicy, zamknęłyśmy drzwi i jak długie rzuciłyśmy się na kanapę w salonie. Poprawiłyśmy się i nagle mi się przypomniało. Klamka. Zapomniałyśmy odłożyć ją na półkę. Cholera.
– Sara zapomniałyśmy o klamce – powiedziałam jej to tak cicho by tylko ona to usłyszała, jednocześnie spoglądając na swoją rękę, w której właśnie trzymałam klamkę. Klamkę, która właśnie teraz powinna leżeć na półce. Sara automatycznie otworzyła szeroko oczy i się na mnie spojrzała.
– Cholera... - nic już nie zdążyła więcej powiedzieć, bo do salonu weszli już chłopacy. My jak gdyby nigdy nic zaczęłyśmy udawać, że rozmawiamy, a ja w międzyczasie schowałam klamkę za siebie. Nasi „towarzysze niedoli” chyba nic nie zauważyli, bo po prostu weszli i zaczęli do nas mówić.
– Już jesteśmy. Chyba się nie nudziłyście, gdy nas nie było? - odezwał się Jeffrey.
Czas, który płynął podczas, gdy my siedzieliśmy na kanapie po prostu się ze mnie nabijał. Płynął tak wolno jak by chciał pokazać, że on może robić co chce, a ja muszę siedzieć ciągle w jednym miejscu. Tyłek już zaczynał mnie boleć, nogi drętwieć, zresztą tak samo jak nogi. No, ale cóż tylko my dwie jesteśmy tak inteligentne, że zamiast odłożyć tą cholerną klamkę zabrałyśmy ją ze sobą, a za karę ja muszę siedzieć na tyłku w tym samym miejscu cały czas. Tak bardzo bym chciała żeby w końcu gdzieś wyszli, chociaż na moment. Ale zaraz... Oni wstają. Jeah!
– Zapewne jesteście głodne. To my pójdziemy zrobić wam coś do jedzenia – odezwał się Olivier. Jedyne na co było mnie stać w tym momencie to delikatny uśmiech skierowany w jego stronę. Nie to żebym się czegoś bała, ale w tym momencie byłam zajęta zastanawianiem się gdzie schowam tą cholerną klamkę.
– Wyszli? - zapytałam się Sary zaraz po tym jak zniknęli mi z oczu.
– Tak. Wyszli – powiedziała i odwróciła się, gdy była już pewna, że nie ma ich w pokoju.
– Kurcze gdzie schowamy tą zasraną klamkę – mówiłam jednocześnie przyglądając się sobie z nadzieją, że zaraz wymyśle coś, jednak jak na złość nic nie chciało przyjść mi do głowy.
– Schowaj ją do stanika – w momencie kiedy słyszałam te słowa spojrzałam na Sarę z miną „ are you kidding me?”, jednak ona mówiła poważnie. Już chciałam otwierać buzię kiedy ona się odezwała – Emi nie patrz się tak na mnie. Będziemy miały przynajmniej pewność, że tam nie będą zaglądać – chwila musiała minąć zanim to przemyślałam, ale kurcze przecież ona ma racje.
– Cholera dlaczego Ty musisz mieć teraz racje – powiedziałam jednocześnie chowając klamkę w ową kryjówkę kiedy w tym samym momencie do pokoju wchodzili już chłopacy z talerzem pełnym kanapek.
– Proszę. Tutaj są dla was kanapki – kładąc na stół Jeffrey uśmiechnął się – To wy sobie tutaj jedzcie, a my pójdziemy przygotować wam pokój do spania – Sara jedynie kiwnęła głową na znak, że się zgadza. Odwrócili się do nas tyłem i ruszyli w stronę schodów w miejscu, w którym zapewne będziemy dzisiaj spały.
Cisza panująca w pokoju była przerywana jedynie od czasu, do czasu mlasknięciami skierowanymi z mojej lub Sary strony. To prawda byłyśmy głodne i to strasznie. W końcu nie jadłyśmy nic od rana, a dzisiejszy dzień był strasznie ciężki, bo przecież nie codziennie ma się wypadek, budzi się lesie i nie pyta się nas ktoś o to czy chcemy żyć.
Siedziałyśmy tak jeszcze chwilę w ciszy, gdy nagle pojawili się oni. Stanęli przed nami jakby chcieli zaprowadzić nas na ścięcie. Ich wyrazy twarzy nie mówiły nic. Oddech wydobywający się z ich ust był miarowy i spokojny. Nie to co nasz w tym momencie. Nie wiedziałam co się teraz stanie. No bo przecież chociażby mogli zauważyć brak klamki, lub coś innego im przyszło do głowy.
– Mam nadzieję, że nie będzie wam przeszkadzało, że będziecie spać razem. Nie mamy więcej pokoi gościnnych – odezwał się on... Etan. Odpowiadając na to równocześnie pokręciłyśmy głowami w lewo i prawo dając znak, że to żaden problem, na co on się zaśmiał – No dobra to chodźcie – mówiąc to znowu ruszył w stronę schodów, a my zaraz za nim. Za nami szli Jeffrey i Olivier nic się nie odzywając. Z boku wyglądało to jak by byli ochroniarzami , którzy mają za zadanie nie pozwolić nam uciec z domu. Kiedy byłyśmy już na górze Etan otworzył drzwi od jednego z pokoi i nas przepuścił. Cały pokój był nowocześnie urządzony. Przy ścianie naprzeciwko okna znajdowało się spore dwuosobowe łóżko. Przy lewej ścianie stałą szafka, a zaraz przy szafce były drzwi zapewne prowadzące do łazienki. Z zamyśleń znowu wyrwał mnie jego głos – Mam nadzieję, że wam się podoba. Tutaj macie ciuchy gdybyście chciały się przebrać do spania – mówiąc to pokazał na ciuchy leżące na łóżku – Gdybyście czegoś chciały to wołajcie.
– Ok – odpowiedziałam mu pewna, że nie będzie takiej potrzeby, jednak z ciupką nadziei, że jednak mogą być do czegoś potrzebni.
– No to dobranoc dziewczyny – odezwał się Olivier.
– Dobranoc – powiedziałyśmy jednocześnie, a oni odwrócili się i zaraz zniknęli za drzwiami. Długo nie stałyśmy w tym pokoju tylko poszłyśmy pod prysznic. Oczywiście osobno.
Kiedy byłyśmy już gotowe zgasiłyśmy światło i położyłyśmy się do łóżka. Chwilę każda z nas się układała tak by było nam wygodnie.
– Dobranoc Emi – odezwała się Sara przykrywając jednocześnie kołdrą.
– Dobranoc Sara – odpowiedziałam jej robiąc to samo co ona. Już po chwili czułam, że odpływam, a po minucie znajdowałam się w kranie Morfeusza.
_________________________________________________________________________
Liczymy na wasze komentarze ! Nie zawiedźcie nas !
Z PERSPEKTYWY ETANA
– O kurcze, teraz to zadałeś mi pytanie - zaśmiała się lekko i mówiła dalej - W sumie to nie wiem nic o mojej rodzinie. Dziadków nie pamiętam bo zmarli gdy miałam 5 lat, ale nie wiem z jakiego powodu. Po ich śmierci przeprowadziliśmy się do Californi, ale nie pamiętam z jakiego miasteczka. Kiedy mówili mi o nim rodzice, ale nie pamiętam nazwy.
– Shelby... - powiedziałem szeptem tak by nie usłyszała dokładnie co mówię.
– Jak? Shelby? A no tak dokładnie, ale zaraz. Skąd Ty to wiesz? - widziałem na jej twarzy zaskoczenie. Była bardzo zdziwiona tym co usłyszała.
Z PERSPEKTYWY AMANDY
– Jak? Shelby? A no tak dokładnie, ale zaraz. Skąd Ty to wiesz? - jednym słowem w tym momencie mnie zatkało. Patrzałam się na niego i czekałam jakąkolwiek odpowiedzi na swoje pytanie. Ten jednak milczał. W jednej chwili już otwierał usta by najprawdopodobniej mi odpowiedzieć, gdy ktoś z dołu zawołał jego imię.
– Porozmawiamy o tym później. Teraz musimy zejść na dół - już wstawałam, gdy znowu odezwał się głoś z dołu : "Etan! Złaź na dół! Szybko!". Po tych słowach skierowaliśmy się na dół, gdzie stali już chłopacy razem z Sarą. Wyglądało na to, że tylko my nie wiedziałyśmy o co chodzi. Ci nie musieli nic do siebie mówić, a tak jak by już wiedzieli o co im chodzi - Pod żadnym pozorem nie wychodźcie z domu. Macie tu na nas czekać - skierował się do nas Etan. Nie zdążyłyśmy mu nawet odpowiedzieć, a już ich nie było. Gdy tylko zamknęły się drzwi usłyszałam.
– Chodź Ci coś pokaże - powiedziała do mnie Sara. Od razu złapała mnie za rękę i zaczęłyśmy się kierować w stronę starych drzwi - Olivier opowiadał mi o jakiś starych, dziwnych historiach, które zapisane są gdzieś na dole. Gdybyś widziała jego minę. Założę się, że miał tego nie mówić - Sara zaczęła się z tego podśmiewać. Jak zwykle, gdy komuś coś nie wyjdzie ona ma z tego niezły ubaw.
– Oj przestań. Dobra otwieraj te drzwi - Sara już chciała złapać za klamkę, gdy się nagle odezwała.
– Ty! Tu nie ma klamki! - zaczęłyśmy się śmiać, bo jak drzwi w domu nie mają klamki. To jak oni tam wchodzą? Stwierdziłam z Sarą, że jej po prostu poszukamy. Rozdzieliłyśmy się. Sara poszła do góry, a ja zostałam na dole, gdyż noga nadal mnie bolała. Szukanie klamki długo nam jednak nie zajęło bo jak się okazało po chwili klamka leżała na regale z książkami przy samych drzwiach. Nie no kryjówka po prostu super.
– No dawaj Sara otwieraj te drzwi, bo zaraz wrócą i ciekawe co im wtedy powiemy. Może „ Oj przepraszamy chłopacy, ale szukałyśmy łazienki”. Na pewno tego nie łykną.
– No już otwieram. Chwila... Już otwarte. Szybko wchodzimy – mówiąc to otworzyła na roścież drzwi i zapaliwszy światło ukazały nam się schody prowadzące na dół. Schodząc na dół wyglądało to na zwykłą piwnice, jednak gdy weszłyśmy głębiej zrozumiałyśmy, że to jednak nie to. Całe pomieszczenie było stare. Przy ścianach stały regały z książkami, obok znajdowały się stojące świeczniki, a oprócz tego całe pomieszczenie było oświetlone przez dosyć duży żyrandol. Całość jednym słowem wyglądała strasznie. Pajęczyny, które pokrywały większość regałów wcale nie upiększały tego pomieszczenia, a wręcz przeciwnie dodawały grozy. W jednym z rogów stała skrzynia, która wyglądała na dosyć starą. Ruchem głowy pokazałyśmy sobie, która gdzie ma iść. Sara poszła do skrzyni, a ja do regału na książki. Z początku książki wyglądały na zwykłe, jak jakieś stare lektury, ale od wewnątrz już takie nie były. W każdej książce był opisany życiorys jednej rodziny. Od najstarszych członków rodziny do tych najmłodszych, co najdziwniejsze nawet tych niedawno urodzonych. W pewnym momencie zobaczyłam książkę z napisem Ethat Evans.
– Sara tu jest książka o Etanie... - spojrzałyśmy się na siebie z widocznym zdziwieniem, gdy nagle usłyszałyśmy otwierane drzwi u góry. Od razu rzuciłam książkę na ziemie i jak najszybciej ruszyłyśmy na górę. Wyszłyśmy z piwnicy, zamknęłyśmy drzwi i jak długie rzuciłyśmy się na kanapę w salonie. Poprawiłyśmy się i nagle mi się przypomniało. Klamka. Zapomniałyśmy odłożyć ją na półkę. Cholera.
– Sara zapomniałyśmy o klamce – powiedziałam jej to tak cicho by tylko ona to usłyszała, jednocześnie spoglądając na swoją rękę, w której właśnie trzymałam klamkę. Klamkę, która właśnie teraz powinna leżeć na półce. Sara automatycznie otworzyła szeroko oczy i się na mnie spojrzała.
– Cholera... - nic już nie zdążyła więcej powiedzieć, bo do salonu weszli już chłopacy. My jak gdyby nigdy nic zaczęłyśmy udawać, że rozmawiamy, a ja w międzyczasie schowałam klamkę za siebie. Nasi „towarzysze niedoli” chyba nic nie zauważyli, bo po prostu weszli i zaczęli do nas mówić.
– Już jesteśmy. Chyba się nie nudziłyście, gdy nas nie było? - odezwał się Jeffrey.
Czas, który płynął podczas, gdy my siedzieliśmy na kanapie po prostu się ze mnie nabijał. Płynął tak wolno jak by chciał pokazać, że on może robić co chce, a ja muszę siedzieć ciągle w jednym miejscu. Tyłek już zaczynał mnie boleć, nogi drętwieć, zresztą tak samo jak nogi. No, ale cóż tylko my dwie jesteśmy tak inteligentne, że zamiast odłożyć tą cholerną klamkę zabrałyśmy ją ze sobą, a za karę ja muszę siedzieć na tyłku w tym samym miejscu cały czas. Tak bardzo bym chciała żeby w końcu gdzieś wyszli, chociaż na moment. Ale zaraz... Oni wstają. Jeah!
– Zapewne jesteście głodne. To my pójdziemy zrobić wam coś do jedzenia – odezwał się Olivier. Jedyne na co było mnie stać w tym momencie to delikatny uśmiech skierowany w jego stronę. Nie to żebym się czegoś bała, ale w tym momencie byłam zajęta zastanawianiem się gdzie schowam tą cholerną klamkę.
– Wyszli? - zapytałam się Sary zaraz po tym jak zniknęli mi z oczu.
– Tak. Wyszli – powiedziała i odwróciła się, gdy była już pewna, że nie ma ich w pokoju.
– Kurcze gdzie schowamy tą zasraną klamkę – mówiłam jednocześnie przyglądając się sobie z nadzieją, że zaraz wymyśle coś, jednak jak na złość nic nie chciało przyjść mi do głowy.
– Schowaj ją do stanika – w momencie kiedy słyszałam te słowa spojrzałam na Sarę z miną „ are you kidding me?”, jednak ona mówiła poważnie. Już chciałam otwierać buzię kiedy ona się odezwała – Emi nie patrz się tak na mnie. Będziemy miały przynajmniej pewność, że tam nie będą zaglądać – chwila musiała minąć zanim to przemyślałam, ale kurcze przecież ona ma racje.
– Cholera dlaczego Ty musisz mieć teraz racje – powiedziałam jednocześnie chowając klamkę w ową kryjówkę kiedy w tym samym momencie do pokoju wchodzili już chłopacy z talerzem pełnym kanapek.
– Proszę. Tutaj są dla was kanapki – kładąc na stół Jeffrey uśmiechnął się – To wy sobie tutaj jedzcie, a my pójdziemy przygotować wam pokój do spania – Sara jedynie kiwnęła głową na znak, że się zgadza. Odwrócili się do nas tyłem i ruszyli w stronę schodów w miejscu, w którym zapewne będziemy dzisiaj spały.
Cisza panująca w pokoju była przerywana jedynie od czasu, do czasu mlasknięciami skierowanymi z mojej lub Sary strony. To prawda byłyśmy głodne i to strasznie. W końcu nie jadłyśmy nic od rana, a dzisiejszy dzień był strasznie ciężki, bo przecież nie codziennie ma się wypadek, budzi się lesie i nie pyta się nas ktoś o to czy chcemy żyć.
Siedziałyśmy tak jeszcze chwilę w ciszy, gdy nagle pojawili się oni. Stanęli przed nami jakby chcieli zaprowadzić nas na ścięcie. Ich wyrazy twarzy nie mówiły nic. Oddech wydobywający się z ich ust był miarowy i spokojny. Nie to co nasz w tym momencie. Nie wiedziałam co się teraz stanie. No bo przecież chociażby mogli zauważyć brak klamki, lub coś innego im przyszło do głowy.
– Mam nadzieję, że nie będzie wam przeszkadzało, że będziecie spać razem. Nie mamy więcej pokoi gościnnych – odezwał się on... Etan. Odpowiadając na to równocześnie pokręciłyśmy głowami w lewo i prawo dając znak, że to żaden problem, na co on się zaśmiał – No dobra to chodźcie – mówiąc to znowu ruszył w stronę schodów, a my zaraz za nim. Za nami szli Jeffrey i Olivier nic się nie odzywając. Z boku wyglądało to jak by byli ochroniarzami , którzy mają za zadanie nie pozwolić nam uciec z domu. Kiedy byłyśmy już na górze Etan otworzył drzwi od jednego z pokoi i nas przepuścił. Cały pokój był nowocześnie urządzony. Przy ścianie naprzeciwko okna znajdowało się spore dwuosobowe łóżko. Przy lewej ścianie stałą szafka, a zaraz przy szafce były drzwi zapewne prowadzące do łazienki. Z zamyśleń znowu wyrwał mnie jego głos – Mam nadzieję, że wam się podoba. Tutaj macie ciuchy gdybyście chciały się przebrać do spania – mówiąc to pokazał na ciuchy leżące na łóżku – Gdybyście czegoś chciały to wołajcie.
– Ok – odpowiedziałam mu pewna, że nie będzie takiej potrzeby, jednak z ciupką nadziei, że jednak mogą być do czegoś potrzebni.
– No to dobranoc dziewczyny – odezwał się Olivier.
– Dobranoc – powiedziałyśmy jednocześnie, a oni odwrócili się i zaraz zniknęli za drzwiami. Długo nie stałyśmy w tym pokoju tylko poszłyśmy pod prysznic. Oczywiście osobno.
Kiedy byłyśmy już gotowe zgasiłyśmy światło i położyłyśmy się do łóżka. Chwilę każda z nas się układała tak by było nam wygodnie.
– Dobranoc Emi – odezwała się Sara przykrywając jednocześnie kołdrą.
– Dobranoc Sara – odpowiedziałam jej robiąc to samo co ona. Już po chwili czułam, że odpływam, a po minucie znajdowałam się w kranie Morfeusza.
_________________________________________________________________________
Liczymy na wasze komentarze ! Nie zawiedźcie nas !
czwartek, 5 grudnia 2013
Rozdział 5
Gdy
ten cały Luca odszedł ze swoją ekipą, Etan tak jak by nigdy nic
się odezwał:
- Dobra.
A teraz nam powiedzcie skąd jesteście?
- My?
- mówiąc to zaczęłam się śmiać – To chyba ja powinnam wam
zadać to pytanie! - gdy skończyłam mówić nagle jeden z nich
zaczął mówić w zupełnie innym języku niż my, to było bardzo
dziwne.
- Noli
rogare eos quaestiones. Sit scriptor adepto domum.
- Czekaj,
czekaj. Czy to nie była przypadkiem łacina? - kiedy Sara to
powiedziała cała trójka spojrzała się na nią, tak jak by bali
się, że ona zrozumie co oni mówią. Może nie znała w pełni
łaciny, ale w szkole średniej bardzo się nią interesowała i
nawet chciała zdawać z niej maturę, jednak nauczyciele jej nie
pozwolili, mówiąc, że to zbyt ciężki język i szkoda by później
go oblała. Chociaż ja byłam innego zdania. Byłam pewna, że da
sobie rade i go zda.
- Zrozumiałaś
to co on powiedział? - tym razem powiedział ten, który do tej
pory nie powiedział jeszcze ani jednego słowa.
- Wy
nie chcecie nam nic powiedzieć, więc my też nie będziemy wam nic
odpowiadać.
- Dobra.
Weźmy je ze sobą. Mogą nam się do czegoś przydać – mówiąc
to Etan spojrzał na mnie z takim zadziornym uśmieszkiem, zabawnie
poruszając brwiami. Było to nieco dziwne, ale w pewien sposób
jego spojrzenie ma na mnie jakiś dziwny wpływ. Za każdym razem,
gdy się na niego spojrzę przechodzą mnie przyjemne dreszcze,
których jeszcze nigdy nie doznałam, aż do tej pory.
Kiedy
tak szłyśmy za nimi lasem nagle zobaczyłyśmy mur. Stary, rozwalony sprzed wielu lat mur. Za murem stała wielka willa
otoczona przeróżnymi drzewami i spróchniałym płotem. Pierwszy
raz takie coś widziałyśmy. Panowały w nas mieszane uczucia, z
jednej strony ten dom był przepiękny, a zarazem taki przerażający.
Zaskakujące było to, że taki dom wytrzymał tutaj tyle lat
nietknięty. Wielki żółty dom.
Gdy
byłyśmy już przed drzwiami Etan otworzył nam drzwi i ruchem ręki
wskazał nam, że mamy wejść, nic nie mówiąc, ale lekko się
uśmiechając. W momencie, gdy weszłyśmy Etan przedstawił w końcu
swoich towarzyszy. W końcu zrobili jakiś krok do przodu.
-To
jest Jeffrey i Olivier – tym razem zwrócił się do Sary –
Saro, Oliviera zaprowadzi Cię do pokoju. Idźcie już – Sara z
widoczną niepewnością, nic nie mówiąc ruszyła za Olivierem w
stronę wielkich schodów prowadzących do góry. W tym samy czasie
Etan zwrócił się do mnie mówiąc -A Ty idziesz ze mną. Mamy
parę spraw do omówienia – ruszyłam za nim pewnie, może to
dziwne, ale przecież już tyle się stało więc nic już gorszego
nie może nam się przydarzyć.
Z PERSPEKTYWY ETANA
Prowadząc
Emi w stronę mojego pokoju byłem niepewny tego co robię. Z jednej
strony wiedziałem, że nie powinienem, ale z drugiej bardzo chciałem
się czegoś dowiedzieć o niej i o jej życiu. Jednak jestem
świadomy, że ona będzie chciała się dowiedzieć czegoś o mnie w
zamian, czegoś czego nigdy z pewnością by się nie spodziewała.
Czegoś co może wywołać strach lub nawet obrzydzenie i spowodować
to, że nie będzie chciała nawet ze mną rozmawiać tylko ucieknie.
Gdy
przepuszczałem ją w drzwiach poczułem jej zapach, zaskakująco
spokojne bicie serca i krew płynącą w żyłach. Może to dziwne,
ale w tym momencie poczułem, że mogę jej zaufać, chociaż wcale
jej nie znam. Jednak już gdy prowadziłem ją w lesie poczułem, że
to nie jest zwyczajna dziewczyna, która potrzebuje pomocy, że jest
silniejsza niż myślę. Czułem, że łzy, które lecą po jej
policzkach nie są oznaką lęku. Uczucie, które ogarniało mnie w
jej towarzystwie było takie inne, zaskakujące. To powodowało, że
chce więcej i więcej. Czułem niedosyt, który za wszelką cenę
chce zaspokoić.
Wchodząc
za nią od razu usiadłem na moje łóżko, tym samym pokazując jej
ruchem głowy by usiadła obok. Ta jednak stała i nie zwracała
uwagi na to co jej pokazuje. Chwilę tak na nią patrzałem i w
pewnym momencie zrezygnowany wypuściłem powietrze z płuc ze
słyszalnym świstem i się do niej odezwałem.
- Usiądź
obok. Przecież Cię nie zjem – mówiąc to uśmiechałem się do
niej by chociaż trochę uświadomić ją, że nie chce jej zrobić
krzywdy, że to nie ja jestem ten zły.
- Nie
mam takiej pewności – powiedziała to z pełną powagą. Z jej
mimiki twarzy nie mogłem wyczytać żadnych emocji. Tak jak by
teraz ich w ogóle nie miała.
- Nie
wygłupiaj się – mówiąc to patrzałem na jej wyraz twarzy. Ten
jednak ani na chwilę się nie zmienił – Przecież nie będziesz
tak stała. Na pewno boli Cię noga – w tym momencie się ruszyła
i usiadła, jednak nie tak blisko jak bym chciał. Usiadła na
drugim końcu mojego łóżka i od razu złapała się za nogę.
Gołym okiem można było zobaczyć jak wielki sprawia jej ona ból,
lecz wiedziałem, że nawet jak bym chciał ją teraz obejrzeć ona
by mi na to nie pozwoliła.
Między
nami przez dłuższą chwile panowała cisza, którą nie wiedziałem
w jaki sposób mam przerwać. Bałem się, że ona po prostu mi nie
odpowie. Jednak zaryzykowałem i się odezwałem.
- Skąd
jesteś? - kiedy tylko skończyłem mówić ta zaczęła się cicho
śmiać.
- To
chyba ja powinnam się Ciebie o to spytać – mówiąc to spojrzała
się w moją stronę i delikatnie uśmiechnęła nie przestając się
jednak śmiać. Szczerze mówiąc bałem się jej powiedzieć
prawdę. Bałem się, że ode mnie ucieknie i już jej nigdy nie
zobaczę.
- Mam
pomysł może najpierw Ty mi opowiesz o sobie, a później ja powiem
Ci wszystko co tylko będziesz chciała wiedzieć – zapytałem się
jej i z wielką nadzieją spojrzałem na nią zastanawiając się co
mi odpowie.
- A
powiesz mi później co tu się dzieję? Ale prawdę, a nie jakąś
zmyśloną historie.
- Dobrze...
Powiem Ci wszystko co będziesz chciała wiedzieć. To teraz powiedz
skąd jesteś?
- Jestem
z Californi. Tak samo jak Sara.
- Chwila nie rozumiem. Mieszkacie w Californi to co robiłyście 4 godziny
drogi od niej?
- Jechałyśmy
do Los Angeles – mówiąc to uśmiechnęła się delikatne
wzbudzając tym samym dużą ciekawość.
- To
jakim cudem znalazłyście się w lesie? Zgubiłyście się?
- Nie
wiem jak my się tam znalazłyśmy... Obudziłyśmy się w lesie.
- Ale
jak to nie wiecie? Opowiedz mi wszystko od początku –
najtrudniejsze było dla mnie teraz to, że musiałem ją kłamać.
Przecież ja doskonale wiem czemu i jak one znalazły się w tym
lesie. No, ale przecież nie mogę jej teraz tego powiedzieć. Nie
teraz...
- Jechałyśmy
samochodem. Wszystko byłoby dobrze, gdy nie to – w tym momencie
się zacięła, wyglądała tak jak by nie wiedziała jak ma to
powiedzieć. Po chwili wzięła głęboki oddech i zaczęła dalej
mówić - że ktoś nam wpakował się pod koła. Sara nie dała już
rady wyhamować więc skręciła w bok i wjechałyśmy w drzewo.
Później już tylko obudziłyśmy się w lesie. Szukałyśmy pomocy,
a ja nie miałam już siły iść więc Sara poszła szukać jej
sama, a ja miałam czekać na nią. A dalej to już chyba wiesz co
było – cały czas mówiąc to miała spuszczoną głowę i na
mnie nie patrzała, jednak kończąc to mówić spojrzała mi prosto
w oczy. Było w nich widać strach spowodowany tym, że nie
wiedziała co się stało. Jedyne co teraz czułem to był gniew.
Doskonale wiedziałem jak się znalazła w tym pieprzonym lesie, a nie mogłem
jej powiedzieć. Tak bardzo chciałem, a nie mogłem powiedzieć jej
prawdy. Teraz żałuje, że obiecałem, że nikomu nic nie powiem,
nie powiem im, a w szczególności jej.
- Tak
dalej już wiem. A powiedz mi coś więcej o sobie? Jakie są Twoje
korzenie? Skąd pochodzi Twoja rodzina?
_________________________________________________________________
Jeżeli wam się podoba to komentujcie bo nawet nie wiemy czy komuś się to podoba i czy warto dodawać rozdziały.
_________________________________________________________________
Jeżeli wam się podoba to komentujcie bo nawet nie wiemy czy komuś się to podoba i czy warto dodawać rozdziały.
Subskrybuj:
Posty (Atom)