Włącz
Gdy szłyśmy w kierunku wodospadu było coraz ciemniej. Niebo oświetlał tylko blask księżyca, który był w pełni i gwiazdy które go otaczały. Atmosfera była koszmarna. Cały ten las był dziwny, taki inny, a w nim było tylko słychać gałęzie poruszające się na wietrze i nasze kroki.
Byłyśmy coraz bliżej naszego celu, gdy nagle upadłam ze zmęczenia. Nie miałam już siły iść, a ból nogi był już nie do zniesienia.
- Sara ja już nie mam siły! Zróbmy chociaż chwile przerwy. Daj mi odpocząć... - mówiłam to strasznie zmęczona. Sara ukucneła koło mnie, złapała mnie za ramię i powiedziała :
- Dobrze. Zostań tutaj. Ja za chwilę przyjdę. W razie czego krzycz - powiedziała to i lekko się uśmiechnęła, chociaż ja wiedziałam jak strasznie się bała. Obie byłyśmy tego świadome, że o tej porze nikogo tutaj nie znajdziemy, że jesteśmy w tym lesie same. Każda z nas o tym wiedziała, lecz żadna tego nie chciała powiedzieć na głos.
- Dobra. Idź. Tylko uważaj na siebie - uśmiechnęłam się do niej i Sara ruszyła w stronę wodospadu.
Po chwili zniknęła za drzewami i już jej nie widziałam. Zostałam sama w tym lesie. Z chwili na chwile robiło się coraz ciemniej, zimny wiatr poruszał gałęziami drzew, a temperatura spadała. Było coraz zimniej. Oparłam się o pobliskie drzewo, by chociaż trochę schronić się przed wiatrem. Czas, w którym nie było Sary wydawał mi się ciągnąć w nieskończoność. Sekundy stawały się dla mnie minutami, a minuty godzinami. Nie powiem, że się nie bałam bo bałam się i to strasznie. Kto by się nie bał. Przecież jest tyle strasznych historii, które odgrywają się w lesie, właśnie o takich porach jak teraz.
Kiedy siedziałam pod tym drzewem, nagle usłyszałam łamiącą się gałęzi. Szybko odwróciłam głowę w tamtym kierunku, jednak nikogo tam nie było. Powoli tak aby nie narobić hałasu zaczęłam się podnosić, podpierając się o drzewo przy którym niedawno siedziałam. W momencie kiedy stałam już o własnych siłach zaczęłam iść w kierunku, w którym poszła Sara. Gdy położyłam rękę na jednym z otaczających mnie drzew, by się podtrzymać poczułam na niej czyjś dotyk. W tym momencie zamarłam. Nie wiedziałam co mam robić. Impulsywnie zaczęłam biec przed siebie i krzyczeć: "Sara! Ratuj! Pomóż!". Jednak nigdzie jej nie było. Podczas, gdy biegłam zaczęły mi lecieć łzy, których nawet nie starałam się powstrzymać. Biegłam przed siebie chociaż nie wiedziałam czy ktoś mnie goni, czy ktoś tam w ogóle był i czy to nie moja wyobraźnia płata mi figle. W jednej chwili nie miałam już siły i stanęłam. Odwróciłam głowę w kierunku, z którego przed chwilą przybiegłam jednak tam nikogo nie było. Byłam sama. Sama w tym wielkim ciemnym lesie. Otaczały mnie tylko drzewa. Drzewa, które wszystkie były takie same, które niczym się od siebie nie różniły. Cały ten las w tamtej chwili był dla mnie jak jeden wielki labirynt, z którego trudno jest wyjść. Gdy chciałam iść dalej przed siebie zobaczyłam postać młodego mężczyzny, którego oświetlało światło księżyca. Jego skóra świeciła się jak dopiero co wytopione srebro. A oczy, które się na mnie patrzały świeciły jak małe diamenty. Powoli zaczęłam się cofać do tyłu, gdy nagle potknęłam się o gałąź i upadłam. Nie wiedziała co mam robić, już nie miałam siły nawet by się bronić. On wtedy zaczął powoli się do mnie zbliżać. Od razu było widać jak bardzo jest pewny siebie. Zaczęłam mówić z przerażeniem, tak bardzo się bałam:
- Proszę. Zostaw mnie. Ja nic nie mam. Odejdź. Proszę... - to ostanie słowo powiedziałam tak cicho jak bym sama nie była tego pewna.
Spojrzałam się na niego i rozpłakałam się na dobre, jednak on dalej szedł w moim kierunku. Myśli, które miałam teraz w głowie krążyły wokół jednego : "już po Tobie". Gdy był na tyle blisko mnie, kucnął przede mną i zakrył mi usta jednym palcem i wydobyło się tylko jedno słowo: " Cicho". Wyciągnął dłonie w moim kierunku, a ja odruchowo zakryłam twarz rękoma, w obawie, że mnie uderzy. Ten jednak złapał mnie za dłonie i pociągnął do góry by pomóc wstać. Gdy stałam już na nogach, on wziął moją rękę do siebie i zaczął prowadzić w nieznanym mi kierunku. Powoli szłam za nim, co jednak było dość trudne z powodu mojej nogi. Jednak ten obcy chłopak w pewnym sensie pomagał mi iść. Gdy kilka razy prawie upadłam, on zawsze w tym momencie mnie łapał i pomagał wstać.
Szliśmy w nieznanym mi kierunku w ciszy, która była w pewnym sensie straszna, a zarazem dobra. W głębi duszy miałam nadzieje, że pozwoli mi odejść. Jednak tak się nie stało. Twardo szedł przed siebie. Szliśmy tak aż do momentu gdy usłyszałam wodę. Szum wody, który wydobywał się z głębi lasu. Nagle skończyły się drzewa, a my staliśmy przed wodospadem. Tak, tym samym, którego Sara poszła szukać. Gdyby nie okoliczności zapewne bym zachwycała się jego widokiem, jednak teraz byłam jeszcze bardziej przerażona. Pomyślałam sobie: "Utopi mnie w nim". Ale tak się nie stało. On ruszył w kierunku starego domku, który znajdował się koło wodospadu. Przed wejściem stały trzy postacie. Dwie większe i pomiędzy nimi, jedna drobna. Gdy byliśmy coraz bliżej zorientowałam się, że pomiędzy nimi stoi Sara. Tak samo przestraszona jak ja. Tamci dwaj też stali w ciszy i nic nie mówili. W momencie, gdy byłam już dość blisko Sary rzuciłam jej się w ramiona i wtuliłam jak mała dziewczyna w swojego misia. Ona zrobiła tak samo. Po chwili się od siebie odsunęłyśmy i spojrzałyśmy sobie w oczy. Obie wiedziałyśmy, że musimy być cicho, a w naszych oczach panował strach. W tym momencie królem był lęk, który za żadne skarby świata nie chciał odejść.
___________________________________________________________________________________
Przepraszamy, że taki krótki, ale możemy obiecać, że następny będzie dłuższy. Jeżeli podoba wam się to co piszemy prosimy o komentarze.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz