♫
W pokoju spędziłam sporo czasu, za oknem
zrobiło się już ciemno co było spowodowane z pewnością późną godziną. Nie
miałam najmniejszej ochoty z niego wychodzić. Wiem, że było to samolubne z
powodu Sary, bo została tam na dole sama, ale to była moja chwila słabość. Fakt
rzadko je miewam, ale jestem w końcu tylko człowiekiem, który może nie widać
tego na pierwszy rzut oka, ale też posiada uczucia.
Przez te parę godzin zdążyłam wywietrzyć
cały pokój, więc nie było ani jednego śladu tego, że w tym pokoju się paliło.
Siedziałam na łóżku i myślałam. Tyle myśli w mojej głowie. Myślałam, że zaraz
moja głowa wybuchnie, ale jeden plus by w tym był. Nie musiałabym myśleć.
Moją chwilę rozmyślania przerwał warkot
silnika dobiegający z podwórka. Podniosłam się i powoli skierowałam do okna
ciekawa kto przyjechał. Z samochodu wysiedli chłopacy z jakimś mężczyzną i
kobietą. Nie przypominam sobie żebym ich kiedykolwiek wcześniej tutaj widziała,
ani tego żebym słyszała jak chłopacy odjeżdżają stąd samochodem. W czasie kiedy
ja myślałam chłopacy wraz z nieznanymi mi jeszcze osobami skierowali się do
głównych drzwi. Już po chwili usłyszałam zamykane drzwi wejściowe. Nie
słyszałam o czym rozmawiają tam na dole, ale byłam przekonana, że przedstawiają
im Sarę. Dużo czasu nie musiało minąć a usłyszałam kroki i byłam dosłownie
pewna, że to nie moja przyjaciółka. W chwili kiedy usłyszałam, że ta osoba
staje pod drzwiami postanowiłam udać, że śpię. Szybko położyłam się i nawet nie
przykryłam kołdrą, by wyglądało to tak, że zasnęłam leżąc. Usłyszałam dźwięk
otwieranych drzwi i od razu przestałam się ruszać.
- Amanda śpisz? – usłyszałam głos Etana,
który pochodził od strony drzwi. Kiedy nie uzyskał odpowiedzi ruszył w moim
kierunku. Doskonale czułam jak się zbliżał i strasznie chciałam otworzyć oczy i
zobaczyć co chce zrobić, jednak nie mogłam nawet się ruszyć i ciągle udawałam,
że śpię. Już po chwili znajdował się przy łóżku – Emi – powiedział cicho i
najprawdopodobniej się nade mną nachylił, by sprawdzić czy śpię – Śpisz? – w
momencie kiedy Etan po raz trzeci nie uzyskał odpowiedzi nachylił się jeszcze
bardziej. Poczułam jego ciepły oddech na swoim policzku. Automatycznie serce
zaczęło mi szybciej bić. Nie miałam pojęcia co on chce zrobić i wtedy poczułam
jak całuje mnie w policzek. Zdziwienie jakie mnie wtedy ogarnęło było nie do
opisania. Dosłownie nie wiedziałam co mam robić – Słodkich snów Emi –
powiedział to odsuwając się ode mnie. Usłyszałam, że się porusza i po chwili
mogłam usłyszeć jak zamykają się za nim drzwi. Podniosłam się do pozycji
siedzącej i wpatrywałam w drzwi, w których zniknął, jednocześnie trzymając rękę
na miejscu, w którym przed chwilą znajdowały się jego usta.
- Co to do cholery miało być? –
powiedziałam sama do siebie i opadłam na łóżko. Chwilę jeszcze leżałam
zastanawiając się nad tym dopóki moje powieki nie zrobiły się ciężkie i nie
odpłynęłam do krainy snów.
Rano obudziłam się całkowicie wyspana.
Nie wiedziałam, która jest godzina z powodu braku telefonu i jakiegokolwiek
zegarka w pokoju. Zgaduje, że wcześnie bo Sara jeszcze śpi. W sumie nawet nie
wiem, o której wróciła do pokoju bo jej nie słyszałam. Mam nadzieję, że nie
jest zła za to, że wczoraj ją zostawiłam. Jestem ciągle ciekawa po co Etan
przyszedł do mnie do pokoju i jeszcze ten buziak w policzek. Niby to nic
takiego jednak w momencie kiedy jego usta dotknęły mojej skóry przeszedł mnie
dziwny dreszcz. Poczułam jakby kopnął mnie delikatnie prąd. Te uczucie było
inne. Jeszcze nigdy czegoś takiego nie doświadczyłam.
Po dość krótkiej chwili poczułam, że moja
współlokatorka zaczyna się budzić. Spoglądałam w jej stronę i uświadomiłam
sobie jak się zmieniła. Jak obie się zmieniłyśmy. Kiedyś dwie zbuntowane
nastolatki, a dzisiaj? Dzisiaj dwie dorosłe kobiety, które zaczynają żyć na
własną rękę. Nie powiem, bo trochę z nastolatek nam jeszcze zostało, między
innymi charakterki. Ciągle dalej tak samo pyskate, nie dające sobie wejść przez
nikogo na głowę. Jednak te nastoletnie wybuchy gniewu, ucieczki z domów podczas
szlabanu i całodobowe kłótnie z rodzicami gdzieś zniknęły. Już tego nie ma.
Jednak dalej każda z nas ma momenty chęci wykrzyczenia światu wszystkiego co
nas denerwuje, wszystkiego czego mamy dość. Ale teraz to już nie jest tak
częste jak kiedyś.
Sara otworzyła oczy i spojrzała na mnie.
W jej oczach nie widziałam gniewu, ani zawodu. Raczej współczucie, chęć pomocy.
Wiedziałam, że bardzo chciałaby mi pomóc, ale nie wiedziała jak. Sama nie
wiedziałam dokładnie co powinnam zrobić. Ale jedną rzecz wiedziałam na sto
procent. Musiałam ją przeprosić za wczorajszy dzień. Nie powinnam tak robić nawet
w złości na kogoś innego. Obie jesteśmy teraz w ciężkiej sytuacji i musimy się
nawzajem wspierać.
- Przepraszam – powiedziałam jednocześnie
się do niej przytulając –Nie powinnam tak robić. Powinnyśmy się ciągle trzymać
razem, a ja Cie wczoraj zostawiłam. Naprawdę bardzo, ale to bardzo Cię
przepraszam – szczerzę nigdy się nie zastanawiałam jak to jest, że tylko ją
zawsze szczerze przepraszam. Może dlatego, że ona jest wobec mnie zawsze
szczera to ja też chce być taka wobec niej.
- Nic się nie stało. Zapewne tak samo bym
się zachowała, gdybym to ja przeczytała takie coś o sobie – mówiła to
odwzajemniając uścisk. Poczułam się wtedy lepiej. Byłam pewna, że nie jest już
na mnie zła za to co było dzień wcześniej.
- Cieszę się, że nie jesteś zła – mówiłam
odsuwając się od niej i uśmiechając jednocześnie.
- Nie bądź głupia Emi nie mogłabym się na
Ciebie gniewać. Jesteśmy przecież jak siostry, nas nie da się skłócić.
Zapomniałaś łajzo? – cały czas się uśmiechała mówiąc to aż do momentu kiedy
wypowiedziała słowo „łajzo”, wtedy już wybuchła śmiechem. Sama nie mogłam się
opanować i też śmiałam się jak jakaś psychicznie chora, która właśnie ma atak
głupawki.
- Nie zapomniałam jełopo. Takich rzeczy
się nie zapomina. Tak samo jak tego, gdy miałyśmy po 11 lat i spadłyśmy z
drzewa prosto do jeziora – wspomniałam jednocześnie się śmiejąc z tego co
przeżyłyśmy razem od momentu kiedy się poznałyśmy. Po prostu naszło mnie na
wspomnienia.
- Pamiętam! To wtedy kiedy musiałam Cię
wyciągać z wody, bo nie umiałaś pływać. Gdyby nie ja to byś się tam utopiła.
Jestem jak superman! – krzyknęła i zaczęła się prężyć na łóżku co wywołało u
mnie kolejny atak śmiechu.
- Jak już to superwoman, a nie superman
głupolu.
- Oj tam szczegóły. Ważne, że uratowałam
Ci tyłek.
- Racja, a pamiętasz jak… - i zaczęło się
wspominanie dzieciństwa. Wspominałyśmy ucieczki z domu, śledzenia naszych
starszych znajomych, którzy najczęściej wybierali się na randki, spacery po
parku bez zgody rodziców, pierwszy wypad do klubu, pierwszy kieliszek wódki i
upicie się do stanu nieprzytomności. Nie ma co mogę śmiało powiedzieć, że moje
dzieciństwo wraz z tą wariatką było najlepsze jakie mogłam sobie wymarzyć. Nie
ważne co robiłyśmy, zawsze razem. Nasi rodzice często się z nas śmieli, mówili,
że do toalety na pewno też razem chodzimy i przytrzymujemy sobie nawzajem
majtki, a to tylko dlatego, że byłyśmy nierozłączne. Zawsze razem.
Kiedy przestałyśmy wspominać obie
postanowiłyśmy, że zejdziemy na dół żeby coś zjeść. Fakty były takie, że byłam
niemiłosiernie głodna. Oprócz wczorajszego śniadania niczego więcej nie jadłam.
Mój brzuch domagał się sycącego posiłku, który mogłabym jedynie dostać schodząc
na dół do kuchni. Jednak wcześniej obie skorzystałyśmy z łazienki by
doprowadzić się do jako takiego wyglądy, żeby ludzi na nasz widok nie dostali
zawału.
Idąc schodami w dół zastanawiałam się jak
mam się zachowywać w stosunku do Etana. Mam udawać, że naprawdę spałam czy, że
doskonale wiem co zrobił. Jednak postanowiłam się trzymać pierwszej opcji. Nie
dam po sobie poznać, że wiem co wczoraj zrobił.
W salonie byli już chyba wszyscy, łącznie
z tymi nowymi ludźmi. Wydawali się na starszych niż Etan, Jeffrey i Olivier.
Chcąc nie chcąc musiałam podejść się przywitać. Skierowałam się w stronę kanapy
i jak na zawołanie odwrócił się Etan. Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie
to, że się do mnie promiennie uśmiechnął. Ale zaraz on się przecież nie
uśmiecha. Tylko raz, może dwa razy widziałam jak się uśmiecha, a tutaj takie
zaskoczenie. Niepewnie odwróciłam wzrok nie odwzajemniając uśmiechu na kobietę
i mężczyznę, którzy w momencie kiedy ja przyglądałam się Etanowi
najprawdopodobniej wstali. Zrobiłam jeszcze jeden krok na przód i byłam
wystarczająco blisko by podać im rękę, jednak kobieta była szybsza.
- Witaj Amanda – zaraz, chwila skąd ona
zna moje imię? Już chciałam zrobić wielkie oczy i się jej o to zapytać, jednak
ona znowu była szybsza i zaczęła dalej mówić – Jestem Elizabeth, a to mój mąż
William. Jesteśmy zastępczymi rodzicami chłopaków – zastępczymi rodzicami? Jak
to możliwe, przecież ta kobieta wygląda na niewiele starszą ode mnie i Sary.
Idealna cera. Brak jakichkolwiek zmarszczek. Piękne długie brązowe włosy i
prześliczne piwne oczy, które od razu wzbudzają wielkie zaufanie. Sylwetka
jakiej można by było tylko pozazdrościć. Jeżeli ona używa jakiegoś eliksiru
młodości to ja chce przepis i to koniecznie.
- Miło nam Cię poznać – powiedział jej
mąż w momencie kiedy to on podawał mi teraz rękę. Spojrzałam się na niego i
doszłam do wniosku, że nie może być starszy od swojej żony o góra 6 lat. Ciemne
brązowe włosy i błękitne oczy. Wysportowana sylwetka. Oboje wyglądali bardziej
na ich rodzeństwo niż zastępczych rodziców. No, ale cóż każdy robi to co chce i
uważa za słuszne. Jeżeli oni w tak młodym wieku pragnęli zaadoptować już dzieci
to tylko ich sprawa.
- Mi również miło Państwo poznać –
szczerze nie spodziewałam się, że oni mieszkają tutaj z rodzicami, a na dodatek
zastępczymi, ale czego mogłam się spodziewać przecież taki duży dom nie mógł
należeć tylko do trzech chłopaków. To było do przewidzenia.
- Chcieliśmy Cie przedstawić wczoraj, ale
jak po Ciebie poszedłem to już spałaś – odezwał się Etan jednocześnie po raz
drugi dzisiejszego dnia się uśmiechając.
- A tak. Byłam wczoraj bardzo zmęczona dlatego
szybciej poszłam spać – odpowiedziałam udając niewzruszoną.
- Na pewno jesteście głodne. Pójdę wam
zrobić jakieś kanapki. Zaraz wracam – powiedziała Elizabeth i udała się do
kuchni.
Spojrzałam na wszystkich po kolei i
poczułam się dziwnie. Wszystkie spojrzenia były skierowane na mnie. Czułam się
osaczona. Nie mogłam wytrzymać panującej tu atmosfery i musiałam ją natychmiast
przerwać.
- Mam coś na twarzy? – zapytałam się,
jednak w momencie kiedy wszyscy zrobili zdziwione miny rozwinęłam o co mi
chodziło – Wszyscy się na mnie patrzycie. Dlatego pytam czy mam coś na twarzy.
- Co? Nie – wszyscy jednocześnie się
odezwali co nie powiem śmiesznie wyglądało. A do tego ich miny, które jak nic
zdradzały, że teraz kłamią, ale nie chcąc ciągnąc tego tematu usiadłam koło
blondynki i udawałam, że wierzę w to co mówią.
Po niedługim czasie wróciła Elizabeth z
talerzem pełnym kanapek. Jak zwykle nikt z nich z nami nie jadł. Wykręcali się
tym, że już jedli i nie są głodni. No cóż, żadna z nas nie naciskała i
zjadłyśmy same. Po śniadaniu znowu zostałyśmy same w domu, a on gdzieś wyszli. Postanowiłam
porozmawiać o wczorajszym dniu.
- Co zrobimy z wczorajszym dniem?
- Nie wiem. Nie powiem to było dosyć
dziwne. Ale może jest do tego jakieś logiczne wytłumaczenie – odpowiedziała mi.
-
Teoretycznie tak, ale nie codziennie się znajduje swoją „biografię” – w czasie
wypowiadania ostatniego słowa zrobiłam cudzysłów w powietrzu.
- Masz
rację. Może na razie nie będziemy nic z tym robić, a jak bardziej ich poznamy
to po prostu się ich zapytamy. Co Ty na to?
- W sumie
to dobry pomysł – przytaknęłam jednocześnie głową.
- Ja zawsze
mam dobre pomysły – na koniec
wyszczerzyła się blondynka co wyglądało dosyć śmiesznie i wywołało u mnie napad
śmiechu.
Trochę
jeszcze porozmawiałyśmy i wróciła reszta. Zaproponowali oglądanie telewizji na
co od razu się zgodziłyśmy. Cały dzień spędziliśmy w swoim towarzystwie na
rozmowach i oglądaniu filmów. Było całkiem miło. Wieczorem każdy udał się do
siebie, żeby położyć się spać i odpocząć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz