wtorek, 11 marca 2014

Rozdział 9


    


     W pokoju spędziłam sporo czasu, za oknem zrobiło się już ciemno co było spowodowane z pewnością późną godziną. Nie miałam najmniejszej ochoty z niego wychodzić. Wiem, że było to samolubne z powodu Sary, bo została tam na dole sama, ale to była moja chwila słabość. Fakt rzadko je miewam, ale jestem w końcu tylko człowiekiem, który może nie widać tego na pierwszy rzut oka, ale też posiada uczucia.
Przez te parę godzin zdążyłam wywietrzyć cały pokój, więc nie było ani jednego śladu tego, że w tym pokoju się paliło. Siedziałam na łóżku i myślałam. Tyle myśli w mojej głowie. Myślałam, że zaraz moja głowa wybuchnie, ale jeden plus by w tym był. Nie musiałabym myśleć.

     Moją chwilę rozmyślania przerwał warkot silnika dobiegający z podwórka. Podniosłam się i powoli skierowałam do okna ciekawa kto przyjechał. Z samochodu wysiedli chłopacy z jakimś mężczyzną i kobietą. Nie przypominam sobie żebym ich kiedykolwiek wcześniej tutaj widziała, ani tego żebym słyszała jak chłopacy odjeżdżają stąd samochodem. W czasie kiedy ja myślałam chłopacy wraz z nieznanymi mi jeszcze osobami skierowali się do głównych drzwi. Już po chwili usłyszałam zamykane drzwi wejściowe. Nie słyszałam o czym rozmawiają tam na dole, ale byłam przekonana, że przedstawiają im Sarę. Dużo czasu nie musiało minąć a usłyszałam kroki i byłam dosłownie pewna, że to nie moja przyjaciółka. W chwili kiedy usłyszałam, że ta osoba staje pod drzwiami postanowiłam udać, że śpię. Szybko położyłam się i nawet nie przykryłam kołdrą, by wyglądało to tak, że zasnęłam leżąc. Usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi i od razu przestałam się ruszać.

- Amanda śpisz? – usłyszałam głos Etana, który pochodził od strony drzwi. Kiedy nie uzyskał odpowiedzi ruszył w moim kierunku. Doskonale czułam jak się zbliżał i strasznie chciałam otworzyć oczy i zobaczyć co chce zrobić, jednak nie mogłam nawet się ruszyć i ciągle udawałam, że śpię. Już po chwili znajdował się przy łóżku – Emi – powiedział cicho i najprawdopodobniej się nade mną nachylił, by sprawdzić czy śpię – Śpisz? – w momencie kiedy Etan po raz trzeci nie uzyskał odpowiedzi nachylił się jeszcze bardziej. Poczułam jego ciepły oddech na swoim policzku. Automatycznie serce zaczęło mi szybciej bić. Nie miałam pojęcia co on chce zrobić i wtedy poczułam jak całuje mnie w policzek. Zdziwienie jakie mnie wtedy ogarnęło było nie do opisania. Dosłownie nie wiedziałam co mam robić – Słodkich snów Emi – powiedział to odsuwając się ode mnie. Usłyszałam, że się porusza i po chwili mogłam usłyszeć jak zamykają się za nim drzwi. Podniosłam się do pozycji siedzącej i wpatrywałam w drzwi, w których zniknął, jednocześnie trzymając rękę na miejscu, w którym przed chwilą znajdowały się jego usta.

- Co to do cholery miało być? – powiedziałam sama do siebie i opadłam na łóżko. Chwilę jeszcze leżałam zastanawiając się nad tym dopóki moje powieki nie zrobiły się ciężkie i nie odpłynęłam do krainy snów.

     Rano obudziłam się całkowicie wyspana. Nie wiedziałam, która jest godzina z powodu braku telefonu i jakiegokolwiek zegarka w pokoju. Zgaduje, że wcześnie bo Sara jeszcze śpi. W sumie nawet nie wiem, o której wróciła do pokoju bo jej nie słyszałam. Mam nadzieję, że nie jest zła za to, że wczoraj ją zostawiłam. Jestem ciągle ciekawa po co Etan przyszedł do mnie do pokoju i jeszcze ten buziak w policzek. Niby to nic takiego jednak w momencie kiedy jego usta dotknęły mojej skóry przeszedł mnie dziwny dreszcz. Poczułam jakby kopnął mnie delikatnie prąd. Te uczucie było inne. Jeszcze nigdy czegoś takiego nie doświadczyłam.

     Po dość krótkiej chwili poczułam, że moja współlokatorka zaczyna się budzić. Spoglądałam w jej stronę i uświadomiłam sobie jak się zmieniła. Jak obie się zmieniłyśmy. Kiedyś dwie zbuntowane nastolatki, a dzisiaj? Dzisiaj dwie dorosłe kobiety, które zaczynają żyć na własną rękę. Nie powiem, bo trochę z nastolatek nam jeszcze zostało, między innymi charakterki. Ciągle dalej tak samo pyskate, nie dające sobie wejść przez nikogo na głowę. Jednak te nastoletnie wybuchy gniewu, ucieczki z domów podczas szlabanu i całodobowe kłótnie z rodzicami gdzieś zniknęły. Już tego nie ma. Jednak dalej każda z nas ma momenty chęci wykrzyczenia światu wszystkiego co nas denerwuje, wszystkiego czego mamy dość. Ale teraz to już nie jest tak częste jak kiedyś. 

     Sara otworzyła oczy i spojrzała na mnie. W jej oczach nie widziałam gniewu, ani zawodu. Raczej współczucie, chęć pomocy. Wiedziałam, że bardzo chciałaby mi pomóc, ale nie wiedziała jak. Sama nie wiedziałam dokładnie co powinnam zrobić. Ale jedną rzecz wiedziałam na sto procent. Musiałam ją przeprosić za wczorajszy dzień. Nie powinnam tak robić nawet w złości na kogoś innego. Obie jesteśmy teraz w ciężkiej sytuacji i musimy się nawzajem wspierać.

- Przepraszam – powiedziałam jednocześnie się do niej przytulając –Nie powinnam tak robić. Powinnyśmy się ciągle trzymać razem, a ja Cie wczoraj zostawiłam. Naprawdę bardzo, ale to bardzo Cię przepraszam – szczerzę nigdy się nie zastanawiałam jak to jest, że tylko ją zawsze szczerze przepraszam. Może dlatego, że ona jest wobec mnie zawsze szczera to ja też chce być taka wobec niej.

- Nic się nie stało. Zapewne tak samo bym się zachowała, gdybym to ja przeczytała takie coś o sobie – mówiła to odwzajemniając uścisk. Poczułam się wtedy lepiej. Byłam pewna, że nie jest już na mnie zła za to co było dzień wcześniej.

- Cieszę się, że nie jesteś zła – mówiłam odsuwając się od niej i uśmiechając jednocześnie.

- Nie bądź głupia Emi nie mogłabym się na Ciebie gniewać. Jesteśmy przecież jak siostry, nas nie da się skłócić. Zapomniałaś łajzo? – cały czas się uśmiechała mówiąc to aż do momentu kiedy wypowiedziała słowo „łajzo”, wtedy już wybuchła śmiechem. Sama nie mogłam się opanować i też śmiałam się jak jakaś psychicznie chora, która właśnie ma atak głupawki.

- Nie zapomniałam jełopo. Takich rzeczy się nie zapomina. Tak samo jak tego, gdy miałyśmy po 11 lat i spadłyśmy z drzewa prosto do jeziora – wspomniałam jednocześnie się śmiejąc z tego co przeżyłyśmy razem od momentu kiedy się poznałyśmy. Po prostu naszło mnie na wspomnienia.

- Pamiętam! To wtedy kiedy musiałam Cię wyciągać z wody, bo nie umiałaś pływać. Gdyby nie ja to byś się tam utopiła. Jestem jak superman! – krzyknęła i zaczęła się prężyć na łóżku co wywołało u mnie kolejny atak śmiechu.

- Jak już to superwoman, a nie superman głupolu.

- Oj tam szczegóły. Ważne, że uratowałam Ci tyłek.

- Racja, a pamiętasz jak… - i zaczęło się wspominanie dzieciństwa. Wspominałyśmy ucieczki z domu, śledzenia naszych starszych znajomych, którzy najczęściej wybierali się na randki, spacery po parku bez zgody rodziców, pierwszy wypad do klubu, pierwszy kieliszek wódki i upicie się do stanu nieprzytomności. Nie ma co mogę śmiało powiedzieć, że moje dzieciństwo wraz z tą wariatką było najlepsze jakie mogłam sobie wymarzyć. Nie ważne co robiłyśmy, zawsze razem. Nasi rodzice często się z nas śmieli, mówili, że do toalety na pewno też razem chodzimy i przytrzymujemy sobie nawzajem majtki, a to tylko dlatego, że byłyśmy nierozłączne. Zawsze razem.

     Kiedy przestałyśmy wspominać obie postanowiłyśmy, że zejdziemy na dół żeby coś zjeść. Fakty były takie, że byłam niemiłosiernie głodna. Oprócz wczorajszego śniadania niczego więcej nie jadłam. Mój brzuch domagał się sycącego posiłku, który mogłabym jedynie dostać schodząc na dół do kuchni. Jednak wcześniej obie skorzystałyśmy z łazienki by doprowadzić się do jako takiego wyglądy, żeby ludzi na nasz widok nie dostali zawału.

     Idąc schodami w dół zastanawiałam się jak mam się zachowywać w stosunku do Etana. Mam udawać, że naprawdę spałam czy, że doskonale wiem co zrobił. Jednak postanowiłam się trzymać pierwszej opcji. Nie dam po sobie poznać, że wiem co wczoraj zrobił.

     W salonie byli już chyba wszyscy, łącznie z tymi nowymi ludźmi. Wydawali się na starszych niż Etan, Jeffrey i Olivier. Chcąc nie chcąc musiałam podejść się przywitać. Skierowałam się w stronę kanapy i jak na zawołanie odwrócił się Etan. Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie to, że się do mnie promiennie uśmiechnął. Ale zaraz on się przecież nie uśmiecha. Tylko raz, może dwa razy widziałam jak się uśmiecha, a tutaj takie zaskoczenie. Niepewnie odwróciłam wzrok nie odwzajemniając uśmiechu na kobietę i mężczyznę, którzy w momencie kiedy ja przyglądałam się Etanowi najprawdopodobniej wstali. Zrobiłam jeszcze jeden krok na przód i byłam wystarczająco blisko by podać im rękę, jednak kobieta była szybsza.

- Witaj Amanda – zaraz, chwila skąd ona zna moje imię? Już chciałam zrobić wielkie oczy i się jej o to zapytać, jednak ona znowu była szybsza i zaczęła dalej mówić – Jestem Elizabeth, a to mój mąż William. Jesteśmy zastępczymi rodzicami chłopaków – zastępczymi rodzicami? Jak to możliwe, przecież ta kobieta wygląda na niewiele starszą ode mnie i Sary. Idealna cera. Brak jakichkolwiek zmarszczek. Piękne długie brązowe włosy i prześliczne piwne oczy, które od razu wzbudzają wielkie zaufanie. Sylwetka jakiej można by było tylko pozazdrościć. Jeżeli ona używa jakiegoś eliksiru młodości to ja chce przepis i to koniecznie.

- Miło nam Cię poznać – powiedział jej mąż w momencie kiedy to on podawał mi teraz rękę. Spojrzałam się na niego i doszłam do wniosku, że nie może być starszy od swojej żony o góra 6 lat. Ciemne brązowe włosy i błękitne oczy. Wysportowana sylwetka. Oboje wyglądali bardziej na ich rodzeństwo niż zastępczych rodziców. No, ale cóż każdy robi to co chce i uważa za słuszne. Jeżeli oni w tak młodym wieku pragnęli zaadoptować już dzieci to tylko ich sprawa.

- Mi również miło Państwo poznać – szczerze nie spodziewałam się, że oni mieszkają tutaj z rodzicami, a na dodatek zastępczymi, ale czego mogłam się spodziewać przecież taki duży dom nie mógł należeć tylko do trzech chłopaków. To było do przewidzenia.

- Chcieliśmy Cie przedstawić wczoraj, ale jak po Ciebie poszedłem to już spałaś – odezwał się Etan jednocześnie po raz drugi dzisiejszego dnia się uśmiechając.

- A tak. Byłam wczoraj bardzo zmęczona dlatego szybciej poszłam spać – odpowiedziałam udając niewzruszoną.

- Na pewno jesteście głodne. Pójdę wam zrobić jakieś kanapki. Zaraz wracam – powiedziała Elizabeth i udała się do kuchni.

     Spojrzałam na wszystkich po kolei i poczułam się dziwnie. Wszystkie spojrzenia były skierowane na mnie. Czułam się osaczona. Nie mogłam wytrzymać panującej tu atmosfery i musiałam ją natychmiast przerwać.

- Mam coś na twarzy? – zapytałam się, jednak w momencie kiedy wszyscy zrobili zdziwione miny rozwinęłam o co mi chodziło – Wszyscy się na mnie patrzycie. Dlatego pytam czy mam coś na twarzy.

- Co? Nie – wszyscy jednocześnie się odezwali co nie powiem śmiesznie wyglądało. A do tego ich miny, które jak nic zdradzały, że teraz kłamią, ale nie chcąc ciągnąc tego tematu usiadłam koło blondynki i udawałam, że wierzę w to co mówią.

     Po niedługim czasie wróciła Elizabeth z talerzem pełnym kanapek. Jak zwykle nikt z nich z nami nie jadł. Wykręcali się tym, że już jedli i nie są głodni. No cóż, żadna z nas nie naciskała i zjadłyśmy same. Po śniadaniu znowu zostałyśmy same w domu, a on gdzieś wyszli. Postanowiłam porozmawiać o wczorajszym dniu.

- Co zrobimy z wczorajszym dniem?

- Nie wiem. Nie powiem to było dosyć dziwne. Ale może jest do tego jakieś logiczne wytłumaczenie – odpowiedziała mi.

- Teoretycznie tak, ale nie codziennie się znajduje swoją „biografię” – w czasie wypowiadania ostatniego słowa zrobiłam cudzysłów w powietrzu.

- Masz rację. Może na razie nie będziemy nic z tym robić, a jak bardziej ich poznamy to po prostu się ich zapytamy. Co Ty na to?

- W sumie to dobry pomysł – przytaknęłam jednocześnie głową.

- Ja zawsze mam dobre pomysły –  na koniec wyszczerzyła się blondynka co wyglądało dosyć śmiesznie i wywołało u mnie napad śmiechu.

     Trochę jeszcze porozmawiałyśmy i wróciła reszta. Zaproponowali oglądanie telewizji na co od razu się zgodziłyśmy. Cały dzień spędziliśmy w swoim towarzystwie na rozmowach i oglądaniu filmów. Było całkiem miło. Wieczorem każdy udał się do siebie, żeby położyć się spać i odpocząć.

________________________________________________________________________

Jeżeli wam się podoba to komentujcie bo dalej nie wiadomo czy komuś się to podoba i czy warto pisać, bo ostatnio był tylko jeden komentarz i na dodatek od Bozi :D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz