sobota, 28 grudnia 2013

Rozdział 7

     

     Rano obudziły mnie promienie słoneczne wpadające przez odsłonięte okno w pokoju. Zanim jednak wstałam leżałam w łóżku myśląc o poprzednim dniu. Świadomość tego, że żadna z nas nie wiedziała jak znalazła się w tym lesie była przerażająca. Jednak fakty były taki, że ktoś musiał nas tam zanieść, nie wiem kto, a może nawet co to było. Jednak chęć dowiedzenia się kto to był, była tak wielka, że aż nie do opisania. W pewnym sensie ten ktoś nas uratował, bo nie wiadomo co by się stało gdyby nie ta osoba. Równie dobrze mogłybyśmy już nie żyć, nawet z tak błahego powodu jak to, że samochód mógł się po prostu zapalić, a my byśmy spłonęły w nim żywcem. 

     Na samą myśl o tym energicznie potrząsnęłam głową, by wyrzucić te straszne myśli z mojej głowy. Nie mogę myśleć o takich rzeczach. Przecież żyjemy i nic nam nie jest, no może oprócz łuku brwiowego Sary i mojej nogi, która zresztą dalej była spuchnięta i bolała. Muszę coś z nią zrobić, bo jeżeli faktycznie jest złamana to będzie nie najlepiej.  Jednak w jednej chwili do głowy przyszedł mi natłok myśli. A co jeżeli już nigdy nie zobaczymy rodziny? Co jeżeli zostaniemy w tym lesie na zawsze? Co jeżeli jednak to dopiero początek koszmaru, w którym mamy grać z Sarą główne role? Żeby wymazać te złe myśli zamknęłam szybko oczy i zaczęłam myśleć o przyjemnych rzeczach. O tym jak uwielbiam z Sarą spędzać czas z naszymi znajomymi, o tym jak dobrze się bawiłyśmy z nimi ostatnimi czasy. Ale co jeśli to już nigdy nie nastąpi?

      Żeby całkowicie przestać o tym myśleć wstałam z łóżka i poszłam do łazienki jednocześnie nie budząc jeszcze śpiącej Sary. Wchodząc do łazienki zapaliłam światło, ponieważ w tym pomieszczeniu nie było żadnego źródła światła po za tym. Stanęłam nad umywalką odkręcając wodę. W momencie kiedy zaczął płynąc strumień przezroczystej cieczy nachyliłam się i przemyłam twarz. Woda dała chwilowe ukojenie, aż do momentu kiedy nie spojrzałam w lustro. Podpuchnięte oczy i niewielkie rozcięcia znajdujące się gdzie nie gdzie na twarzy przypominały mi o wczorajszym dniu. Nic dzisiaj nie było po mojej stronie. Nawet klamka w łazience, która jak na złość się zacięła.

     Po dość długiej walce z drzwiami udało mi się je otworzyć, jednak z negatywnym skutkiem. Obudziłam Sarę. Siedziała na łóżku przyglądając mi się z zaciekawieniem jak by widziała mnie po raz pierwszy. Odniosłam wrażenie, że właśnie myślała o tym samym co ja kilka minut temu, jednak nie chciałam nic wspominać o moich myślach, które nie powiem były straszne. Zresztą jak zwykle u mnie. Od zawsze pamiętam, że wszystko o czym myślałam było w ciemnych barwach, nigdy nie myślałam o czymś w dobrej perspektywie, tylko w tej złej. Wydawałoby się, że świat w mojej głowie zawsze był czarno-biały, ale to nie prawda. Stało  się to dopiero wtedy kiedy zrozumiałam, że jako nieśmiała dziewczynka nie dam sobie rady w życiu. Zrozumiałam, że żeby dać sobie radę muszę się zmienić, że muszę pokazać jaka jestem naprawdę. Wtedy uświadomiłam sobie, że ta nieśmiała dziewczynka to tylko maska, którą codziennie zakładam by zadowolić swoich rodziców, którzy zawsze chcieli mieć idealne dziecko, którym tak naprawdę nigdy nie byłam. Właśnie w tamtym momencie mój świat stracił barwy. Stałam się zimną i obojętną na wszystko dziewczyną. Tak naprawdę tylko przy Sarze potrafię być inna. I tylko ona nie zostawiła mnie w momencie, gdy się zmieniłam. Wszyscy starzy znajomi odeszli zostawiając miejsce dla nowych, tych którzy zajęli ich miejsce teraz. Jednak tylko przy Sarze zawsze mój świat nabiera kolorów, których zawsze w nim brakuje. Po prostu przy niej nie potrafię być inna, nawet nie chcę. Czy to oznaka przyjaźni? Czy to jest prawdziwa przyjaźń? Tak. Myślę, że tak. To ona jest właśnie osobą, która podniesie mnie z największego bagna w jakie wpadnę i co by się nie działo nie zostawi mnie. Jest takim moim aniołem stróżem, który jest zawsze przy mnie. Nie ważne co powiem, jaki sprawie ból jej lub innym ona zawsze będzie.

     Spojrzałam na blondynkę dalej siedzącą na łóżku delikatnie się do niej uśmiechając. Bo co miałabym zrobić? Rozpłakać się na środku pokoju i użalać jakie to moje życie jest okropne? Nie to nie w moim stylu. To nie byłabym wtedy ja.

     Ruszyłam w stronę gdzie siedziała moje przyjaciółka i usiadłam obok niej. Chwilę siedziałyśmy w ciszy nic nie mówiąc. Po chwili jednak odezwała się Sara.

– Emi jestem głodna - uśmiechnęła się tak jak jej to było w zwyczaju kiedy mówiła te słowa. Wybuchłam niepohamowanym śmiechem kładąc się łóżku i po nim tarzając. Ona zawsze potrafi rozbawić mnie nawet w sytuacji bez wyjścia. Za to właśnie ją kocham. Po chwili obie leżałyśmy na łóżku i śmiałyśmy się jak głupie. Sara podniosła się do poprzedniej pozycji i ponownie się odezwała - Ale ja mówię serio - uśmiechnęłam się do niej i wstałam z łóżka.

– No to chodź głodomorze pójdziemy coś zjeść - wyciągnęłam rękę w jej stronę by pomóc jej wstać. W chwili kiedy już obie stałyśmy na jasnych panelach ruszyłyśmy do drzwi. Nasze tępo jednak nie było zbyt szybkie, bo moja noga wciąż bolała. W prawdzie troszkę mniej ale bolała.

     Stojąc już na dole nie wiedziałyśmy gdzie mamy pójść. Przecież nikt nas po tym domu nie oprowadził. Nikt nie powiedział nawet gdzie jest takie podstawowe pomieszczenie jak kuchnia. Kurcze, ale z nich gospodarze, no nie pogadasz. Nie wiedząc co robić ruszyłyśmy przed siebie z nadzieją, że same znajdziemy poszukiwane pomieszczenie, jednak nie było takie potrzeby. Zza rogu wyłonił się Olivier szczerze się do nas uśmiechając. Odniosłam wrażenie, że jako jedyny tutaj cieszy się z naszego pobytu w ich domu. Zawsze kiedy nas widzi uśmiecha się do nas, a zarazem ten uśmiech nigdy mu nie znika z twarzy. Przynajmniej przy nas.

– Ooo. Widzę, że nasze śpiące królewny już wstały - mówiąc się zaczął się nas podśmiewać, chcąc nie chcąc też zaczęłyśmy się śmiać. Olivier po prostu zaraża dobrym humorem - Myślałem, że już jak ta królewna śnieżka zasnęłyście i trzeba będzie was budzić pocałunkiem - mówiąc to zabawnie poruszył brwiami wywołując u nas kolejny napad śmiechu tak samo jak u niego - Ale dosyć tego. Pewnie jesteście głodne?

– Zgadłeś - powiedziała moja towarzyszka przyjaźnie uśmiechając się Oliviera.

– Jeah! Zgadłem! - krzycząc to zacząć tańczyć coś w stylu tańcu zwycięstwa. W tamtej chwili już kucałam i łapałam się za bolący brzuch od śmiechu, a on wcale nie miał zamiaru przestać.

– Ej! My jesteśmy głodne! - krzyknęła Sara jednocześnie wymachując rękami by zwrócił na nią swoją uwagę.

– A no tak śniadanie. Zaraz wam przyniosę. Usiądźcie sobie - wskazał na ręką kanapę na, której wczoraj siedziałyśmy, a my posłusznie udałyśmy się w tamtą stronę, by po chwili wygodnie na niej usiąść.

     Nawet nie zdążyłyśmy się jeszcze dobrze rozsiąść kiedy do pokoju wkroczyły nasze kanapki no i Olivier. Kiedy tylko spojrzałam na niego automatycznie chciało mi się śmiać z jego tańca, który cały czas miałam przed oczami. Jak zwykle położył uśmiechnięty położył kanapki na stolik i usiadł obok na fotelu. Długo nie trzeba było czekać aż zabierzemy się za jedzenie. Dziwiło mnie jedynie to, że wtedy kiedy my jemy oni nigdy się nie dołączą. Wczoraj jak my jadłyśmy ulotnili się pod pretekstem przygotowania pokoju, a dzisiaj Olivier nawet nie wziął ani jednej kanapki. No cóż może jadł wcześniej. Tą miłą ciszę przerwał wchodzący Etan.

– Trzeba coś zrobić z tą Twoją nogą Emi - powiedział to nawet na mnie nie patrząc. Ale chwili. Powiedział do mnie Emi. To prawo ma tylko Sara. Dla innych jestem Amanda. Ale jakoś nie widzę żeby akurat on oglądał moją nogę. Nie wiem czemu, ale w chwili kiedy myślałam o tym, że to właśnie on miał robić ogarnął mnie dziwny lęk. Bałam się zostać z nim w jednym pomieszczeniu, sam na sam, a z pewnością by się to stało gdyby to on miał ją opatrzyć.

– Po pierwsze Emi może mówić do mnie tylko Sara, Ty możesz jedynie Amanda, a po drugie racja - odpowiedziałam nawet na niego nie patrząc. Już wiedziałam co zrobić żeby to nie on mi pomógł - Olivier opatrzyłbyś mi później nogę? - gdy wypowiedziałam te słowa Etan jak i Olivier byli zaskoczeni moimi słowami. Olivier spojrzał się na Etana jak by wyczekiwał pozwolenia by zrobił to o co go prosiłam. To było dziwne. Etan jedynie pokiwał głową w górę i w dół na znak, że się zgadza, a wtedy Olivier się odezwał.

– Jasne. Jak skończycie śniadanie przyniosę apteczkę i ją opatrzę - ja jako odpowiedź na jego słowa pokiwałam tylko delikatnie głową i wróciłam do posiłku, jednak cały miałam wrażenie, że Etan mi się przyglądał. Za każdym razem kiedy ja spoglądałam na niego on odwracał głowę.

     Po niedługiej chwili talerz z kanapkami był już całkowicie pusty, a my najedzone. Blondyn w chwili kiedy zobaczył, że talerz jest pusty zabrał go ze stołu i skierował się w stronę kuchni mówiąc przelotem "Zaraz wracam". Zapewne pójdzie od razu po apteczkę więc teraz się zacznie. Jak delikatnie dotyk nogi to boli a co dopiero jak on ją będzie oglądał.

     Nie minęło pięć minut a Olivier był z powrotem. Tak jak przypuszczałam już z apteczką. Usiadł naprzeciwko mnie na stole i położył pudełko obok. Spojrzał się na mnie i zapytał cicho "Mogę?" spoglądając jednocześnie na nogę. Ja jedynie się delikatnie uśmiechnęłam i pokiwałam głową. W tym momencie delikatnie podniósł moją nogę kładąc sobie na kolano. Chwilę się jej przyglądał i najwyraźniej zastanawiał co było widać po jego wyrazie twarzy. W pewnej chwili nacisną palcem na kostkę, a mnie przeszedł nieprzyjemny ból. Najwidoczniej to zauważył bo się delikatnie zaśmiał, kiedy to ja wykrzywiałam buzie z bólu. Całemu zderzeniu przyglądał się Etan, tak jakby pilnował by blondyn nie zrobił mi krzywdy. Olivier pokręcił moją nogą w prawo i lewo sprawiając mi przy tym nie mały ból i się odezwał.

–Noga nie jest złamana. Jest jedynie skręcona. Zabandażuje ją. Zgadzasz się? - już miałam odpowiadać kiedy znowu się odezwał - W sumie to i tak nie masz nic do gadania - zaśmiałam się delikatnie pod nosem i dałam mu działać.

     Po około dziesięciu minutach moja noga była już zabandażowana a Olivier odnosił apteczkę w to samo miejsce, z którego ją przyniósł. 

     Po chwili usłyszeliśmy zbieganie po schodach. Wszyscy jak na komendę się odwrócili, a naszym oczom ukazał się Jeffrey.

– Musimy iść - powiedział do chłopaków. Ci tylko pokiwali głową - My idziemy, a wy dziewczyny pod żadnym pozorem nie wychodźcie z domu - powiedział Jeffrey tą samą regułkę do nas co wczoraj Etan. Pokiwałyśmy głowami, a po chwili już ich nie było. Byłyśmy znowu same. Sara spojrzała się na mnie porozumiewawczo i już wiedziałyśmy co będziemy robić.

– Piwnica - powiedziałyśmy jednocześnie i wstałyśmy z kanapy.

– W pokoju pod poduszką jest klamka. Pójdziesz po nią? - zapytałam się blondynki, a ta już szła w stronę schodów.

     Nie minęła minuta, a ona już była na dole trzymając w dłoni klamkę. Bez słowa ruszyłyśmy pod drzwi prowadzące na dół i Sara wsadziła klamkę w otwór do tego przeznaczony. Drzwi ustąpiły. Uśmiechnęłyśmy się do siebie i ruszyłyśmy na dół odkrywać tajemnice rodziny Evansów.

_________________________________________________________________________

Piszcie komentarze. A Ty Bożena CZYTAJ !!

Rozdział 6

         

        Z PERSPEKTYWY ETANA

– O kurcze, teraz to zadałeś mi pytanie - zaśmiała się lekko i mówiła dalej - W sumie to nie wiem nic o mojej rodzinie. Dziadków nie pamiętam bo zmarli gdy miałam 5 lat, ale nie wiem z jakiego powodu. Po ich śmierci przeprowadziliśmy się do Californi, ale nie pamiętam z jakiego miasteczka. Kiedy mówili mi o nim rodzice, ale nie pamiętam nazwy. 

– Shelby... - powiedziałem szeptem tak by nie usłyszała dokładnie co mówię. 

– Jak? Shelby? A no tak dokładnie, ale zaraz. Skąd Ty to wiesz? - widziałem na jej twarzy zaskoczenie. Była bardzo zdziwiona tym co usłyszała.

        Z PERSPEKTYWY AMANDY

– Jak? Shelby? A no tak dokładnie, ale zaraz. Skąd Ty to wiesz? - jednym słowem w tym momencie mnie zatkało. Patrzałam się na niego i czekałam jakąkolwiek odpowiedzi na swoje pytanie. Ten jednak milczał. W jednej chwili już otwierał usta by najprawdopodobniej mi odpowiedzieć, gdy ktoś z dołu zawołał jego imię. 

– Porozmawiamy o tym później. Teraz musimy zejść na dół - już wstawałam, gdy znowu odezwał się głoś z dołu : "Etan! Złaź na dół! Szybko!". Po tych słowach skierowaliśmy się na dół, gdzie stali już chłopacy razem z Sarą. Wyglądało na to, że tylko my nie wiedziałyśmy o co chodzi. Ci nie musieli nic do siebie mówić, a tak jak by już wiedzieli o co im chodzi - Pod żadnym pozorem nie wychodźcie z domu. Macie tu na nas czekać - skierował się do nas Etan. Nie zdążyłyśmy mu nawet odpowiedzieć, a już ich nie było. Gdy tylko zamknęły się drzwi usłyszałam.

– Chodź Ci coś pokaże - powiedziała do mnie Sara. Od razu złapała mnie za rękę i zaczęłyśmy się kierować w stronę starych drzwi - Olivier opowiadał mi o jakiś starych, dziwnych historiach, które zapisane są gdzieś na dole. Gdybyś widziała jego minę. Założę się, że miał tego nie mówić - Sara zaczęła się z tego podśmiewać. Jak zwykle, gdy komuś coś nie wyjdzie ona ma z tego niezły ubaw.

– Oj przestań. Dobra otwieraj te drzwi - Sara już chciała złapać za klamkę, gdy się nagle odezwała.

– Ty! Tu nie ma klamki! - zaczęłyśmy się śmiać, bo jak drzwi w domu nie mają klamki. To jak oni tam wchodzą? Stwierdziłam z Sarą, że jej po prostu poszukamy. Rozdzieliłyśmy się. Sara poszła do góry, a ja zostałam na dole, gdyż noga nadal mnie bolała. Szukanie klamki długo nam jednak nie zajęło bo jak się okazało po chwili klamka leżała na regale z książkami przy samych drzwiach. Nie no kryjówka po prostu super.

– No dawaj Sara otwieraj te drzwi, bo zaraz wrócą i ciekawe co im wtedy powiemy. Może „ Oj przepraszamy chłopacy, ale szukałyśmy łazienki”. Na pewno tego nie łykną. 

– No już otwieram. Chwila... Już otwarte. Szybko wchodzimy – mówiąc to otworzyła na roścież drzwi i zapaliwszy światło ukazały nam się schody prowadzące na dół. Schodząc na dół wyglądało to na zwykłą piwnice, jednak gdy weszłyśmy głębiej zrozumiałyśmy, że to jednak nie to. Całe pomieszczenie było stare. Przy ścianach stały regały z książkami, obok znajdowały się stojące świeczniki, a oprócz tego całe pomieszczenie było oświetlone przez dosyć duży żyrandol. Całość jednym słowem wyglądała strasznie. Pajęczyny, które pokrywały większość regałów wcale nie upiększały tego pomieszczenia, a wręcz przeciwnie dodawały grozy. W jednym z rogów stała skrzynia, która wyglądała na dosyć starą. Ruchem głowy pokazałyśmy sobie, która gdzie ma iść. Sara poszła do skrzyni, a ja do regału na książki. Z początku książki wyglądały na zwykłe, jak jakieś stare lektury, ale od wewnątrz już takie nie były. W każdej książce był opisany życiorys jednej rodziny. Od najstarszych członków rodziny do tych najmłodszych, co najdziwniejsze nawet tych niedawno urodzonych. W pewnym momencie zobaczyłam książkę z napisem Ethat Evans.

– Sara tu jest książka o Etanie... - spojrzałyśmy się na siebie z widocznym zdziwieniem, gdy nagle usłyszałyśmy otwierane drzwi u góry. Od razu rzuciłam książkę na ziemie i jak najszybciej ruszyłyśmy na górę. Wyszłyśmy z piwnicy, zamknęłyśmy drzwi i jak długie rzuciłyśmy się na kanapę w salonie. Poprawiłyśmy się i nagle mi się przypomniało. Klamka. Zapomniałyśmy odłożyć ją na półkę. Cholera.

– Sara zapomniałyśmy o klamce – powiedziałam jej to tak cicho by tylko ona to usłyszała, jednocześnie spoglądając na swoją rękę, w której właśnie trzymałam klamkę. Klamkę, która właśnie teraz powinna leżeć na półce. Sara automatycznie otworzyła szeroko oczy i się na mnie spojrzała. 

– Cholera... - nic już nie zdążyła więcej powiedzieć, bo do salonu weszli już chłopacy. My jak gdyby nigdy nic zaczęłyśmy udawać, że rozmawiamy, a ja w międzyczasie schowałam klamkę za siebie. Nasi „towarzysze niedoli” chyba nic nie zauważyli, bo po prostu weszli i zaczęli do nas mówić.

– Już jesteśmy. Chyba się nie nudziłyście, gdy nas nie było? - odezwał się Jeffrey.

     Czas, który płynął podczas, gdy my siedzieliśmy na kanapie po prostu się ze mnie nabijał. Płynął tak wolno jak by chciał pokazać, że on może robić co chce, a ja muszę siedzieć ciągle w jednym miejscu. Tyłek już zaczynał mnie boleć, nogi drętwieć, zresztą tak samo jak nogi. No, ale cóż tylko my dwie jesteśmy tak  inteligentne, że zamiast odłożyć tą cholerną klamkę zabrałyśmy ją ze sobą, a za karę ja muszę siedzieć na tyłku w tym samym miejscu cały czas. Tak bardzo bym chciała żeby w końcu gdzieś wyszli, chociaż na moment. Ale zaraz... Oni wstają. Jeah!

– Zapewne jesteście głodne. To my pójdziemy zrobić wam coś do jedzenia – odezwał się Olivier. Jedyne na co było mnie stać w tym momencie to delikatny uśmiech skierowany w jego stronę. Nie to żebym się czegoś bała, ale w tym momencie byłam zajęta zastanawianiem się gdzie schowam tą cholerną klamkę.

– Wyszli? - zapytałam się Sary zaraz po tym jak zniknęli mi z oczu.

– Tak. Wyszli – powiedziała i odwróciła się, gdy była już pewna, że nie ma ich w pokoju.

– Kurcze gdzie schowamy tą zasraną klamkę – mówiłam jednocześnie przyglądając się sobie z nadzieją, że zaraz wymyśle coś, jednak jak na złość nic nie chciało przyjść mi do głowy.

– Schowaj ją do stanika – w momencie kiedy słyszałam te słowa spojrzałam na Sarę z miną „ are you kidding me?”, jednak ona mówiła poważnie. Już chciałam otwierać buzię kiedy ona się odezwała – Emi nie patrz się tak na mnie. Będziemy miały przynajmniej pewność, że tam nie będą zaglądać – chwila musiała minąć zanim to przemyślałam, ale kurcze przecież ona ma racje.

– Cholera dlaczego Ty musisz mieć teraz racje – powiedziałam jednocześnie chowając klamkę w ową kryjówkę kiedy w tym samym momencie do pokoju wchodzili już chłopacy z talerzem pełnym kanapek.

– Proszę. Tutaj są dla was kanapki – kładąc na stół Jeffrey uśmiechnął się – To wy sobie tutaj jedzcie, a my pójdziemy przygotować wam pokój do spania – Sara jedynie kiwnęła głową na znak, że się zgadza. Odwrócili się do nas tyłem i ruszyli w stronę schodów w miejscu, w którym zapewne będziemy dzisiaj spały.

     Cisza panująca w pokoju była przerywana jedynie od czasu, do czasu mlasknięciami skierowanymi z mojej lub Sary strony. To prawda byłyśmy głodne i to strasznie. W końcu nie jadłyśmy nic od rana, a dzisiejszy dzień był strasznie ciężki, bo przecież nie codziennie ma się wypadek, budzi się lesie i nie pyta się nas ktoś o to czy chcemy żyć.

     Siedziałyśmy tak jeszcze chwilę w ciszy, gdy nagle pojawili się oni. Stanęli przed nami jakby chcieli zaprowadzić nas na ścięcie. Ich wyrazy twarzy nie mówiły nic. Oddech wydobywający się z ich ust był miarowy i spokojny. Nie to co nasz w tym momencie. Nie wiedziałam co się teraz stanie. No bo przecież chociażby mogli zauważyć brak klamki, lub coś innego im przyszło do głowy. 

– Mam nadzieję, że nie będzie wam przeszkadzało, że będziecie spać razem. Nie mamy więcej pokoi gościnnych – odezwał się on... Etan. Odpowiadając na to równocześnie pokręciłyśmy głowami w lewo i prawo dając znak, że to żaden problem, na co on się zaśmiał – No dobra to chodźcie – mówiąc to znowu ruszył w stronę schodów, a my zaraz za nim. Za nami szli Jeffrey i Olivier nic się nie odzywając. Z boku wyglądało to jak by byli ochroniarzami , którzy mają za zadanie nie pozwolić nam uciec z domu. Kiedy byłyśmy już na górze Etan otworzył drzwi od jednego z pokoi i nas przepuścił. Cały pokój był nowocześnie urządzony. Przy ścianie naprzeciwko okna znajdowało się spore dwuosobowe łóżko. Przy lewej ścianie stałą szafka, a zaraz przy szafce były drzwi zapewne prowadzące do łazienki. Z zamyśleń znowu wyrwał mnie jego głos – Mam nadzieję, że wam się podoba. Tutaj macie ciuchy gdybyście chciały się przebrać do spania – mówiąc to pokazał na ciuchy leżące na łóżku – Gdybyście czegoś chciały to wołajcie.

– Ok – odpowiedziałam mu pewna, że nie będzie takiej potrzeby, jednak z ciupką nadziei, że jednak mogą być do czegoś potrzebni.

– No to dobranoc dziewczyny – odezwał się Olivier.

– Dobranoc – powiedziałyśmy jednocześnie, a oni odwrócili się i zaraz zniknęli za drzwiami. Długo nie stałyśmy w tym pokoju tylko poszłyśmy pod prysznic. Oczywiście osobno.

     Kiedy byłyśmy już gotowe zgasiłyśmy światło i położyłyśmy się do łóżka. Chwilę każda z nas się układała tak by było nam wygodnie.

– Dobranoc Emi – odezwała się Sara przykrywając jednocześnie kołdrą.

– Dobranoc Sara – odpowiedziałam jej robiąc to samo co ona. Już po chwili czułam, że odpływam, a po minucie znajdowałam się w kranie Morfeusza.

_________________________________________________________________________

Liczymy na wasze komentarze ! Nie zawiedźcie nas !

czwartek, 5 grudnia 2013

Rozdział 5

     Gdy ten cały Luca odszedł ze swoją ekipą, Etan tak jak by nigdy nic się odezwał:
Dobra. A teraz nam powiedzcie skąd jesteście? 
- My? - mówiąc to zaczęłam się śmiać – To chyba ja powinnam wam zadać to pytanie! - gdy skończyłam mówić nagle jeden z nich zaczął mówić w zupełnie innym języku niż my, to było bardzo dziwne.
- Noli rogare eos quaestiones. Sit scriptor adepto domum.
- Czekaj, czekaj. Czy to nie była przypadkiem łacina? - kiedy Sara to powiedziała cała trójka spojrzała się na nią, tak jak by bali się, że ona zrozumie co oni mówią. Może nie znała w pełni łaciny, ale w szkole średniej bardzo się nią interesowała i nawet chciała zdawać z niej maturę, jednak nauczyciele jej nie pozwolili, mówiąc, że to zbyt ciężki język i szkoda by później go oblała. Chociaż ja byłam innego zdania. Byłam pewna, że da sobie rade i go zda.
- Zrozumiałaś to co on powiedział? - tym razem powiedział ten, który do tej pory nie powiedział jeszcze ani jednego słowa.
- Wy nie chcecie nam nic powiedzieć, więc my też nie będziemy wam nic odpowiadać.
- Dobra. Weźmy je ze sobą. Mogą nam się do czegoś przydać – mówiąc to Etan spojrzał na mnie z takim zadziornym uśmieszkiem, zabawnie poruszając brwiami. Było to nieco dziwne, ale w pewien sposób jego spojrzenie ma na mnie jakiś dziwny wpływ. Za każdym razem, gdy się na niego spojrzę przechodzą mnie przyjemne dreszcze, których jeszcze nigdy nie doznałam, aż do tej pory.
     Kiedy tak szłyśmy za nimi lasem nagle zobaczyłyśmy mur. Stary, rozwalony sprzed wielu lat mur. Za murem stała wielka willa otoczona przeróżnymi drzewami i spróchniałym płotem. Pierwszy raz takie coś widziałyśmy. Panowały w nas mieszane uczucia, z jednej strony ten dom był przepiękny, a zarazem taki przerażający. Zaskakujące było to, że taki dom wytrzymał tutaj tyle lat nietknięty. Wielki żółty dom.
     Gdy byłyśmy już przed drzwiami Etan otworzył nam drzwi i ruchem ręki wskazał nam, że mamy wejść, nic nie mówiąc, ale lekko się uśmiechając. W momencie, gdy weszłyśmy Etan przedstawił w końcu swoich towarzyszy. W końcu zrobili jakiś krok do przodu.
-To jest Jeffrey i Olivier – tym razem zwrócił się do Sary – Saro, Oliviera zaprowadzi Cię do pokoju. Idźcie już – Sara z widoczną niepewnością, nic nie mówiąc ruszyła za Olivierem w stronę wielkich schodów prowadzących do góry. W tym samy czasie Etan zwrócił się do mnie mówiąc -A Ty idziesz ze mną. Mamy parę spraw do omówienia – ruszyłam za nim pewnie, może to dziwne, ale przecież już tyle się stało więc nic już gorszego nie może nam się przydarzyć.
Z PERSPEKTYWY ETANA
     Prowadząc Emi w stronę mojego pokoju byłem niepewny tego co robię. Z jednej strony wiedziałem, że nie powinienem, ale z drugiej bardzo chciałem się czegoś dowiedzieć o niej i o jej życiu. Jednak jestem świadomy, że ona będzie chciała się dowiedzieć czegoś o mnie w zamian, czegoś czego nigdy z pewnością by się nie spodziewała. Czegoś co może wywołać strach lub nawet obrzydzenie i spowodować to, że nie będzie chciała nawet ze mną rozmawiać tylko ucieknie.
     Gdy przepuszczałem ją w drzwiach poczułem jej zapach, zaskakująco spokojne bicie serca i krew płynącą w żyłach. Może to dziwne, ale w tym momencie poczułem, że mogę jej zaufać, chociaż wcale jej nie znam. Jednak już gdy prowadziłem ją w lesie poczułem, że to nie jest zwyczajna dziewczyna, która potrzebuje pomocy, że jest silniejsza niż myślę. Czułem, że łzy, które lecą po jej policzkach nie są oznaką lęku. Uczucie, które ogarniało mnie w jej towarzystwie było takie inne, zaskakujące. To powodowało, że chce więcej i więcej. Czułem niedosyt, który za wszelką cenę chce zaspokoić.
     Wchodząc za nią od razu usiadłem na moje łóżko, tym samym pokazując jej ruchem głowy by usiadła obok. Ta jednak stała i nie zwracała uwagi na to co jej pokazuje. Chwilę tak na nią patrzałem i w pewnym momencie zrezygnowany wypuściłem powietrze z płuc ze słyszalnym świstem i się do niej odezwałem.
Usiądź obok. Przecież Cię nie zjem – mówiąc to uśmiechałem się do niej by chociaż trochę uświadomić ją, że nie chce jej zrobić krzywdy, że to nie ja jestem ten zły.
- Nie mam takiej pewności – powiedziała to z pełną powagą. Z jej mimiki twarzy nie mogłem wyczytać żadnych emocji. Tak jak by teraz ich w ogóle nie miała.
- Nie wygłupiaj się – mówiąc to patrzałem na jej wyraz twarzy. Ten jednak ani na chwilę się nie zmienił – Przecież nie będziesz tak stała. Na pewno boli Cię noga – w tym momencie się ruszyła i usiadła, jednak nie tak blisko jak bym chciał. Usiadła na drugim końcu mojego łóżka i od razu złapała się za nogę. Gołym okiem można było zobaczyć jak wielki sprawia jej ona ból, lecz wiedziałem, że nawet jak bym chciał ją teraz obejrzeć ona by mi na to nie pozwoliła.
     Między nami przez dłuższą chwile panowała cisza, którą nie wiedziałem w jaki sposób mam przerwać. Bałem się, że ona po prostu mi nie odpowie. Jednak zaryzykowałem i się odezwałem.
Skąd jesteś? - kiedy tylko skończyłem mówić ta zaczęła się cicho śmiać.
- To chyba ja powinnam się Ciebie o to spytać – mówiąc to spojrzała się w moją stronę i delikatnie uśmiechnęła nie przestając się jednak śmiać. Szczerze mówiąc bałem się jej powiedzieć prawdę. Bałem się, że ode mnie ucieknie i już jej nigdy nie zobaczę.
- Mam pomysł może najpierw Ty mi opowiesz o sobie, a później ja powiem Ci wszystko co tylko będziesz chciała wiedzieć – zapytałem się jej i z wielką nadzieją spojrzałem na nią zastanawiając się co mi odpowie.
- A powiesz mi później co tu się dzieję? Ale prawdę, a nie jakąś zmyśloną historie.
- Dobrze... Powiem Ci wszystko co będziesz chciała wiedzieć. To teraz powiedz skąd jesteś?
- Jestem z Californi. Tak samo jak Sara.
- Chwila nie rozumiem. Mieszkacie w Californi to co robiłyście 4 godziny drogi od niej?
- Jechałyśmy do Los Angeles – mówiąc to uśmiechnęła się delikatne wzbudzając tym samym dużą ciekawość.
- To jakim cudem znalazłyście się w lesie? Zgubiłyście się?
- Nie wiem jak my się tam znalazłyśmy... Obudziłyśmy się w lesie.
- Ale jak to nie wiecie? Opowiedz mi wszystko od początku – najtrudniejsze było dla mnie teraz to, że musiałem ją kłamać. Przecież ja doskonale wiem czemu i jak one znalazły się w tym lesie. No, ale przecież nie mogę jej teraz tego powiedzieć. Nie teraz...
- Jechałyśmy samochodem. Wszystko byłoby dobrze, gdy nie to – w tym momencie się zacięła, wyglądała tak jak by nie wiedziała jak ma to powiedzieć. Po chwili wzięła głęboki oddech i zaczęła dalej mówić - że ktoś nam wpakował się pod koła. Sara nie dała już rady wyhamować więc skręciła w bok i wjechałyśmy w drzewo. Później już tylko obudziłyśmy się w lesie. Szukałyśmy pomocy, a ja nie miałam już siły iść więc Sara poszła szukać jej sama, a ja miałam czekać na nią. A dalej to już chyba wiesz co było – cały czas mówiąc to miała spuszczoną głowę i na mnie nie patrzała, jednak kończąc to mówić spojrzała mi prosto w oczy. Było w nich widać strach spowodowany tym, że nie wiedziała co się stało. Jedyne co teraz czułem to był gniew. Doskonale wiedziałem jak się znalazła w tym pieprzonym lesie, a nie mogłem jej powiedzieć. Tak bardzo chciałem, a nie mogłem powiedzieć jej prawdy. Teraz żałuje, że obiecałem, że nikomu nic nie powiem, nie powiem im, a w szczególności jej.
- Tak dalej już wiem. A powiedz mi coś więcej o sobie? Jakie są Twoje korzenie? Skąd pochodzi Twoja rodzina?

_________________________________________________________________

Jeżeli wam się podoba to komentujcie bo nawet nie wiemy czy komuś się to podoba i czy warto dodawać rozdziały.

niedziela, 10 listopada 2013

Rozdział 4

     Włącz

     Ciszę panującą wokół przerwał jeden z nich, ten którego skóra najbardziej świeciła w świetle księżyca, ten który znalazł mnie w lesie:
- Spokojnie, nie denerwujcie się. My czujemy wasz strach, ale możliwe, że ktoś inny także.
- Co?! O co tu w ogóle chodzi?! Co wy czujecie?! Kim wy w ogóle jesteście?! Czemu wasza skóra świeci w blasku księżyca?! Co tu jest grane?! - miałam tyle nurtujących mnie pytań, na które nie znałam odpowiedzi. Oni przecież są prawie identyczni. Ich blada cera, oczy przepełnione blaskiem, który pierwszy raz widzę na oczy, który tak bardzo przyciąga.
     Już otwierał usta, by najprawdopodobniej nam odpowiedzieć, gdy nagle przerwało mu wycie wilka. To nie było zwykłe wycie. Teraz i w ich oczach można było zobaczyć zdenerwowanie co jeszcze bardziej wzmogła w nas strach  Spojrzałam się na Sarę, była strasznie przerażona, wyglądała tak jak by zamknęła się w sobie. Teraz dopiero zauważyłam, że od dłuższego czasu nic, a nic się nie odzywa. Tak jakby słowa utknęły jej w gardle i nie potrafiła ich wypowiedzieć. Nic się nie odzywała. Złapałam ją za rękę i postanowiłam, że już za nic w świecie jej nie wyposzczę.
     Z chwili na chwile atmosfera robiła się coraz gorsza. Nasze zdenerwowanie można było wyczuć na kilometr. Obie wiedziałyśmy, że coś jest nie tak, że zwykłym wyciem wilka by się tak nie przejęli  Nagle jeden z nich się odezwał, ten sam co mnie tutaj przyprowadził. W tym momencie zauważyłam, że cały czas tylko on się odzywa, a tamci dwaj stoją w ciszy i nic się nie odzywają.
- Musimy iść. Natychmiast.
- Co?! Co tutaj się dzieje?! - nagle odezwała się Sara. Po tak długiej ciszy w końcu usłyszałam jej głos. Głos, który nie był taki sam jak zwykle. Wiem, że to nie było dla niej łatwe, jednak w tym momencie emocje wzięły górę i nie wytrzymała. Coś w niej pękło. Jej oczy nie pokazywały żadnych emocji, a mimika twarzy nie zmieniała się ani trochę od momentu kiedy się odezwała. Doskonale wiedziałam, że czeka na odpowiedź tak samo jak ja.
- Nie ma teraz czasu na tłumaczenia. Chcecie żyć? - zapytał się tak jak by naprawdę nie wiedział czego chcemy, a przecież wydawałoby się, że nasza odpowiedź będzie oczywista, że szkoda marnować czasu na tak głupie pytanie.
- Co to za głupie pytanie?! Przecież to wiadome, że chcemy! - teraz odezwałam się ja. Co jak co ale takiego pytania z jego strony to się nie spodziewałam. Przecież nikt by się nie spodziewał. Nie myślałam, że zapyta się nas czy chcemy żyć. Wszystko mógł powiedzieć w tej chwili, ale nie takie pytanie. Nie takie.
- Więc idziemy. Nie robimy żadnych przerw i za żadną cenę się nie odwracajcie - w jego głosie można było usłyszeć nie prośbę, czy choćby stwierdzenie, a rozkaz, który my musiałyśmy za wszelką cenę spełnić.
- Ale czemu? - Sara tak jak by czytała mi w myślach i zapytała o to co ja też chciałam wiedzieć.
Później wam wyjaśnimy. Ruszajcie się. Nie mamy czasu - odpowiedział i ruszył przed nami. Nas tym samym zostawiając w tyle. Jego koledzy, bo tak ich chyba mogę nazwać ruszyli za nim i tak samo jak on nie zwrócili na nas nawet najmniejszej uwagi. Tak jak by zapomnieli, że ból w nodze uniemożliwia mi szybkie chodzenie. W tej sytuacji jedynie mogłam liczyć na Sarę  która nie zostawiła mnie jak oni tylko chciała mi pomóc idąc za nimi.
- Chodź Emi. Musimy za nimi iść - powiedziała, gdy już opierałam się o jej ramie i byłam gotowa by ruszyć za nimi w nieznanym nam kierunku.
- Jak nie będziesz miała siły już pomagać mi iść to mi powiedz. Wtedy jakoś postaram się sama iść.
- Dobra - uśmiechnęła się jeszcze do mnie i ruszyłyśmy za nimi w głąb lasu. Różnica w odległości pomiędzy nami na początku wynosiła jakieś 5 metrów, ale z minuty na minutę była coraz większa co było spowodowane różnicą naszych temp chodzenia. Oni szli dosyć szybko przed siebie, nie zwracając na nas uwagi. Tak jak by nas w ogóle nie było. W pewnym momencie jeden z nich się odwrócił i na nas spojrzał. Gdy zobaczył jaka dzieli nas odległość poklepał po ramieniu tego co z nami rozmawiał. On także odwrócił się w naszym kierunku, tylko w odróżnieniu do swoich towarzyszy ruszył w naszym kierunku. Wiedziałam o co mu chodzi. To co chciał powiedzieć było do przewidzenia.
- Nie ociągajcie się tak! Mówiłem  że macie iść szybciej! To nie jest jakiś tam spacer! - nie mówił tego spokojnie tylko prawie krzyczał, co jeszcze bardziej mnie zdenerwowało, niż to, że nie mogłam normalnie iść.
- Czy Ty jesteś do cholery ślepy?! Nie widzisz, że nie mogę iść?! Myślisz  że jak mam złamaną nogą to będę za Tobą biec?! Jeżeli tak to się grubo mylisz! Jak Ci tak śpieszno to zabierz Sarę i idź w cholerę i mnie zostaw! - teraz już krzyczałam. Nie potrafiłam opanować złości. Głupi zauważyłby, że nie mogę iść, a on jak by tego nie widział. Patrzał się mi prosto w twarz z szeroko otwartymi oczami i nic nie mówił - Co się tak na mnie do cholery gapisz?! Słyszysz?! Mówię do Ciebie! - zrobiłam krok do przodu i pomachałam mu przed oczami. Dopiero wtedy zorientowałam się, że tak naprawdę on się na mnie nie patrzał. Patrzał się za mnie. Odwróciłam wzrok w tym samym kierunku, w którym on się patrzał i zobaczyłam biegające wilki. Wilki, które będąc coraz bliżej nas zamieniały się w ludzi. To było bardzo dziwne. Sara w tym samym momencie, gdy ja odwróciła się i zobaczyła to samo. Oczy automatycznie jej się rozszerzyły i się odezwała.
- Co to do cholery? - mówiła normalnie, nie krzyczała. Tak jak by nie chciała by ktoś po za nami to usłyszał. Ja sama nie wiedziałam co powiedzieć. Kontem oka widziałam, że tamci dwaj też stoją już z nami. Nagle z pośród wilków wyszedł ktoś. Im był bliżej tym bardziej można było zauważyć, że to młody mężczyzna, ale z min naszych towarzyszy można było się domyśleć, że nie był on ich dobrym znajomym. Zanim się zorientowałam on już był przy nas. Stał na przeciwko Sary i jej się badawczo przyglądał. Obejrzał ją od głowy, aż po czubki stóp głupkowato się przy tym uśmiechając.
- Widzę Etan, że przyprowadziłeś sobie posiłek do domu - mówił to jednocześnie zbliżając się do Sary coraz bardziej. Widziałam, że się bała. Zamknęła oczy i tak jak by nie chciała wiedzieć jak to się wszystko skończy. Ja już wtedy nie wytrzymałam i nie mogłam się powstrzymać przed odezwaniem do niego. Jednak dopiero gdy chciał dotknąć jej twarzy pękłam.
- Zostaw ją! - jednocześnie odepchnęłam jego rękę od jej twarzy. Nie mogłam pozwolić by on tak bezkarnie robił co mu się podoba. Gdy Ci trzej debile nic się nie odzywali.
- Ooo! Widzę, że trafiła Ci się pyskata - wtedy skierował się w moim kierunku. Stanął naprzeciwko mnie i głupio się patrzał. Wzrok ani razu nie obniżył poniżej mojej twarzy - Może tak Etanku podzielisz się ze mną, co? Masz dwie. Jedna Ci wystarczy - mówił to i nawet się na niego nie patrzył.
- Lucas nie rób sobie problemów - powiedział do niego chyba Etan bo tak do niego wcześniej zwrócił się ten cały Lucas.
- No weź. Nie bądź taki. Trzeba się dzielić przecież.
- Dość. Wracaj do swoich - powiedział to ze słyszalnym gniewem, ale nie takim z jakim wcześniej zwracał się do mnie, tylko z gorszym.
- Dobra, dobra. Nie denerwuj się już tak. Pamiętaj, że złość piękności szkodzi - mówił to do niego i się śmiał. Etan wtedy najprawdopodobniej nie wytrzymał i złapał go za koszulkę i zaczął mówić.
- Mam Cie już dość. Albo sam pójdziesz do siebie, albo ja tam Cie zaciągnę i to nie skończy się już tak miło - Lucas wtedy zdjął rękę Etana. Otrzepał koszulkę jak by chciał ją od czegoś wyczyścić i się odezwał.
- Sam znajdę drogę - odwrócił się i już szedł przed siebie gdy nagle zatrzymał się i powiedział tym razem do mnie - Mam nadzieję Ruda, że jeszcze się spotkamy - i ruszył dalej.
- Nie licz na to! - krzyknął do niego na odchodne Etan.
________________________________________________________________________
Jeżeli wam się podoba to co piszemy to mamy prośbę. Komentujcie! Dla nas to bardzo ważne! :D

wtorek, 29 października 2013

Rozdział 3

     Włącz


     Gdy szłyśmy w kierunku wodospadu było coraz ciemniej. Niebo oświetlał tylko blask księżyca, który był w pełni i gwiazdy które go otaczały. Atmosfera była koszmarna. Cały ten las był dziwny, taki inny, a w nim było tylko słychać gałęzie poruszające się na wietrze i nasze kroki.
     Byłyśmy coraz bliżej naszego celu, gdy nagle upadłam ze zmęczenia. Nie miałam już siły iść, a ból nogi był już nie do zniesienia. 
- Sara ja już nie mam siły! Zróbmy chociaż chwile przerwy. Daj mi odpocząć... - mówiłam to strasznie zmęczona. Sara ukucneła koło mnie, złapała mnie za ramię i powiedziała : 
- Dobrze. Zostań tutaj. Ja za chwilę przyjdę. W razie czego krzycz - powiedziała to i lekko się uśmiechnęła, chociaż ja wiedziałam jak strasznie się bała. Obie byłyśmy tego świadome, że o tej porze nikogo tutaj nie znajdziemy, że jesteśmy w tym lesie same. Każda z nas o tym wiedziała, lecz żadna tego nie chciała powiedzieć na głos. 
- Dobra. Idź. Tylko uważaj na siebie - uśmiechnęłam się do niej i Sara ruszyła w stronę wodospadu. 
     Po chwili zniknęła za drzewami i już jej nie widziałam. Zostałam sama w tym lesie. Z chwili na chwile robiło się coraz ciemniej, zimny wiatr poruszał gałęziami drzew, a temperatura spadała. Było coraz zimniej. Oparłam się o pobliskie drzewo, by chociaż trochę schronić się przed wiatrem. Czas, w którym nie było Sary wydawał mi się ciągnąć w nieskończoność. Sekundy stawały się dla mnie minutami, a minuty godzinami. Nie powiem, że się nie bałam bo bałam się i to strasznie. Kto by się nie bał. Przecież jest tyle strasznych historii, które odgrywają się w lesie, właśnie o takich porach jak teraz. 
      Kiedy siedziałam pod tym drzewem, nagle usłyszałam łamiącą się gałęzi. Szybko odwróciłam głowę w tamtym kierunku, jednak nikogo tam nie było. Powoli tak aby nie narobić hałasu zaczęłam się podnosić, podpierając się o drzewo przy którym niedawno siedziałam. W momencie kiedy stałam już o własnych siłach zaczęłam iść w kierunku, w którym poszła Sara. Gdy położyłam rękę na jednym z otaczających mnie drzew, by się podtrzymać poczułam na niej czyjś dotyk. W tym momencie zamarłam. Nie wiedziałam co mam robić. Impulsywnie zaczęłam biec przed siebie i krzyczeć: "Sara! Ratuj! Pomóż!". Jednak nigdzie jej nie było. Podczas, gdy biegłam zaczęły mi lecieć łzy, których nawet nie starałam się powstrzymać. Biegłam przed siebie chociaż nie wiedziałam czy ktoś mnie goni, czy ktoś tam w ogóle był i czy to nie moja wyobraźnia płata mi figle. W jednej chwili nie miałam już siły i stanęłam. Odwróciłam głowę w kierunku, z którego przed chwilą przybiegłam jednak tam nikogo nie było. Byłam sama. Sama w tym wielkim ciemnym lesie. Otaczały mnie tylko drzewa. Drzewa, które wszystkie były takie same, które niczym się od siebie nie różniły. Cały ten las w tamtej chwili był dla mnie jak jeden wielki labirynt, z którego trudno jest wyjść. Gdy chciałam iść dalej przed siebie zobaczyłam postać młodego mężczyzny, którego oświetlało światło księżyca. Jego skóra świeciła się jak dopiero co wytopione srebro. A oczy, które się na mnie patrzały świeciły jak małe diamenty. Powoli zaczęłam się cofać do tyłu, gdy nagle potknęłam się o gałąź i upadłam. Nie wiedziała co mam robić, już nie miałam siły nawet by się bronić. On wtedy zaczął powoli się do mnie zbliżać. Od razu było widać jak bardzo jest pewny siebie. Zaczęłam mówić z przerażeniem, tak bardzo się bałam:
- Proszę. Zostaw mnie. Ja nic nie mam. Odejdź. Proszę... - to ostanie słowo powiedziałam tak cicho jak bym sama nie była tego pewna. 
     Spojrzałam się na niego i rozpłakałam się na dobre, jednak on dalej szedł w moim kierunku. Myśli, które miałam teraz w głowie krążyły wokół jednego : "już po Tobie". Gdy był na tyle blisko mnie, kucnął przede mną i zakrył mi usta jednym palcem i wydobyło się tylko jedno słowo: " Cicho". Wyciągnął dłonie w moim kierunku, a ja odruchowo zakryłam twarz rękoma, w obawie, że mnie uderzy. Ten jednak złapał mnie za dłonie i pociągnął do góry by pomóc wstać. Gdy stałam już na nogach, on wziął moją rękę do siebie i zaczął prowadzić w nieznanym mi kierunku. Powoli szłam za nim, co jednak było dość trudne z powodu mojej nogi. Jednak ten obcy chłopak w pewnym sensie pomagał mi iść. Gdy kilka razy prawie upadłam, on zawsze w tym momencie mnie łapał i pomagał wstać.
     Szliśmy w nieznanym mi kierunku w ciszy, która była w pewnym sensie straszna, a zarazem dobra. W głębi duszy miałam nadzieje, że pozwoli mi odejść. Jednak tak się nie stało. Twardo szedł przed siebie. Szliśmy tak aż do momentu gdy usłyszałam wodę. Szum wody, który wydobywał się z głębi lasu. Nagle skończyły się drzewa, a my staliśmy przed wodospadem. Tak, tym samym, którego Sara poszła szukać. Gdyby nie okoliczności zapewne bym zachwycała się jego widokiem, jednak teraz byłam jeszcze bardziej przerażona. Pomyślałam sobie: "Utopi mnie w nim". Ale tak się nie stało. On ruszył w kierunku starego domku, który znajdował się koło wodospadu. Przed wejściem stały trzy postacie. Dwie większe i pomiędzy nimi, jedna drobna. Gdy byliśmy coraz bliżej zorientowałam się, że pomiędzy nimi stoi Sara. Tak samo przestraszona jak ja. Tamci dwaj też stali w ciszy i nic nie mówili. W momencie, gdy byłam już dość blisko Sary rzuciłam jej się w ramiona i wtuliłam jak mała dziewczyna w swojego misia. Ona zrobiła tak samo. Po chwili się od siebie odsunęłyśmy i spojrzałyśmy sobie w oczy. Obie wiedziałyśmy, że musimy być cicho, a w naszych oczach panował strach. W tym momencie królem był lęk, który za żadne skarby świata nie chciał odejść.

___________________________________________________________________________________

Przepraszamy, że taki krótki, ale możemy obiecać, że następny będzie dłuższy. Jeżeli podoba wam się to co piszemy prosimy o komentarze.

poniedziałek, 21 października 2013

Rozdział 2

     Droga mijała nam bardzo dobrze. Cały czas rozmawiałyśmy, śmiałyśmy się i śpiewałyśmy piosenki, które leciały z radia. Nie było nudno. Właśnie skończyła się jedna piosenka i zaczynała kolejna i znowu zaczęłyśmy śpiewać. Nadszedł czas refrenu i obie skierowałyśmy głowy w swoją stronę i śpiewałyśmy, nie patrząc na drogę. W pewnym momencie spojrzałam na jezdnię i zobaczyłam stojącą postać, która stała i nie zwracała uwagi na to, że prosto na nią jedzie samochód.
- Sara uważaj! - tylko to zdążyłam krzyknąć. Sara spojrzała się na drogę i próbowała hamować  jednak było już za późno. W ostatniej chwili przed uderzeniem tej osoby skręciła w bok i wjechała w drzewo. Poczułam silne uderzenie, a potem była już tylko ciemność.

Z PERSPEKTYWY SARY

     Całkiem dobrze nam się jechało. Nie było momentu żebyśmy siedziały cicho. Żadnej z nas to nie przeszkadzało, bo bardzo lubimy swoje towarzystwo. Zresztą jak by mogło być inaczej. Znamy się od zawsze. Razem się wychowywałyśmy, a to że teraz miałyśmy zamieszkać razem było tylko kwestią czasu.
Śpiewałyśmy właśnie refren piosenki, która leciała z radia, kiedy usłyszałam Amandę:
- Sara uważaj! - spojrzałam się wtedy na drogę i zobaczyłam kogoś stojącego na jezdni. Szybko nacisnęłam hamulec, ale nie dałam już rady wyhamować. Robiłam co w mojej mocy żeby nie uderzyć w ta osobę. Skręciłam szybko w bok samochodem i zjechałam na bok. Uderzyłyśmy w stojące drzewo i po chwili straciłam przytomność.

Z PERSPEKTYWY AMANDY

     Po przebudzeniu się oczy na początku nie mogły mi się przyzwyczaić do panującego światła. Po chwili jednak się do tego dostosowały. Na samym początku nie wiedziała co się dzieje i gdzie jestem. Dokoła mnie znajdowały się same drzewa i rośliny. Powoli podniosłam się do pozycji siedzącej i od razu odruchowo złapałam się za głowę  Odwróciłam się w bok i zobaczyłam, że jakieś 5 metrów dalej leży Sara.  Nie przyjemne ciarki przeszły mi po plecach, a łzy podeszły mi do oczu. Szybko chciałam do niej podejść jednak to nie było możliwe. Przy próbie podniesienia się poczułam ogromny ból w prawej nodze, od razu się za nią złapałam. W tym momencie zdenerwowanie wzięło górę nad spokojem Rozpłakałam się jak małe dziecko. Nie wiedziałam co mam robić. Sara leżała nieprzytomna i wcale się nie ruszała. Za to ja nie mogłam nawet do niej podejść
- Sara! Wstawaj! - krzyczałam do niej tak głośno jak tylko pozwalały mi na to łzy, których z każdą minutą było coraz więcej. Wiedziałam, że muszę znaleźć się blisko niej. Zaczęłam poruszać się w jej kierunku na siedząco. Kiedy byłam już koło niej natychmiastowo zaczęłam nią szturchać - Sara obudź się! No wstawaj! Nie wygłupiaj się! To nie jest śmieszne! - tak bardzo jak teraz nie bałam się nigdy. Byłam załamana i wtedy ona otworzyła oczy. Natychmiastowo się do niej przytuliłam
- Sara nawet nie wiesz jak mnie wystraszyłaś!
- Ała! Moja głowa! - chwyciła się ręką za głowę. To dziwne. Na początku nie zauważyłam, że ma rozwalony łuk brwiowy, z którego leci krew - Gdzie my w ogóle jesteśmy!? - mówiąc to rozglądała się dookoła. Widać było, że jest tak samo zdziwiona i przerażona jak ja.
- Nie wiem. Do cholery jasnej nie wiem skąd my się tutaj wzięłyśmy!
- Jak to!? Zaraz. Gdzie jest mój samochód? Przecież uderzyłyśmy w drzewo przy drodze. A tu do cholery nie ma żadnej drogi! - podniosła się i zaczęła chodzić w kółko. Jednak po chwili upadła na ziemie i zaczęła płakać.
- Nie płacz - wiem, że to było najgorsze co mogłam do niej teraz powiedzieć, ale nie wiedziałam co ja mogę zrobić. Czułam się bezradna. Przysunęłam się do niej i ją przytuliłam.
- Emi. Co my teraz zrobimy? Jakim cudem my w ogóle się tutaj znalazłyśmy?
- Ja naprawdę nie wiem - teraz i ja zaczęłam płakać. Strach znowu wrócił. Nagle Sara się zerwała.
- Dobra koniec. Wstawaj. Musimy poszukać pomocy. Przecież musi tu ktoś być. Same tutaj się nie znalazłyśmy - wyciągnęła do mnie rękę i czekała aż ją chwycę by pomóc mi wstać. ja jednak dalej siedziałam i patrzyłam się na nogę, która mnie bolała - Na co czekasz? Podaj rękę to pomogę Ci wstać.
- Ale ja nie wstanę.
- Co? Jak to nie wstaniesz?
- Moja noga jest chyba złamana. Próbowałam wcześniej wstać i nie dałam rady. Strasznie boli.
- Kurcze. Pomogę Ci. Damy rade - nachyliła się nade mną bym objęła ją za szyje, a ona złapała mnie w pasie - Bardzo boli? - zapytała się patrząc na moją nogę, gdy już stałam.
- Jak cholera, ale dam radę. A jak Twoja brew?
- Nie boli. Krew też już nie leci. W którą stronę idziemy?
- Nie mam pojęcia. Może prosto?
     Sara tylko pokiwała głową na znak, że się zgadza i ruszyłyśmy. Szłyśmy w ciszy. Żadna z nas się nie odzywała. Ta cisza jednak nie była zła. W tej sytuacji w jakiej się znajdowałyśmy było to najlepsze co mogłyśmy zrobić. Jedynym pytanie jakie chodziło mi po głowie było to jak my się tutaj znalazłyśmy. Jednak w tym momencie nie to było najgorsze. Cały czas czułam jak by ktoś nas obserwował. Już chciałam się odezwać gdy zrobiła to Sara.
- Emi Ty też czujesz jak by ktoś nas obserwował?
- Ty też to czujesz? - ciarki przeszły mi po plecach - Myślałam, że tylko mi się to wydawało.
- Nie wydaje mi się to - ruszyłyśmy dalej i szłyśmy w ciszy - Słyszysz? - powiedziała nagle.
- Ale co? 
- Cicho! Słuchaj! - powiedziała i zakryła mi usta, gdy znowu chciałam powiedzieć : ale co?. Wsłuchiwałam się w ciszę. Na początku nic nie słyszałam.
- Woda!
- Emi to wodospad! Szybko! Może ktoś tam będzie i nam pomoże!
Ruszyłyśmy w stronę wodospadu. Dźwięk spływającej wody był coraz głośniejszy, co oznaczało, że jesteśmy coraz bliżej...

sobota, 19 października 2013

Rozdział 1

     
     Rano obudziły mnie promienie słoneczne wpadające do mojego pokoju przez okno balkonowe. Nie lubię poranków, nie dla tego, że zaczyna się dzień ale dlatego, że trzeba wstać. Tak samo było dzisiaj. Miałam wielką ochotę zostać cały dzień w łóżku. Gdyby nie to, że umówiłam się z Sarą tak bym zrobiła. 
     Zanim wstałam z mojego wielkiego, wygodnego łóżka sięgnęłam po mój telefon by sprawdzić, która godzina. Telefon leżał na szafce nocnej, więc nie musiałam zbyt specjalnie się przemęczać by go wziąć. Gdy spojrzałam na telefon była godzina 12 i miałam 5 nieodebranych połączeń od "Sarka :* ". Powiem szczerze byłam zdziwiona, że o tej godzinie ona już nie śpi, a na dodatek budzi mnie. No cóż wypadałoby oddzwonić, więc wybrałam numer. Odebrała po 3 sygnałach:
- Tak słucham - odebrała telefon i od pierwszego jej słowa nie mogłam wytrzymać ze śmiechu. Była tak poważna, że ktoś kto jej nie znał mógłby powiedzieć, że odebrała na przykład jej mama.
- No cześć. Dzwoniłaś do mnie. Co chciałaś?
- No dzwoniłam. Myślałam, że to ja długo dzisiaj spałam, ale chyba byłam w błędzie.
- No tak dzisiaj sobie trochę dłużej pospałam. A co chciałaś?
- Chciałam Ci powiedzieć, że masz być u mnie o 13, ale zapewne dopiero wstałaś i nie dasz rady. Mam racje? 
- Czy ja wiem. Jak bym się sprężyła to dałabym rade. A to coś ważnego? Czy tylko chcesz pogadać?
- Mam dla Ciebie niespodziankę i chciałam Cię gdzieś zabrać na 2 tygodnie, więc musisz wziąć ze sobą ciuchy i uprzedzić rodziców. To jak będziesz o 13?
- A powiesz mi co to za niespodzianka? I czemu aż na 2 tygodnie?
- A jak myślisz?
- A wiesz, że nie odpowiada się pytanie na pytanie? - i w tym momencie zaczęłam się śmiać, a Sara po chwili mi zawtórowała.
- No to teraz odpowiem Ci na Twoje pytania. Po pierwsze tak wiem, że się nie odpowiada pytanie na pytanie, a na to drugie to nie. Nie powiem Ci co to za niespodzianka i dlaczego akurat na 2 tygodnie. Więc ja się teraz rozłączam a Ty o 13 masz być u mnie.
- No ej ale... - i w tym momencie usłyszałam tylko dźwięk zakończonej rozmowy. No tak ta pinda się rozłączyła. Nie zostało mi nic innego jak się wyszykować.
     Po zakończonej rozmowie od razu wstałam z łóżka i skierowałam się do szafy. Kiedy wybrałam już odpowiedni strój na dzisiejszą pogodę, która muszę powiedzieć dzisiaj była bardzo ładna poszłam do łazienki. Po porannych czynnościach, czyli umyciu się, zrobieniu makijażu i wyprostowaniu włosów wróciłam z powrotem do pokoju. Nie wiedziałam gdzie ona chce jechać na całe 2 tygodnie, no ale zaufam jej i się spakuje. Samo pakowanie nie zajęło mi dużo czasu więc po chwili byłam spakowana na naszą tajemniczą podróż. Z szafki nocnej wzięłam swój telefon, który wrzuciłam do swojej torebki i poszłam do kuchni. W kuchni siedziała moja mama i piła kawę, taty jak zwykle nie było w kuchni bo pewnie leżał i oglądał telewizje. W trakcie robienia śniadania powiedziałam mamie o porannym telefonie do Sary i, że ma dla mnie jakąś niespodziankę. Na początku nie była zbytnio przekonana do tego żeby nie było mnie w domu aż 2 tygodnie, ale gdy powiedziałam, że mam przecież wakacje i chce trochę odpocząć zgodziła się. Podziękowałam jej i zabrałam się za robienie śniadania. Zjadłam na szybko płatki z mlekiem i wyszłam z domu żegnając się z mamą i zabierając po drodze klucze do mieszkania, które po chwili znalazły się w torbie.

Z PERSPEKTYWY SARY

     Dzisiaj zabieram Amandę do mieszkania, które razem z tatą dla nas kupiłam. Wymyśliłam, że pojedziemy tam na 2 tygodnie i zobaczymy jak nam się tam mieszka razem i czy się przypadkiem nie pozabijamy, na przykład kłócąc się o łazienkę.
     Będzie mi trudno jej się nie wygadać gdzie jedziemy, bo zapewne całą drogę będzie narzekać, że ona chce wiedzieć gdzie jedziemy. Zapewne powie mi, że chce ją wywieźć do lasu i tam zostawić, ale to u niej już normalne. No cóż, równo o 13 ma być już u mnie, więc muszę uprzedzić rodziców, żeby jej nic nie mówili w razie gdyby zachciało jej się pytać ich gdzie ją zabieram. W sumie żeby nie robić sobie większych problemów wyjdę już z domu i będę czekała na nią przy samochodzie. Nie będzie miała wyjścia i będzie musiała wsiąść, a wtedy już się pomyśli co zrobić, żeby przestała już mnie namawiać żebym jej powiedziała.

Z PERSPEKTYWY AMANDY

     Po około 10 minutach dochodziłam już pod blok Sary. Szłam już w kierunku jej klatki kiedy usłyszałam, że ktoś mnie woła. Odwróciłam się i zobaczyłam Sarę, która stała przy swoim samochodzie i mi machała. Tak, Sara ma swój samochód. Jakiś czas temu zdała prawo jazdy, a rodzice kupili jej jej pierwszy własny samochód. Od tamtej pory, gdy tylko mamy okazje jedziemy jej samochodem. Najprawdopodobniej tak też będzie tym razem. Tylko jedno będzie się różnic od pozostałych naszych wycieczek. A mianowicie to, że nie wiem gdzie jedziemy.
     Już po chwili do niej doszłam, wsadziłam torbę do bagażnika i wsiadłam do samochodu. Standardowo włączyłyśmy radio i ruszyłyśmy w drogę. Na początku w samochodzie panowała pomiędzy nami niezręczna cisza przerywana tylko piosenkami lecącymi z radia, którą po chwili przerwałam:
- To do kąt jedziemy?
- Nie odpuścisz dopóki się nie dowiesz. Prawda? - w tym momencie się na mnie spojrzała, a ja tylko pokiwałam przecząco głową - No dobra. Powiem Ci. Jedziemy zobaczyć nasze nowe mieszkanie.
- Aha - na początku nie zwróciłam uwagi na to co powiedziała. Dopiero po chwili to do mnie doszło - Zaraz! Co?! Nasze mieszkanie? - nie mogłam uwierzyć co ona do mnie powiedziała.
- Tak nasze - mówiła to i ciągle się śmiała - Jakiś czas temu kupiłam je z tatą. Nie było okazji żeby tam pojechać wcześniej, więc jedziemy teraz. Cieszysz się?
- Czy się ciesze?! Jasne, że tak! Już nie mogę się doczekać kiedy tam dojedziemy i je zobaczę!
- Ja też nie mogę się doczekać. Mieszkanie jest po prostu piękne.
- Na pewno jest piękne. Przecież masz gust i brzydkiego byś nie wybrała. A tak w ogóle to gdzie to jest? 
- No bo to jest... no bo wiesz... - pomyślałam sobie "Kurcze zacina się. Coś jest nie tak"
- No mów! Przecież Cię nie zjem - w tym momencie się zaśmiałyśmy.
- No dobra. To jest 6 godziny drogi z tąd.
- Aż 6 godziny? 
- No fakt trochę daleko. Ale damy rade. Razem zawsze dajemy, więc teraz też damy.
- W sumie masz racje. Jedziemy - obie w tym momencie się uśmiechnęłyśmy. Ktoś inny by powiedział, że nie damy rady, ale nie my. My damy rade. Razem zawsze dajemy sobie rade i tym razem będzie tak samo. To co, że mamy dopiero po 19 lat, ale jesteśmy jak na swój wiek bardzo dojrzałe. Życie zdążyło nam dać w kość byśmy nauczyły się żyć.  Obie wiemy, że dzisiejszy dzień to dopiero początek naszego nowego, lepszego życia....
_________________________________________________________________________

I jest 1 rozdział. Mamy nadzieje, że wam się podoba. Mamy do was jedną prośbę. Jeżeli się podoba to komentujcie. Dla was to tylko chwila a dla nas duża motywacja do dalszego pisania. :D

Prolog


     Jako mała dziewczynka nie zastanawiałam się jak potoczy się moje życie. Moim jedynym zmartwienie było to co będę robiła z koleżankami. W co będziemy się bawić. Życie wydawało się wtedy takie łatwe. Nie myślałam o przyszłości. Teraz z perspektywy czasu wiem, że nikt tak naprawdę nie przygotował mnie do życia. Nikt mi nie wytłumaczył na czym polega miłość, nienawiść, a co najważniejsze jaki jest świat. Może gdybym wiedziała decyzje, które muszę podejmować teraz byłyby prostsze. Może nie popełniałabym tylu błędów co teraz. Moje życie byłoby po prostu lepsze. Potrafiłabym rozróżnić tych dobrych ludzi i tych złych. A teraz? Teraz przez to wszystko zaczynam się gubić. Z pozoru wredna i bezczelna nastolatka, która ma wszystkich gdzieś, zawsze wyraża swoje zdanie teraz nie wie co zrobić. Tak, ja Amanda, która nigdy nie traktowała życia na poważnie się pogubiła. 

poniedziałek, 17 czerwca 2013

Powitanie i bohaterowie

Witamy, jesteśmy tu nowe, ale mamy nadzieję, że wam się spodoba nasz blog :D
Prosimy nie bądźcie zbyt surowi bo to nasze pierwsze opowiadanie, ale na pewno nie ostatni ! :d
_________________________________________________________________________

Nasze pierwsze opowiadanie będzie o zakazanej miłości, której inni nie potrafią zrozumieć. Ona - zwyczajna dziewczyna, która chce poczuć się kochaną. On - chłopak z niezwykłą tajemnicą, który uważa, że prawdziwa miłość zdarza się tylko raz w życiu...


Bohaterowie:


Amanda
19-sto latka, która skończyła właśnie technikum. Wraz ze swoją przyjaciółką Sarą planuje iść na studia. Z Sarą zna się od dzieciństwa, od zawsze trzymały się razem. Oprócz Sary nikomu nie pozwala zdrabniać swojego imienia i mówić do siebie Emi. Uwielbia zabawę w gronie znajomych, ale gdy potrzeba potrafi być opanowana. Interesuje się fotografią i muzyką. Uwielbia grać na gitarze elektrycznej i na perkusji. Swoją przyszłość chciałaby wiązać z muzyką. Ma niską samoocenę i nie wierzy, że ktokolwiek mógłby zwrócić na nią uwagę. Jest bardzo wybuchową dziewczyną, często wybucha gniewem i wyładowuje się na innych. Jeżeli ktoś zalezie jej za skórę nie odpuści dopóki się nie zemści. Nienawidzi, gdy ktoś interesuje się jej życiem. Twierdzi, że jej życie to jej sprawa. Uważa, że takie coś jak miłość nie istnieje i, że życie jest zbyt krótkie na takie głupoty. Jednak życie ma dla niej inny scenariusz. Jeszcze nie wie, że miłość zmieni cały jej świat.



Sara
19-sto latka, która skończyła liceum i wybiera się na studia ze swoją przyjaciółką Amandą. Z Amandą przyjaźnie się od dzieciństwa. Jako małe dziewczynki uwielbiały zmieniać sobie nawzajem imiona i od tamtej pory Sara nazywa ją Emi. Jako jedyna może to robić, bo Amanda nikomu innemu na to nie pozwala. Uwielbia spędzać czas ze znajomymi, ale też ze swoim chłopakiem Mathem, z którym jest już od ponad pół roku i uważa go za wspaniałego człowieka i za miłość swojego życia. Zawsze wszystkich wspiera i stara się pomóc jak tylko potrafi. Jest miła i nieśmiałą dziewczyną, ale gdy potrzeba potrafi być wredna. Nikomu nie pozwoli manipulować swoim życiem. Uważa, że sama najlepiej wie co jest dla niej najlepsze w życiu, a nie inni. Od dzieciństwa gra na pianinie co jest jej wielką pasją. W wolnym czasie rysuje i zajmuje się fotografią. Sara uważa, że miłość to najlepsze co ją w życiu spotkało.



Etan
135-letni wampir, który został zamieniony w 1878 roku, gdy chorował na grypę hiszpankę w szpitalu w Chicago. Gdy został przemieniony miał 23 lata. Lekarze próbowali go ratować, jednak po wielu zabiegach stwierdzili, że nie ma dla niego ratunku i skazali go na śmierć. Podczas nocy w której miał umrzeć przyszedł do niego wampir. William Evans. Tak to on postanowił dać mu szanse na to żeby mógł żyć wiecznie przy boku jego i jego rodziny. Od tej pamiętnej nocy Ethan jest wampirem. Nie żywi się krwią ludzką, lecz zwierzęcą. Zachowuje się jak zwykły chłopak dopóki nie zapada zmrok. Wtedy wraz ze swoją rodziną wybiera się na łowy. Jest jednym z najszybszych wampirów. Nie przeszkadza mu ten tryb życia. Dostosował się do niego i nie chce nic zmieniać. Jest mu dobrze tak jak jest.  Uważa, że miłość dla wampira nie jest dobra, że jest to dla niego tylko moment słabości, który ktoś inny może wykorzystać przeciwko niemu. Nie wie jeszcze jak bardzo się myli.



William Evans
368-letni wampir o wyglądzie trzydziestoletniego mężczyzny. Dzięki latom praktyk uodpornił się na zapach krwi. Pracuje jako lekarz w szpitalu w Chicago. To on przemienił Ethana w 1928 roku gdy chorował na grypę hiszpankę. Williamowi szkoda było chłopaka, którego skazali na śmierć i postanowił dać mu szanse na "nowe" wieczne życie. Jest przyszywanym ojcem Ethana i jego rodzeństwa. Założyciel rodziny Evans, najbardziej cierpliwy i rozsądny z wampirów. Wierzy w całą swoją rodzinę i uważa, że dobrze postąpił zmieniając ich wszystkich w wampiry. Williams jest otwarty i nie przeszkadza mu towarzystwo zwykłych śmiertelników.





Elizabeth Evans
Wampirzyca, która jest żoną Williama i przyszywaną matką Evansów. Została przemieniona przez swojego męża po dowiedzeniu się, że on sam jest wampirem. Bardzo troskliwa i opiekuńcza, cechuje ją wielkie serce. Kocha swoje przybrane dzieci i także jak jej mąż uodporniła się na zapach ludzkiej krwi.














Sophie
219-letnia wampirzyca, która została przemieniona przez Elizabeth. Została przemieniona gdy miała 21 lat. Jest zakochana w Etanie, jednak jej uczucie nie zostają odwzajemnione. Jest jednym na najmądrzejszych wampirów co zyskała w czasie przemiany.














Jonatan
230-letni wampir. Został przemieniony przez Williama. Po tym jak sprzeciwił się zasadą Evansów na temat krwi został wydalany z rodziny. Wywalono go za to, że nie chciał zgodzić się na picie tylko zwierzęcej krwi. Od tamtej pory nazywa się największym wrogiem Evansów. Na każdym możliwym kroku uprzykrza im życie.




Emily
173-letnia wampirzyca, która jako jedyna ma trudności z zasadą Evansów. Ciągle stara się powstrzymywać od chęci wypicia ludzkiej krwi. Daje rade do momentu, aż człowiek się nie skaleczy i krew nie wyda swojego zapachu na skutek czego jej zmysły szaleją. Sama w takich sytuacjach nie daje sobie rady. Jej umiejętnością, o której sama jeszcze nie wie jest czytanie w myślach.




Jeffrey
160-letni wampir. Jest bardzo pewny siebie i uważa, że wszystko to co pragnie będzie jego. Po przemianie dostał wielką moc, którą jest siła. Potrafi jedną ręką rozwalić ścianę. Bardzo szybko się denerwuje i nie panuje nad swoim gniewem co jest jego wielkim problemem.











Olivier
98-letni wampir. Jest najmłodszy z rodziny Evansów. Został zamieniony w wampira tylko ze względu na to, że zaatakował go Jonathan by sprzeciwić się Williamowi co do panujących jego zasad. Olivier wciąż nie może pogodzić się z tym, że został wampirem, ale uważa, że nic nie dzieje się bez przyczyny, a ktoś tam na górze ułożył dla niego właśnie taki plan na życie. Zaraz po przemianie obiecał sobie, że nigdy nie pozwoli by Jonathanie skrzywdził kogoś tak bardzo jak jego. 








Lucas
Urodził się w 955 roku, w nocy, w jednym z lasów niedaleko małej wioski. Od urodzenia jest wilkołakiem. W nocy poluje na swoje ofiary, potem zabija je, rozszarpuje, a na koniec pożera. Na swoim koncie ma tysiące ofiar, a wie, że to jeszcze nie koniec. Nienawidzi wampirów. Uważa, że oni tylko mu przeszkadzają i płoszą pożywienie, przez co nie raz doszło pomiędzy nimi do spięć, które nie kończą się tylko na zwykłej wymianie zdań, a często na pokazie sił.



Ryan
Urodził się w 1356 roku. Był przyjacielem Lucasa. Gdy poznał jego tajemnice zapragnął by Lucas go przemienił. Ten jednak nie chciał. Po długich namowach Lucas go przemienił. Został ugryziony w rękę co spowodowało jego późniejszą zmianę. Nadal jest przyjacielem Lucasa. Uważa, że przemiana w wilkołaka to dobra decyzja. Od czasu przemiany jest jednym z najlepszych. 











Diana

Urodziła się w 985 roku w małej chacie niedaleko lasu. Narodziła się jako wilkołak. Swoją rodzinę opuściła w wieku 18 lat. Od tamtej pory była sama do czasu gdy nie poznała reszty wilkołaków z pobliskiego lasu. Przypadkowo przemieniła Jessice w wilkołaka czego później nie żałowała. Zyskała przyjaciółkę. Czasem zastanawia się co by było, gdyby urodziła się człowiekiem, a nie wilkołakiem. Nurtuje ją tylko jedna rzecz, a mianowicie jakby wyglądało wtedy jej życie.




Jessica
Urodziła się w 1283 roku. Została przemieniona przez przypadek przez Elizabeth. Stało się to wtedy gdy ta znalazła ją leżącą nieprzytomną w lesie, gdy została brutalnie pobita i zgwałcona. Elizabeth nie mogła się powstrzymać gdy poczuła zapach ludzkiej krwi. Ostatecznie ugryzła ją przypadkiem przemieniając ją w wilkołaka. Od tamtej pory trzymają się razem. Jessica jest mściwą dziewczyną. Dlatego też po przemianie zemściła się na swoich oprawcach i z zimną krwią rozdarła ich na strzępy. Jako jedyna wilkołaczka ma taką siłę, że jedną ręką może zatrzymać samochód. Uważa, że co jej nie zabije to ją wzmocni. Jej jedyną regułą jest "oko za oko, ząb za ząb".



Jack
Z reguły zwykły chłopak, a skrywa niezwykła tajemnice. Jest wilkołakiem. W wieku 19 lat, czyli w 1283 roku został przemieniony przez Jessice. Jessica przemieniła go z miłości. Znała go jeszcze przed swoją przemianą. Już wtedy byli parą. Od tamtej pory nadal nią są, a minęło już 730 lat. Jeffrey od razu wybaczył to Jessice choć zrobiła to bez jego zgody, a mianowicie, gdy spał. Przyzwyczaił się do tego, że jest wilkołakiem. Pokochał taki styl życia. Uważa, że śmierć to dopiero początek. 








Michael
Urodził się w 1583 roku jako wilkołak. Jest dumny z tego kim jest i nie chciałby być nikim innym. Jako jedyny po przemianie w wilka ma czerwone oczy, co oznacza, że jako jedyny może wilkołaka zamienić w człowieka. Nikt inny nie ma takiej mocy. Nigdy jednak nie wykorzystał swojej mocy i nie ma takiego zamiaru. Uważa, że jeżeli ktoś stał się wilkołakiem to z tym wiąże się jego przyszłość. A on nie lubi zmieniać przyszłości.









Charlotte
20-letnia czarownica. Jej rodzice zmarli gdy miała 6 lat. Od tamtej pory zajmuje się nią babcia. Również czarownica. Ten dar jest w jej rodzinie przekazywany co drugie pokolenie. Na początku myślała, że to co babcia jej opowiada to tylko wymyślone bajki, którymi chce jej umilić czas. Jednak z kwestią czasu uwierzyła, że to nie są bajki, a rzeczywistość. Od tamtej pory uczy się i szkoli by być najlepszą. Twierdzi, że wszystko potrafi pojąć i się tego nauczyć. A jeżeli będzie trzeba posunie się do ostateczności by osiągnąć swój cel.







Grace
18-letnia czarownica. Nie może się przyzwyczaić do myśli, że ma moce. O tym, że jest czarownicą dowiedziała się niedawno od swojej babci, która też jest czarownicą. Poznała Charlotte i uczy się wszystkiego od niej. Traktuje ją jako swoją nauczycielkę, ale i przyjaciółeczkę, ponieważ wie, że nic co jest związane z magią nie może wyjść po za jej krąg. Dlatego teraz zwierza się tylko jej. Uważa, że wszystko to co się dzieje jest zwykłym snem, z którego zaraz się obudzi.