piątek, 7 lutego 2014

Rozdział 8

jjPrze
   Przeczytaj notkę pod rozdziałem !!
    



     Powoli zeszłyśmy schodami prowadzącymi do piwnicy. W jednej chwili poczułam niepewność. A może nie powinnyśmy tu być? Przecież sama bym nie chciała by ktoś grzebał w moich rzeczach, a właśnie będę sama to robić tutaj. Może nie warto? Jednak te uczucie szybko minęło, gdy Sara zapaliła światło. Sam wygląd tego pomieszczenia jest interesujący, aż kusi by wejść głębiej. Od razu widać, że kryje swoją historie, którą my chcemy jak najszybciej poznać i to najlepiej ze szczegółami.

     W jednej chwili rozeszłyśmy się na boki. Sara poszła to skrzyni, a ja do regału z książki. Miałam dziwne przeczucie, że coś tutaj znajdę. Tylko nie wiedziałam jeszcze co. Powoli na spokojnie zaczęłam przeglądać książki. Jedną po drugiej. Każda była o kimś innym. Zazwyczaj było opisane życie tej osoby od narodzin, aż po samą śmierć. To było intrygujące, bo skąd oni mogą wiedzieć tyle rzeczy o tak naprawdę obcych im ludziach.

     Nagle spojrzałam w lewo i zobaczyłam książkę, w której znajduje się coś grubszego. Nie mogłam jej ominąć. Ciekawość zwyciężyła. Wzięłam ją w swoje drobne dłonie i otworzyłam na zaznaczonym fragmencie. Jednak co to za opowieść, jeżeli nie wiesz o kim jest. Przerzuciłam strony  na początek i znieruchomiałam. Ta książka była o mnie. Drukowanymi literami było napisane "AMANDA BLACK". Nieświadomie tego co robię szybko ją zamknęłam. W mojej głowie panował chaos. Tyle myśli w jednym momencie "ale jak to?", "przecież to niemożliwe", "ktoś robi mi głupi żart", "dlaczego akurat o mnie?". Nie mogłam zrozumieć. Chwila minęła zanim to tak naprawdę do mnie doszło. Nie chciałam mówić na razie o tym blondynce, ponieważ mógł to być zwykły zbieg okoliczności co do imienia i nazwiska. Kiedy trochę opanowałam emocje otworzyłam książkę na zaznaczonym wcześniej fragmencie. Jako jedyna z tych książek, które przeglądałam była pisana ręczne i co najdziwniejsze nie byłą jeszcze skończona. Skąd się domyśliłam? Nie było daty śmierci tak jak w innych. Przewróciłam dwie kartki wstecz i zaczęłam czytać :

     (...)Amanda wraz ze swoją przyjaciółką umówiła się o 13 przy bloku Sary. Emi, bo tak tylko może mówić na nią przyjaciółka nie wiedziała dokąd jadą bo została jedynie poinformowana, że ma zabrać ze sobą ciuchy na dwa tygodnie. Tylko tyle o tym wiedziała. Jako, że od zawsze ufała swojej przyjaciółce zrobiła to o co kazała. Równo o 13 była w umówionym miejscu. O celu podróży dowiedziała się dopiero w aucie, które prowadziła blondynka. Sara zabierała ją z Californii do Los Angeles, gdzie jakiś czas temu wraz ze swoim tatą kupili im dom. Na razie miały tam pojechać zobaczyć czy im się tam spodoba i czy się tam przeprowadzą. To miał być tylko ich wyjazd, jednak uległy drobne komplikacje. W trakcie jazdy, gdy leciała dobrze im znana piosenka zaczęły śpiewać jej refren. Obie w tej chwili nie zwracały uwagi na jezdnię, którą od dłuższego czasu była pusta. W pewnym momencie Amanda spojrzała się na drogę i zobaczyła postać, która tak naprawdę pojawiła się tam znikąd. Chcąc uniknąć wypadku szybko poinformowała o tym Sarę. Jednak już było za późno na hamowanie. Dziewczyna chcąc uniknąć potrącenia postaci zjechała w bok. Prosto do rowu, w którym obie straciły przytomność. Przyjaciółki po wypadku obudziły się nie w samochodzie, lecz w lesie, w którym nie było ich rzeczy. Rudowłosa jedyne co czuła po obudzeniu to straszny ból nogi. Po sekundzie zorientowała się, że obok leży nieprzytomna Sara. W jednej chwili znalazła się przy przyjaciółce. W danym momencie opanował ją strach, który zelżał gdy blondynka się obudziła. Żadna z nich nie wiedziała, gdzie się znajdują, dlatego też postanowiły szukać pomocy. Szły w głąb lasu nie wiedząc nawet dokąd ich ta droga doprowadzi. Słysząc szum wody skierowały się w tamtą stronę jednocześnie cały czas czując się obserwowane. Po przejściu kawałka drogi Amanda nie miała już siły iść dalej z powodu bolącej nogi. Dlatego też się rozdzieliły. Amanda została, a Sara poszła się rozejrzeć. Zniecierpliwiona Emi postanowiła ruszyć w stronę Sary, kiedy usłyszała dźwięk łamiącej się gałęzi, jednak w miejscu, z którego dochodził hałas niczego nie było. Podtrzymując się drzewa wstała i zaczęła kierować się w stronę, gdzie zniknęła jej przyjaciółka jednocześnie trzymając się drzew dookoła. W jednej chwili poczuła czyjś dotyk na swojej ręce. Dziewczyna rzuciła się w ucieczkę. Biegła ile sił miała w nogach. Po przebiegnięciu dość dużej odległości stanęła. Spoglądając w stronę, z której przybiegła niczego nie zobaczyła. Spojrzała przed siebie i zobaczyła postać, która za nią biegła. Ruszyła tyłem, by mieć tą postać na widoku, kiedy potknęła się o gałąź i upadła. Postać zaczęła się do niej zbliżać, a Emi zaczęła prosić by odszedł. Młody mężczyzna złapał ją za rękę i pomógł wstać jednocześnie prowadząc w kierunku, którego ona nie znała.

     Kiedy skończyłam czytać to co do tej pory było zapisane tak naprawdę nie wiedziałam co mam zrobić. Nie wiedziałam czy mam się śmiać, czy może płakać. Przecież ktoś wiedział o mnie wszystko. Co, gdzie i kiedy robiłam. To było straszne. To nie mogła być żadna pomyłka. Ta książka jest naprawdę o mnie. Przecież ktoś tu opisał nasz wypadek jak i całe moje życie od narodzin…

     Spojrzałam w kierunku Sary, która siłowała się z zamknięciem skrzyni i nie mogłam już siedzieć cicho. To zbyt mocno mnie przytłaczało.

- Sara - spojrzała na mnie, kiedy ja patrzałam na nią oczami przepełnionymi strachem - Tutaj jest opisane moje życie - w momencie kiedy to powiedziałam ręce zaczęły mi się trząść. Sara podeszła do mnie i wzięła ode mnie książkę.

- Co? Nie rób sobie ze mnie jaj Emi - mówiła to uśmiechając się do mnie jak by naprawdę w to wierzyła, jednak ja w tym momencie byłam strasznie poważna - Żartujesz prawda? - zapytała się już mnie tym razem mniej pewnie niż wcześnie. Ja jedynie w odpowiedzi pokiwałam przecząco głową. Nie byłam wstanie nic powiedzieć. Słowa uwięzły mi w gardle i po prostu nie chciały wyjść. Sara spojrzała na mnie ostatni raz i zaczęła czytać. Z każdym kolejnym przeczytanym słowem jej mimika twarzy się zmieniała jednak czytała dalej. Skończywszy czytać spojrzała na mnie i jedyne co potrafiła teraz powiedzieć to - I co teraz?

- Nie mam pojęcia… Wszystkie książki, które do tej pory obejrzałam są – wzięłam głęboki oddech i mówiłam dalej- one są zapisane komputerowo, a ta jest pisana ręcznie i jak widać, ktoś jej jeszcze nie skończył… - w jednej chwili się zawahała, nie wiedziałam czy mam mówić dalej - Sara tutaj wszystkie książki są napisane od narodzin aż do śmierci tych osoby, a moja nie jest skończona – w chwili kiedy dokończyłam swoje zdanie moja koleżanka zrobiła wielkie oczy.

- Pewnie to jakiś żart. Gdzieś jest pewnie ukryta kamera – Sara zaczęła okręcać się wokół własne osi, a po chwili zaglądała za regały wypełnione książkami – Pewnie zaraz ktoś tu wyskoczy i powie, że nas wkręcił.

- To nie są żarty – na moje słowa nagle stanęła i odwróciła się twarzą do mnie – Tu jest zbyt wiele szczegółów.

- O cholera…

- Poczekaj przeczytamy coś jeszcze – zaczęłam powoli przewracać kartki.

- Ok. Czytamy.

     Otworzyłam książkę bardziej na początku i już po chwili pojedyncze litery zaczęły składać się w słowa, a słowa w zdania.

     (…)Podczas, gdy Amanda spędzała czas w przedszkolu jej dziadkowie walczyli o życie. O życie osoby, która była dla nich oczkiem w głowie. O życie, które jest największym darem. O życie, które było zagrożone. Ci ludzie poświęcili swoje życie dla niej. Dla dziewczynki, która była ich jedyną wnuczką, która żyła nieświadoma zagrożenia towarzyszącego jej od dnia narodzin. Dla Amandy, dotychczas pięcioletniej dziewczynki o dużych niebieskich oczach i blond włosach dla, której każdy dzień był odkrywaniem świata bardziej i bardziej. Jednak jej bliscy wiedzieli, że ten dzień nadejdzie, że będzie trzeba stawić im czoło by Amanda mogła żyć spokojnie. Tego dnia miało to się odbyć. Walka o człowieka, który nieświadomie znalazł się w samym środku piekła. Zaczęło się. (…) Henry i Mery walczyli do końca. Do momentu aż serce przestało przetaczać krew do organizm, a mózg dostawać tlen. Walczyli i wygrali. Zabili tego, który to zapoczątkował. Zabili Aleksandra. Wampira, który od początku za cel wybrał sobie zniszczenie im życia za wszelką cenę. Nie udało mu się. Zniszczyli go, a reszta, która była mu tak wierna uciekła. Uciekła tam, gdzie nikt ich nie spotka, gdzie ich nie znajdą. Mery i Henry zginęli od ciosów nożem, który powoli, ale skutecznie odebrał im szanse patrzenia jak Emi dorasta, jak cieszy się życiem, o które tak walczyli. Odebrał szansę usłyszenia, że jest z nich dumna i dziękuje. Serce przestało bić, dusza odeszła wraz z miłością do tej dziewczynki i tym błyskiem w oczach na jej widok pozostawiając bezbronne ciało na pastwę okrutnego świata. (…)

     Rodzice odebrali Amandę z przedszkola wiedząc już o tym co wydarzyło się tam na szczycie wzgórza, na polanie, która niegdyś była oazą spokoju, a teraz miejscem rozlew krwi ich najbliższych. Nikt nie wiedział jak jej to przekazać. Jak powiedzieć pięcioletniemu dziecku, że jej dziadkowie nie żyją, że oddali dla niej życie. Postanowili nie mówić jej prawdy. W domu nadszedł czas na poważną rozmowę.

- Emi… kochanie musimy Ci coś powiedzieć – odezwała się mama nachylając się nad dziewczynką – Kochanie dziadkowie mieli wypadek… Wypadek samochodowy… Emi wiesz, że dziadkowie Cię kochali – Amanda pokiwała główką w górę i w dół pokazując, że doskonale o tym wie. Rodzice już nie kryli łez – Skarbie… Pan Bóg zabrał ich do góry… Do nieba… Siedzą teraz na jednej z chmurek i na Ciebie patrzą – blondyneczka patrzała się na rodziców i próbowała to sobie wszystko poskładać w jedną całość. Jak na tak małe dziecko dużo rozumiała, dzięki babci, która próbowała jak najwięcej przekazać jej swojej wiedzy – Babcia i dziadek Cie pilnują. Kiedyś ich jeszcze zobaczysz, ale na razie… na razie będą Cię tylko obserwować z góry – Emi zaczęła płakać. Pojęła, że już ich nie ma. Kochała dziadków i uwielbiała spędzać z nimi czas. Uwielbiała historie dziadka, które opowiadał jej do spania zawsze, gdy on był u niej lub ona u niego. Kochała spacery z babcią. Pragnęła już zawsze czuć się bezpiecznie w silnych ramionach dziadka i delikatnym uścisku babci.

- Obiecujesz? – powiedziała chlipiąc i delikatnie przecierają małą twarz swoimi drobnymi rączkami.

- Obiecuje skarbie…

     Nie mogłam uwierzyć w to co przed chwilą przeczytałam. Przez 14 lat myślałam, że moi ukochani dziadkowie zginęli w wypadku samochodowym, a jednak to nie prawda. Oni… oni oddali za mnie życie. Po to bym była bezpieczna i mogła żyć. Ale chwila… Nikt nie pomyślał czego ja bym chciała. Nikt nie wziął pod uwagę, że może to ja bym wolała umrzeć niż żeby to oni odeszli. Łzy samowolnie napłynęły mi do oczu szukając ujścia, które już po chwili znalazły.

     Ja – Amanda do tej pory z zewnątrz dziwnie spokojna toczyłam wewnętrzną walkę o spokój duszy. Głosy w mojej głowie nie dawały mi spokoju i ciągle słyszałam, że to moja wina, że to przeze mnie moi dziadkowie nie żyją. Słowa, które mówiły, że to ja jestem powodem tego, że ich nie ma. Odeszli przez niczego nieświadomą gówniarę, która nie była tego wcale warta.

     To co działo się wewnątrz mnie jednym słowem to istny koszmar, z którego za wszelką cenę chciałam się obudzić. Nie chciałam, nie mogłam pokazać Sarze jak bardzo jestem wściekła, jak bardzo teraz cierpię, bo to było nic w porównaniu z tym co przeżyli wtedy moi dziadkowie, jaki ból odczuwali w tamtej chwili.

     Stąpałam z nogi na nogę myśląc, że to może chociaż trochę pomoże. Jednak to nic nie dało. Nagle odwróciłam się i ruszyłam w stronę drzwi. Teraz potrzebowałam chwili samotności. Chciałam pobyć sama i przemyśleć to co się teraz dowiedziałam. Zanim doszłam do miejsca zwanego drzwiami usłyszałam głos mojej przyjaciółki.

- Gdzie idziesz?

- Muszę pobyć sama… Przemyśleć wszystko…

- Dobrze. Jeżeli będziesz chciała pogadać to mów.

- Dobrze. Dziękuję – zrobiłam krok do przodu i przytuliłam blondynkę. Nie chciałam by czuła się odrzucona, ale potrzebowałam teraz chwili ciszy.

     Idąc schodami do góry moje myśli ciągle kłębiły się wokół tego o czym się dowiedziałam. Tak bardzo bym chciałam zająć czymś umysł, ochłonąć. Zrobić coś co da chwilowe ukojenie. Nic jednak nie przychodziło mi do głowy. No cóż gdybym miała swoją walizkę, chociaż torebkę to zaraz bym coś znalazła.

     Omijając różnego koloru drzwi prowadzące do nieznanych mi pokoi doszłam do tego odpowiedniego. Do pokoju, w którym spędziłyśmy ostatnia noc. Znajdując się już w środku usiadłam na łóżku i obserwowałam wnętrze. Swój wzrok skierowałam na szafę. Nigdy wcześniej nie interesowałam się co w niej jest. Podniosłam się z mojego dotychczasowego miejsca i podeszłam do niej. Niepewnie zaczęłam otwierać drzwiczki, które miały pokazać mi co znajduje się w środku.

- Ciuchy? – powiedziała pod nosem z lekkim zdziwieniem. Nie spodziewałam się, że będą tutaj ciuchy.

     Wyciągając swoja rękę przed siebie położyłam i przeciągnęłam ją po równo ułożonych ubraniach. Moją ciekawość wzbudziła bardzo dobrze wyczuwalna nierówność. Automatycznie wsadziłam rękę pod ubrania by wyjąć to co tam jest. Poczułam tekturowe pudełeczko i nie mogłam już powstrzymać się by go nie wyjąć.

- Fajki! – prawię krzyknęłam z ekscytacji. Wiedziałam że to mi pomoże. Nikotyna zawsze dawała mi ukojenie. Nie żebym była uzależniona. Nic z tych rzeczy. Po prostu czasem, w gorszych chwilach lubię zapalić i oddać się przyjemnemu uczuciu roznoszącego się dymu w płucach. Tego ciepła, które obejmuje całe ciało. Nie powiem bardzo się ucieszyłam, ponieważ moja paczka została w torebce wraz z innymi rzeczami, a tutaj jest nawet w paczce zapalniczka –Chyba nikt się nie obrazi jak się poczęstuje jednym – wyjęłam jedną sztukę i odpaliłam, po czym resztę schowałam w to samo miejsce, z którego je wzięłam.


     Wraz z pierwszym pociągnięciem wszystkie troski odeszły zostawiając po sobie tylko smugę dymu która była coraz bladsza, aż wreszcie przezroczysta. Usadowiłam się wygodnie na podłodze i paliłam dalej. Nie myślałam w tej chwili o niczym. Chciałam przez tą chwile rozkoszować się smakiem mięty, który z każdą chwila stawał się słabszy z powodu przyzwyczajenia kubków smakowych do tego smaku. 

____________________________________________________________________

Długo nic nie dodawałyśmy, a to tylko dlatego, że nie wiemy czy ktokolwiek to czyta. Jeżeli nie komentujecie to dla nas oznaka, że nie warto pisać bo to nikogo nie interesuje. Dlatego jeżeli ktokolwiek z was to czyta to prosimy chociaż o komentarz typu "czytam", a dla nas to już oznaka, żeby dalej pisać. Z góry dzięki i mamy nadzieję, że do następnego rozdziału :D

1 komentarz: