Gdy
ten cały Luca odszedł ze swoją ekipą, Etan tak jak by nigdy nic
się odezwał:
- Dobra.
A teraz nam powiedzcie skąd jesteście?
- My?
- mówiąc to zaczęłam się śmiać – To chyba ja powinnam wam
zadać to pytanie! - gdy skończyłam mówić nagle jeden z nich
zaczął mówić w zupełnie innym języku niż my, to było bardzo
dziwne.
- Noli
rogare eos quaestiones. Sit scriptor adepto domum.
- Czekaj,
czekaj. Czy to nie była przypadkiem łacina? - kiedy Sara to
powiedziała cała trójka spojrzała się na nią, tak jak by bali
się, że ona zrozumie co oni mówią. Może nie znała w pełni
łaciny, ale w szkole średniej bardzo się nią interesowała i
nawet chciała zdawać z niej maturę, jednak nauczyciele jej nie
pozwolili, mówiąc, że to zbyt ciężki język i szkoda by później
go oblała. Chociaż ja byłam innego zdania. Byłam pewna, że da
sobie rade i go zda.
- Zrozumiałaś
to co on powiedział? - tym razem powiedział ten, który do tej
pory nie powiedział jeszcze ani jednego słowa.
- Wy
nie chcecie nam nic powiedzieć, więc my też nie będziemy wam nic
odpowiadać.
- Dobra.
Weźmy je ze sobą. Mogą nam się do czegoś przydać – mówiąc
to Etan spojrzał na mnie z takim zadziornym uśmieszkiem, zabawnie
poruszając brwiami. Było to nieco dziwne, ale w pewien sposób
jego spojrzenie ma na mnie jakiś dziwny wpływ. Za każdym razem,
gdy się na niego spojrzę przechodzą mnie przyjemne dreszcze,
których jeszcze nigdy nie doznałam, aż do tej pory.
Kiedy
tak szłyśmy za nimi lasem nagle zobaczyłyśmy mur. Stary, rozwalony sprzed wielu lat mur. Za murem stała wielka willa
otoczona przeróżnymi drzewami i spróchniałym płotem. Pierwszy
raz takie coś widziałyśmy. Panowały w nas mieszane uczucia, z
jednej strony ten dom był przepiękny, a zarazem taki przerażający.
Zaskakujące było to, że taki dom wytrzymał tutaj tyle lat
nietknięty. Wielki żółty dom.
Gdy
byłyśmy już przed drzwiami Etan otworzył nam drzwi i ruchem ręki
wskazał nam, że mamy wejść, nic nie mówiąc, ale lekko się
uśmiechając. W momencie, gdy weszłyśmy Etan przedstawił w końcu
swoich towarzyszy. W końcu zrobili jakiś krok do przodu.
-To
jest Jeffrey i Olivier – tym razem zwrócił się do Sary –
Saro, Oliviera zaprowadzi Cię do pokoju. Idźcie już – Sara z
widoczną niepewnością, nic nie mówiąc ruszyła za Olivierem w
stronę wielkich schodów prowadzących do góry. W tym samy czasie
Etan zwrócił się do mnie mówiąc -A Ty idziesz ze mną. Mamy
parę spraw do omówienia – ruszyłam za nim pewnie, może to
dziwne, ale przecież już tyle się stało więc nic już gorszego
nie może nam się przydarzyć.
Z PERSPEKTYWY ETANA
Prowadząc
Emi w stronę mojego pokoju byłem niepewny tego co robię. Z jednej
strony wiedziałem, że nie powinienem, ale z drugiej bardzo chciałem
się czegoś dowiedzieć o niej i o jej życiu. Jednak jestem
świadomy, że ona będzie chciała się dowiedzieć czegoś o mnie w
zamian, czegoś czego nigdy z pewnością by się nie spodziewała.
Czegoś co może wywołać strach lub nawet obrzydzenie i spowodować
to, że nie będzie chciała nawet ze mną rozmawiać tylko ucieknie.
Gdy
przepuszczałem ją w drzwiach poczułem jej zapach, zaskakująco
spokojne bicie serca i krew płynącą w żyłach. Może to dziwne,
ale w tym momencie poczułem, że mogę jej zaufać, chociaż wcale
jej nie znam. Jednak już gdy prowadziłem ją w lesie poczułem, że
to nie jest zwyczajna dziewczyna, która potrzebuje pomocy, że jest
silniejsza niż myślę. Czułem, że łzy, które lecą po jej
policzkach nie są oznaką lęku. Uczucie, które ogarniało mnie w
jej towarzystwie było takie inne, zaskakujące. To powodowało, że
chce więcej i więcej. Czułem niedosyt, który za wszelką cenę
chce zaspokoić.
Wchodząc
za nią od razu usiadłem na moje łóżko, tym samym pokazując jej
ruchem głowy by usiadła obok. Ta jednak stała i nie zwracała
uwagi na to co jej pokazuje. Chwilę tak na nią patrzałem i w
pewnym momencie zrezygnowany wypuściłem powietrze z płuc ze
słyszalnym świstem i się do niej odezwałem.
- Usiądź
obok. Przecież Cię nie zjem – mówiąc to uśmiechałem się do
niej by chociaż trochę uświadomić ją, że nie chce jej zrobić
krzywdy, że to nie ja jestem ten zły.
- Nie
mam takiej pewności – powiedziała to z pełną powagą. Z jej
mimiki twarzy nie mogłem wyczytać żadnych emocji. Tak jak by
teraz ich w ogóle nie miała.
- Nie
wygłupiaj się – mówiąc to patrzałem na jej wyraz twarzy. Ten
jednak ani na chwilę się nie zmienił – Przecież nie będziesz
tak stała. Na pewno boli Cię noga – w tym momencie się ruszyła
i usiadła, jednak nie tak blisko jak bym chciał. Usiadła na
drugim końcu mojego łóżka i od razu złapała się za nogę.
Gołym okiem można było zobaczyć jak wielki sprawia jej ona ból,
lecz wiedziałem, że nawet jak bym chciał ją teraz obejrzeć ona
by mi na to nie pozwoliła.
Między
nami przez dłuższą chwile panowała cisza, którą nie wiedziałem
w jaki sposób mam przerwać. Bałem się, że ona po prostu mi nie
odpowie. Jednak zaryzykowałem i się odezwałem.
- Skąd
jesteś? - kiedy tylko skończyłem mówić ta zaczęła się cicho
śmiać.
- To
chyba ja powinnam się Ciebie o to spytać – mówiąc to spojrzała
się w moją stronę i delikatnie uśmiechnęła nie przestając się
jednak śmiać. Szczerze mówiąc bałem się jej powiedzieć
prawdę. Bałem się, że ode mnie ucieknie i już jej nigdy nie
zobaczę.
- Mam
pomysł może najpierw Ty mi opowiesz o sobie, a później ja powiem
Ci wszystko co tylko będziesz chciała wiedzieć – zapytałem się
jej i z wielką nadzieją spojrzałem na nią zastanawiając się co
mi odpowie.
- A
powiesz mi później co tu się dzieję? Ale prawdę, a nie jakąś
zmyśloną historie.
- Dobrze...
Powiem Ci wszystko co będziesz chciała wiedzieć. To teraz powiedz
skąd jesteś?
- Jestem
z Californi. Tak samo jak Sara.
- Chwila nie rozumiem. Mieszkacie w Californi to co robiłyście 4 godziny
drogi od niej?
- Jechałyśmy
do Los Angeles – mówiąc to uśmiechnęła się delikatne
wzbudzając tym samym dużą ciekawość.
- To
jakim cudem znalazłyście się w lesie? Zgubiłyście się?
- Nie
wiem jak my się tam znalazłyśmy... Obudziłyśmy się w lesie.
- Ale
jak to nie wiecie? Opowiedz mi wszystko od początku –
najtrudniejsze było dla mnie teraz to, że musiałem ją kłamać.
Przecież ja doskonale wiem czemu i jak one znalazły się w tym
lesie. No, ale przecież nie mogę jej teraz tego powiedzieć. Nie
teraz...
- Jechałyśmy
samochodem. Wszystko byłoby dobrze, gdy nie to – w tym momencie
się zacięła, wyglądała tak jak by nie wiedziała jak ma to
powiedzieć. Po chwili wzięła głęboki oddech i zaczęła dalej
mówić - że ktoś nam wpakował się pod koła. Sara nie dała już
rady wyhamować więc skręciła w bok i wjechałyśmy w drzewo.
Później już tylko obudziłyśmy się w lesie. Szukałyśmy pomocy,
a ja nie miałam już siły iść więc Sara poszła szukać jej
sama, a ja miałam czekać na nią. A dalej to już chyba wiesz co
było – cały czas mówiąc to miała spuszczoną głowę i na
mnie nie patrzała, jednak kończąc to mówić spojrzała mi prosto
w oczy. Było w nich widać strach spowodowany tym, że nie
wiedziała co się stało. Jedyne co teraz czułem to był gniew.
Doskonale wiedziałem jak się znalazła w tym pieprzonym lesie, a nie mogłem
jej powiedzieć. Tak bardzo chciałem, a nie mogłem powiedzieć jej
prawdy. Teraz żałuje, że obiecałem, że nikomu nic nie powiem,
nie powiem im, a w szczególności jej.
- Tak
dalej już wiem. A powiedz mi coś więcej o sobie? Jakie są Twoje
korzenie? Skąd pochodzi Twoja rodzina?
_________________________________________________________________
Jeżeli wam się podoba to komentujcie bo nawet nie wiemy czy komuś się to podoba i czy warto dodawać rozdziały.
_________________________________________________________________
Jeżeli wam się podoba to komentujcie bo nawet nie wiemy czy komuś się to podoba i czy warto dodawać rozdziały.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz