czwartek, 5 grudnia 2013

Rozdział 5

     Gdy ten cały Luca odszedł ze swoją ekipą, Etan tak jak by nigdy nic się odezwał:
Dobra. A teraz nam powiedzcie skąd jesteście? 
- My? - mówiąc to zaczęłam się śmiać – To chyba ja powinnam wam zadać to pytanie! - gdy skończyłam mówić nagle jeden z nich zaczął mówić w zupełnie innym języku niż my, to było bardzo dziwne.
- Noli rogare eos quaestiones. Sit scriptor adepto domum.
- Czekaj, czekaj. Czy to nie była przypadkiem łacina? - kiedy Sara to powiedziała cała trójka spojrzała się na nią, tak jak by bali się, że ona zrozumie co oni mówią. Może nie znała w pełni łaciny, ale w szkole średniej bardzo się nią interesowała i nawet chciała zdawać z niej maturę, jednak nauczyciele jej nie pozwolili, mówiąc, że to zbyt ciężki język i szkoda by później go oblała. Chociaż ja byłam innego zdania. Byłam pewna, że da sobie rade i go zda.
- Zrozumiałaś to co on powiedział? - tym razem powiedział ten, który do tej pory nie powiedział jeszcze ani jednego słowa.
- Wy nie chcecie nam nic powiedzieć, więc my też nie będziemy wam nic odpowiadać.
- Dobra. Weźmy je ze sobą. Mogą nam się do czegoś przydać – mówiąc to Etan spojrzał na mnie z takim zadziornym uśmieszkiem, zabawnie poruszając brwiami. Było to nieco dziwne, ale w pewien sposób jego spojrzenie ma na mnie jakiś dziwny wpływ. Za każdym razem, gdy się na niego spojrzę przechodzą mnie przyjemne dreszcze, których jeszcze nigdy nie doznałam, aż do tej pory.
     Kiedy tak szłyśmy za nimi lasem nagle zobaczyłyśmy mur. Stary, rozwalony sprzed wielu lat mur. Za murem stała wielka willa otoczona przeróżnymi drzewami i spróchniałym płotem. Pierwszy raz takie coś widziałyśmy. Panowały w nas mieszane uczucia, z jednej strony ten dom był przepiękny, a zarazem taki przerażający. Zaskakujące było to, że taki dom wytrzymał tutaj tyle lat nietknięty. Wielki żółty dom.
     Gdy byłyśmy już przed drzwiami Etan otworzył nam drzwi i ruchem ręki wskazał nam, że mamy wejść, nic nie mówiąc, ale lekko się uśmiechając. W momencie, gdy weszłyśmy Etan przedstawił w końcu swoich towarzyszy. W końcu zrobili jakiś krok do przodu.
-To jest Jeffrey i Olivier – tym razem zwrócił się do Sary – Saro, Oliviera zaprowadzi Cię do pokoju. Idźcie już – Sara z widoczną niepewnością, nic nie mówiąc ruszyła za Olivierem w stronę wielkich schodów prowadzących do góry. W tym samy czasie Etan zwrócił się do mnie mówiąc -A Ty idziesz ze mną. Mamy parę spraw do omówienia – ruszyłam za nim pewnie, może to dziwne, ale przecież już tyle się stało więc nic już gorszego nie może nam się przydarzyć.
Z PERSPEKTYWY ETANA
     Prowadząc Emi w stronę mojego pokoju byłem niepewny tego co robię. Z jednej strony wiedziałem, że nie powinienem, ale z drugiej bardzo chciałem się czegoś dowiedzieć o niej i o jej życiu. Jednak jestem świadomy, że ona będzie chciała się dowiedzieć czegoś o mnie w zamian, czegoś czego nigdy z pewnością by się nie spodziewała. Czegoś co może wywołać strach lub nawet obrzydzenie i spowodować to, że nie będzie chciała nawet ze mną rozmawiać tylko ucieknie.
     Gdy przepuszczałem ją w drzwiach poczułem jej zapach, zaskakująco spokojne bicie serca i krew płynącą w żyłach. Może to dziwne, ale w tym momencie poczułem, że mogę jej zaufać, chociaż wcale jej nie znam. Jednak już gdy prowadziłem ją w lesie poczułem, że to nie jest zwyczajna dziewczyna, która potrzebuje pomocy, że jest silniejsza niż myślę. Czułem, że łzy, które lecą po jej policzkach nie są oznaką lęku. Uczucie, które ogarniało mnie w jej towarzystwie było takie inne, zaskakujące. To powodowało, że chce więcej i więcej. Czułem niedosyt, który za wszelką cenę chce zaspokoić.
     Wchodząc za nią od razu usiadłem na moje łóżko, tym samym pokazując jej ruchem głowy by usiadła obok. Ta jednak stała i nie zwracała uwagi na to co jej pokazuje. Chwilę tak na nią patrzałem i w pewnym momencie zrezygnowany wypuściłem powietrze z płuc ze słyszalnym świstem i się do niej odezwałem.
Usiądź obok. Przecież Cię nie zjem – mówiąc to uśmiechałem się do niej by chociaż trochę uświadomić ją, że nie chce jej zrobić krzywdy, że to nie ja jestem ten zły.
- Nie mam takiej pewności – powiedziała to z pełną powagą. Z jej mimiki twarzy nie mogłem wyczytać żadnych emocji. Tak jak by teraz ich w ogóle nie miała.
- Nie wygłupiaj się – mówiąc to patrzałem na jej wyraz twarzy. Ten jednak ani na chwilę się nie zmienił – Przecież nie będziesz tak stała. Na pewno boli Cię noga – w tym momencie się ruszyła i usiadła, jednak nie tak blisko jak bym chciał. Usiadła na drugim końcu mojego łóżka i od razu złapała się za nogę. Gołym okiem można było zobaczyć jak wielki sprawia jej ona ból, lecz wiedziałem, że nawet jak bym chciał ją teraz obejrzeć ona by mi na to nie pozwoliła.
     Między nami przez dłuższą chwile panowała cisza, którą nie wiedziałem w jaki sposób mam przerwać. Bałem się, że ona po prostu mi nie odpowie. Jednak zaryzykowałem i się odezwałem.
Skąd jesteś? - kiedy tylko skończyłem mówić ta zaczęła się cicho śmiać.
- To chyba ja powinnam się Ciebie o to spytać – mówiąc to spojrzała się w moją stronę i delikatnie uśmiechnęła nie przestając się jednak śmiać. Szczerze mówiąc bałem się jej powiedzieć prawdę. Bałem się, że ode mnie ucieknie i już jej nigdy nie zobaczę.
- Mam pomysł może najpierw Ty mi opowiesz o sobie, a później ja powiem Ci wszystko co tylko będziesz chciała wiedzieć – zapytałem się jej i z wielką nadzieją spojrzałem na nią zastanawiając się co mi odpowie.
- A powiesz mi później co tu się dzieję? Ale prawdę, a nie jakąś zmyśloną historie.
- Dobrze... Powiem Ci wszystko co będziesz chciała wiedzieć. To teraz powiedz skąd jesteś?
- Jestem z Californi. Tak samo jak Sara.
- Chwila nie rozumiem. Mieszkacie w Californi to co robiłyście 4 godziny drogi od niej?
- Jechałyśmy do Los Angeles – mówiąc to uśmiechnęła się delikatne wzbudzając tym samym dużą ciekawość.
- To jakim cudem znalazłyście się w lesie? Zgubiłyście się?
- Nie wiem jak my się tam znalazłyśmy... Obudziłyśmy się w lesie.
- Ale jak to nie wiecie? Opowiedz mi wszystko od początku – najtrudniejsze było dla mnie teraz to, że musiałem ją kłamać. Przecież ja doskonale wiem czemu i jak one znalazły się w tym lesie. No, ale przecież nie mogę jej teraz tego powiedzieć. Nie teraz...
- Jechałyśmy samochodem. Wszystko byłoby dobrze, gdy nie to – w tym momencie się zacięła, wyglądała tak jak by nie wiedziała jak ma to powiedzieć. Po chwili wzięła głęboki oddech i zaczęła dalej mówić - że ktoś nam wpakował się pod koła. Sara nie dała już rady wyhamować więc skręciła w bok i wjechałyśmy w drzewo. Później już tylko obudziłyśmy się w lesie. Szukałyśmy pomocy, a ja nie miałam już siły iść więc Sara poszła szukać jej sama, a ja miałam czekać na nią. A dalej to już chyba wiesz co było – cały czas mówiąc to miała spuszczoną głowę i na mnie nie patrzała, jednak kończąc to mówić spojrzała mi prosto w oczy. Było w nich widać strach spowodowany tym, że nie wiedziała co się stało. Jedyne co teraz czułem to był gniew. Doskonale wiedziałem jak się znalazła w tym pieprzonym lesie, a nie mogłem jej powiedzieć. Tak bardzo chciałem, a nie mogłem powiedzieć jej prawdy. Teraz żałuje, że obiecałem, że nikomu nic nie powiem, nie powiem im, a w szczególności jej.
- Tak dalej już wiem. A powiedz mi coś więcej o sobie? Jakie są Twoje korzenie? Skąd pochodzi Twoja rodzina?

_________________________________________________________________

Jeżeli wam się podoba to komentujcie bo nawet nie wiemy czy komuś się to podoba i czy warto dodawać rozdziały.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz