♫
Z PERSPEKTYWY ETANA
– O kurcze, teraz to zadałeś mi pytanie - zaśmiała się lekko i mówiła dalej - W sumie to nie wiem nic o mojej rodzinie. Dziadków nie pamiętam bo zmarli gdy miałam 5 lat, ale nie wiem z jakiego powodu. Po ich śmierci przeprowadziliśmy się do Californi, ale nie pamiętam z jakiego miasteczka. Kiedy mówili mi o nim rodzice, ale nie pamiętam nazwy.
– Shelby... - powiedziałem szeptem tak by nie usłyszała dokładnie co mówię.
– Jak? Shelby? A no tak dokładnie, ale zaraz. Skąd Ty to wiesz? - widziałem na jej twarzy zaskoczenie. Była bardzo zdziwiona tym co usłyszała.
Z PERSPEKTYWY AMANDY
– Jak? Shelby? A no tak dokładnie, ale zaraz. Skąd Ty to wiesz? - jednym słowem w tym momencie mnie zatkało. Patrzałam się na niego i czekałam jakąkolwiek odpowiedzi na swoje pytanie. Ten jednak milczał. W jednej chwili już otwierał usta by najprawdopodobniej mi odpowiedzieć, gdy ktoś z dołu zawołał jego imię.
– Porozmawiamy o tym później. Teraz musimy zejść na dół - już wstawałam, gdy znowu odezwał się głoś z dołu : "Etan! Złaź na dół! Szybko!". Po tych słowach skierowaliśmy się na dół, gdzie stali już chłopacy razem z Sarą. Wyglądało na to, że tylko my nie wiedziałyśmy o co chodzi. Ci nie musieli nic do siebie mówić, a tak jak by już wiedzieli o co im chodzi - Pod żadnym pozorem nie wychodźcie z domu. Macie tu na nas czekać - skierował się do nas Etan. Nie zdążyłyśmy mu nawet odpowiedzieć, a już ich nie było. Gdy tylko zamknęły się drzwi usłyszałam.
– Chodź Ci coś pokaże - powiedziała do mnie Sara. Od razu złapała mnie za rękę i zaczęłyśmy się kierować w stronę starych drzwi - Olivier opowiadał mi o jakiś starych, dziwnych historiach, które zapisane są gdzieś na dole. Gdybyś widziała jego minę. Założę się, że miał tego nie mówić - Sara zaczęła się z tego podśmiewać. Jak zwykle, gdy komuś coś nie wyjdzie ona ma z tego niezły ubaw.
– Oj przestań. Dobra otwieraj te drzwi - Sara już chciała złapać za klamkę, gdy się nagle odezwała.
– Ty! Tu nie ma klamki! - zaczęłyśmy się śmiać, bo jak drzwi w domu nie mają klamki. To jak oni tam wchodzą? Stwierdziłam z Sarą, że jej po prostu poszukamy. Rozdzieliłyśmy się. Sara poszła do góry, a ja zostałam na dole, gdyż noga nadal mnie bolała. Szukanie klamki długo nam jednak nie zajęło bo jak się okazało po chwili klamka leżała na regale z książkami przy samych drzwiach. Nie no kryjówka po prostu super.
– No dawaj Sara otwieraj te drzwi, bo zaraz wrócą i ciekawe co im wtedy powiemy. Może „ Oj przepraszamy chłopacy, ale szukałyśmy łazienki”. Na pewno tego nie łykną.
– No już otwieram. Chwila... Już otwarte. Szybko wchodzimy – mówiąc to otworzyła na roścież drzwi i zapaliwszy światło ukazały nam się schody prowadzące na dół. Schodząc na dół wyglądało to na zwykłą piwnice, jednak gdy weszłyśmy głębiej zrozumiałyśmy, że to jednak nie to. Całe pomieszczenie było stare. Przy ścianach stały regały z książkami, obok znajdowały się stojące świeczniki, a oprócz tego całe pomieszczenie było oświetlone przez dosyć duży żyrandol. Całość jednym słowem wyglądała strasznie. Pajęczyny, które pokrywały większość regałów wcale nie upiększały tego pomieszczenia, a wręcz przeciwnie dodawały grozy. W jednym z rogów stała skrzynia, która wyglądała na dosyć starą. Ruchem głowy pokazałyśmy sobie, która gdzie ma iść. Sara poszła do skrzyni, a ja do regału na książki. Z początku książki wyglądały na zwykłe, jak jakieś stare lektury, ale od wewnątrz już takie nie były. W każdej książce był opisany życiorys jednej rodziny. Od najstarszych członków rodziny do tych najmłodszych, co najdziwniejsze nawet tych niedawno urodzonych. W pewnym momencie zobaczyłam książkę z napisem Ethat Evans.
– Sara tu jest książka o Etanie... - spojrzałyśmy się na siebie z widocznym zdziwieniem, gdy nagle usłyszałyśmy otwierane drzwi u góry. Od razu rzuciłam książkę na ziemie i jak najszybciej ruszyłyśmy na górę. Wyszłyśmy z piwnicy, zamknęłyśmy drzwi i jak długie rzuciłyśmy się na kanapę w salonie. Poprawiłyśmy się i nagle mi się przypomniało. Klamka. Zapomniałyśmy odłożyć ją na półkę. Cholera.
– Sara zapomniałyśmy o klamce – powiedziałam jej to tak cicho by tylko ona to usłyszała, jednocześnie spoglądając na swoją rękę, w której właśnie trzymałam klamkę. Klamkę, która właśnie teraz powinna leżeć na półce. Sara automatycznie otworzyła szeroko oczy i się na mnie spojrzała.
– Cholera... - nic już nie zdążyła więcej powiedzieć, bo do salonu weszli już chłopacy. My jak gdyby nigdy nic zaczęłyśmy udawać, że rozmawiamy, a ja w międzyczasie schowałam klamkę za siebie. Nasi „towarzysze niedoli” chyba nic nie zauważyli, bo po prostu weszli i zaczęli do nas mówić.
– Już jesteśmy. Chyba się nie nudziłyście, gdy nas nie było? - odezwał się Jeffrey.
Czas, który płynął podczas, gdy my siedzieliśmy na kanapie po prostu się ze mnie nabijał. Płynął tak wolno jak by chciał pokazać, że on może robić co chce, a ja muszę siedzieć ciągle w jednym miejscu. Tyłek już zaczynał mnie boleć, nogi drętwieć, zresztą tak samo jak nogi. No, ale cóż tylko my dwie jesteśmy tak inteligentne, że zamiast odłożyć tą cholerną klamkę zabrałyśmy ją ze sobą, a za karę ja muszę siedzieć na tyłku w tym samym miejscu cały czas. Tak bardzo bym chciała żeby w końcu gdzieś wyszli, chociaż na moment. Ale zaraz... Oni wstają. Jeah!
– Zapewne jesteście głodne. To my pójdziemy zrobić wam coś do jedzenia – odezwał się Olivier. Jedyne na co było mnie stać w tym momencie to delikatny uśmiech skierowany w jego stronę. Nie to żebym się czegoś bała, ale w tym momencie byłam zajęta zastanawianiem się gdzie schowam tą cholerną klamkę.
– Wyszli? - zapytałam się Sary zaraz po tym jak zniknęli mi z oczu.
– Tak. Wyszli – powiedziała i odwróciła się, gdy była już pewna, że nie ma ich w pokoju.
– Kurcze gdzie schowamy tą zasraną klamkę – mówiłam jednocześnie przyglądając się sobie z nadzieją, że zaraz wymyśle coś, jednak jak na złość nic nie chciało przyjść mi do głowy.
– Schowaj ją do stanika – w momencie kiedy słyszałam te słowa spojrzałam na Sarę z miną „ are you kidding me?”, jednak ona mówiła poważnie. Już chciałam otwierać buzię kiedy ona się odezwała – Emi nie patrz się tak na mnie. Będziemy miały przynajmniej pewność, że tam nie będą zaglądać – chwila musiała minąć zanim to przemyślałam, ale kurcze przecież ona ma racje.
– Cholera dlaczego Ty musisz mieć teraz racje – powiedziałam jednocześnie chowając klamkę w ową kryjówkę kiedy w tym samym momencie do pokoju wchodzili już chłopacy z talerzem pełnym kanapek.
– Proszę. Tutaj są dla was kanapki – kładąc na stół Jeffrey uśmiechnął się – To wy sobie tutaj jedzcie, a my pójdziemy przygotować wam pokój do spania – Sara jedynie kiwnęła głową na znak, że się zgadza. Odwrócili się do nas tyłem i ruszyli w stronę schodów w miejscu, w którym zapewne będziemy dzisiaj spały.
Cisza panująca w pokoju była przerywana jedynie od czasu, do czasu mlasknięciami skierowanymi z mojej lub Sary strony. To prawda byłyśmy głodne i to strasznie. W końcu nie jadłyśmy nic od rana, a dzisiejszy dzień był strasznie ciężki, bo przecież nie codziennie ma się wypadek, budzi się lesie i nie pyta się nas ktoś o to czy chcemy żyć.
Siedziałyśmy tak jeszcze chwilę w ciszy, gdy nagle pojawili się oni. Stanęli przed nami jakby chcieli zaprowadzić nas na ścięcie. Ich wyrazy twarzy nie mówiły nic. Oddech wydobywający się z ich ust był miarowy i spokojny. Nie to co nasz w tym momencie. Nie wiedziałam co się teraz stanie. No bo przecież chociażby mogli zauważyć brak klamki, lub coś innego im przyszło do głowy.
– Mam nadzieję, że nie będzie wam przeszkadzało, że będziecie spać razem. Nie mamy więcej pokoi gościnnych – odezwał się on... Etan. Odpowiadając na to równocześnie pokręciłyśmy głowami w lewo i prawo dając znak, że to żaden problem, na co on się zaśmiał – No dobra to chodźcie – mówiąc to znowu ruszył w stronę schodów, a my zaraz za nim. Za nami szli Jeffrey i Olivier nic się nie odzywając. Z boku wyglądało to jak by byli ochroniarzami , którzy mają za zadanie nie pozwolić nam uciec z domu. Kiedy byłyśmy już na górze Etan otworzył drzwi od jednego z pokoi i nas przepuścił. Cały pokój był nowocześnie urządzony. Przy ścianie naprzeciwko okna znajdowało się spore dwuosobowe łóżko. Przy lewej ścianie stałą szafka, a zaraz przy szafce były drzwi zapewne prowadzące do łazienki. Z zamyśleń znowu wyrwał mnie jego głos – Mam nadzieję, że wam się podoba. Tutaj macie ciuchy gdybyście chciały się przebrać do spania – mówiąc to pokazał na ciuchy leżące na łóżku – Gdybyście czegoś chciały to wołajcie.
– Ok – odpowiedziałam mu pewna, że nie będzie takiej potrzeby, jednak z ciupką nadziei, że jednak mogą być do czegoś potrzebni.
– No to dobranoc dziewczyny – odezwał się Olivier.
– Dobranoc – powiedziałyśmy jednocześnie, a oni odwrócili się i zaraz zniknęli za drzwiami. Długo nie stałyśmy w tym pokoju tylko poszłyśmy pod prysznic. Oczywiście osobno.
Kiedy byłyśmy już gotowe zgasiłyśmy światło i położyłyśmy się do łóżka. Chwilę każda z nas się układała tak by było nam wygodnie.
– Dobranoc Emi – odezwała się Sara przykrywając jednocześnie kołdrą.
– Dobranoc Sara – odpowiedziałam jej robiąc to samo co ona. Już po chwili czułam, że odpływam, a po minucie znajdowałam się w kranie Morfeusza.
_________________________________________________________________________
Liczymy na wasze komentarze ! Nie zawiedźcie nas !
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz