♫
Na moment
stanęłam w miejscu i analizowałam jego słowa. Jednak szybko zrezygnowałam i
wsiadłam do samochodu na miejsce pasażera.
- Ruszaj! –
blondynka spojrzała się w moją stronę jak by analizowała wszystkie za i
przeciw. Jakby teraz to było najważniejsze.
- Mówisz
serio?
- Do
cholery ruszaj! – i nic. Żadnej reakcji z jej strony – Sara! Do cholery jasnej jedź!
Spojrzałam
na nią nie rozumiejąc czemu nie robi tego o co ją proszę. Ta jedynie wpatrywała
się przed siebie. Jej spojrzenie było inne, nowe. Spoglądała w dal. Nie patrzała na Ethana. Jej wzrok był
skierowany gdzieś indziej, dla kogoś innego.
Ostatni raz
odwróciłam wzrok na Ethana i szybkim ruchem nacisnęłam swoją nogą pedał gazu.
Samochód ruszył, a moja nogą dalej znajdowała się na gazie. Koła coraz szybciej
się kręciły, a my jechałyśmy prosto na chłopaka. Nie przeszło mi nawet przez
myśl żeby się zatrzymać. Nic z tych rzeczy. Adrenalina jaka panowała w moich
żyłach buzowała, a ja byłam zdolna w tym momencie go nawet przejechać. Samochód
była coraz bliżej Ethana, a on dalej stał w miejscu. Z każdą sekundą samochód był coraz bliżej.
W ostatniej
chwili chłopak odskoczył, a samochód pruł dalej. Jechałyśmy z tą samą
prędkością prosto przed siebie. Nie chciałam by auto nawet na moment zmniejszył
swoją prędkość, nie chciałam tracić czasy, chciałam jak najszybciej stąd uciec
dlatego, gdy przed nami pojawiła się brama oddzielająca las od ich posesji,
która była zamknięta nie zdjęłam nogi z pedału gazu. Samochód z dużą siła
uderzył w bramę i wyrwał ją z zawiasów. Dopiero kiedy byłyśmy około dwudziestu
metrów od ich domu zdjęłam nogę z gazu, usiadłam wygodnie na swoim miejscu i
zapięłam pasy.
Zastanawiało
mnie dlaczego Sara przez cały ten czas kiedy wyjeżdżałyśmy, a raczej uciekałyśmy
z ich posesji się nie odzywała. Po tym jak oddałam jej możliwość panowania nad
autem nie uraczyła mnie ani jednym spojrzeniem, a co dopiero słowem. Tak więc
nasza droga zapowiadała się w całkowitej ciszy, ale ja nie miałam nawet zamiaru
jej przerywać.
Z każdym
przejechanym metrem las się oddalał, zdawał się zmniejszać. W samochodzie w
dalszym ciągu było słychać tylko muzykę z radia, którą jakiś czas temu
włączyłam. Niebo robiło się coraz ciemniejsze, a odległość do Los Angeles nie
wydawała się taka mała. Odpowiedź była prosta. Musimy się zatrzymać w jakimś
motelu, bo nie damy rady bez żadnej przerwy dojechać do celu.
Przejeżdżając
pustą drogą z daleka było widać świecący napis „HOSTEL”. A więc to tutaj
najprawdopodobniej spędzimy dzisiejszą noc. Cudownie. Przez to, że w dalszym
ciągu żadna z nas nie chciała przerywać ciszy ja wskazałam tylko palcem w
kierunku z jakiego dochodziło światło. Blondynka pokiwała tylko głową na znak,
że rozumie i na tym się skończyło. Niecałe 10 minut później parkowałyśmy
samochód na tutejszym parkingu. W chwili kiedy silnik zgasł wyszłam z samochodu
i skierowałam się po walizki, bo kto wie ile tutaj tak naprawdę zostaniemy, a
swoje rzeczy to podstawa. Złapałam za swoje bagaże i ruszyłam w stronę głównego
wejścia jednocześnie wyciągając swój telefon z torebki i go włączając. Nie czekałam na Sarę. Jest już dużą
dziewczynką i na pewno da sobie rade w dojściu do środka.
Zanim się
obejrzałam byłam już w środku. Rozejrzałam się po pomieszczeniu szukając czegoś
takiego jak recepcja, jednak nic takiego nie było. Znajdowały się tutaj tylko
trzy pary drzwi. Dwie z nich prowadziły najprawdopodobniej do toalet. Trzecie
były zamknięte, ale można było usłyszeć grającą muzykę dochodzącą za nich.
Skierowałam się w stronę drzwi z nadzieją, że tam spotkam kogoś kto może nam
pomóc. Złapałam za klamkę i popchnęłam drzwi. Przejechałam wzrokiem całe
pomieszczenie i przeszły mnie nieprzyjemne ciarki. Cały bar, bo tak to chyba
mogę nazwać był obskurny. Brudne ściany, stara drewniana podłoga i
najprawdopodobniej z tego samego drewna zrobione stoły i krzesła. Przy jednej
ze ścian na małym stoliku stało włączone radio, z którego grała muzyka. Przy
ścianie naprzeciwko głównych drzwi stał bar, ale nie zauważyłam nigdzie
barmana. Kiedy ja oglądałam wnętrze koło mnie znalazła się Sara, która miała
taką samą minę co ja w momencie kiedy to zobaczyłam. Ruszyłam do baru, a
blondynka zaraz za mną. Wszystkie spojrzenia obecnych tutaj skierowały się na
nas. W środku nie było ani jednej kobiety. Wszyscy obecni tutaj to byli
mężczyźni. Starzy, obleśni mężczyźni. Ich wzrok był straszny. Niektórzy
spoglądali na nas ukradkiem, a inni się z tym nie ukrywali. Nie skłamię jeżeli
powiem, że u niektórych w oczach widziałam to podniecenie. Chciałam jak
najszybciej stąd wyjść i odjechać jak najdalej, ale wiedziałam, że Sara nie da
rady jechać dłużej.
Stanęłyśmy
przodem do baru i rozglądnęłyśmy się na boki, lecz za barem nikogo nie było.
Odwróciłam się przodem do wszystkich tutaj obecnych i zobaczyłam mężczyznę w
białej koszuli ścierającego jeden ze stolików. Skierowałam się w jego kierunku
z myślą, że może powie nam gdzie można wynająć pokój w tym nieszczęsnym hotelu.
Zatrzymałam się koło stolika jednak mężczyzna nawet mnie nie zauważył. Dalej
był zajęty czyszczeniem jakże czystą szmatką stolika. Zaczęłam się irytować.
Stoję przy nim, a on nawet nie zwróci na mnie swojej uwagi. W końcu obsługa
ludzi to przecież jego praca. Już całkiem zirytowana odchrząknęłam na tyle
głośno, by mnie usłyszał. Mężczyzna zastygł w miejscu i podniósł swój wzrok na
mnie zatrzymując się na moim biuście co zdenerwowało mnie jeszcze bardziej.
Odchrząknęłam ponownie i jego wzrok w końcu powędrował na moja twarz.
- W czym
mogę Panią pomóc? – jego ton głosu był olewający. Tak jakbyśmy mu właśnie
przerwały coś bardzo interesującego, a nie ścieranie jakiegoś zarzyganego
stolika.
- Gdzie
możemy wynająć pokój?
- U mnie –
odpowiadając na moje pytanie zaczął wycierać swoje dłonie w tą samą szmatkę,
którą jeszcze przed chwilą wycierał blat. Zrobiłam szerokie oczy na ten widok
co go wcale nie ruszyło.
-
Chciałybyśmy wynająć pokój dwuosobowy z dwoma łóżkami.
- Nie ma –
odwrócił się i ruszył w stronę baru, nie racząc nas nawet jednym spojrzeniem.
- A jakie
są? – nie dawałam za wygraną. Nie mam zamiaru spać w samochodzie.
- Zostały
nam dwuosobowe, ale z jednym łóżkiem.
- Ugh… Ile
za noc?
- 40 $.
-Ile?! – na
to co usłyszałam prawie zakrztusiłam się własną śliną. Spojrzałam na moją towarzyszkę
i jej mina była równie zdziwiona co moją. 40 $ za noc w tak obskurnym miejscu
to gruba przesada. Ale mamy jakieś inne wyjście? Nie. No chyba, że chcemy spać
w samochodzie, ale wtedy ja odpadam.
- Bierzemy
– na te słowa barman wyciągnął w moim kierunku rękę. Domyśliłam się, że chodzi
o pieniądze, ale nie ma tak. Najpierw pokój później kasa. Odwróciłam się do
niego plecami i ruszyłam ku wyjściu – Proszę pokazać, który to.
Barman nie
odzywając się wyprzedził mnie i Sara i zaczął wchodzić po schodach, których
wcześniej nie zauważyłam, a stały przy wejściu do baru. Skierowałyśmy się za
nim jednocześnie rozglądając się po bokach. Piętra były w tak samo złym stanie
jak bar. Z tą różnicą, że tutaj ściany nie były brudne od wymiocin.
Mężczyzna
zatrzymał się i stanął przy jednych z wielu drzwi i podał nam klucz do pokoju.
- 40 $.
- Proszę –
podałam mu odliczoną kwotę i podałam klucz Sarze.
- Miłego
pobytu – powiedział to z dziwnym uśmieszkiem i poszedł w stronę schodów
prowadzących na dół.
Sara
otworzyła kluczem drzwi i pchnęła je przed siebie. Zapaliła światło w środku,
ponieważ we wnętrz było ciemno z powodu zasłoniętych żaluzji. Po zapaleniu
żarówki naszym oczom ukazał się pokój w kolorze zgniłej zieleni z ogromną
ilością brudnych plam, z jednym dwuosobowym łóżkiem, szafą i drzwiami
prowadzącymi do łazienki.
- Nie ma
co. Postarali się. Wygląda tutaj tak samo jak na dole – powiedziałam zamykając
za sobą drzwi od naszego „cudownego” pokoju.
_________________________________________________________________________
I jak? Podoba się? Mówcie co o tym sądzicie :)