Ciszę
panującą wokół przerwał jeden z nich, ten którego skóra
najbardziej świeciła w świetle księżyca, ten który znalazł
mnie w lesie:
-
Spokojnie, nie denerwujcie się. My czujemy wasz strach, ale
możliwe, że ktoś inny także.
-
Co?! O co tu w ogóle chodzi?! Co wy czujecie?! Kim wy w ogóle jesteście?! Czemu wasza skóra świeci w blasku księżyca?! Co tu
jest grane?! - miałam tyle nurtujących mnie pytań, na które nie
znałam odpowiedzi. Oni przecież są prawie identyczni. Ich blada
cera, oczy przepełnione blaskiem, który pierwszy raz widzę na oczy,
który tak bardzo przyciąga.
Już
otwierał usta, by najprawdopodobniej nam odpowiedzieć, gdy nagle
przerwało mu wycie wilka. To nie było zwykłe wycie. Teraz i w ich
oczach można było zobaczyć zdenerwowanie co jeszcze bardziej
wzmogła w nas strach Spojrzałam się na Sarę, była strasznie
przerażona, wyglądała tak jak by zamknęła się w sobie. Teraz
dopiero zauważyłam, że od dłuższego czasu nic, a nic się nie
odzywa. Tak jakby słowa utknęły jej w gardle i nie potrafiła ich
wypowiedzieć. Nic się nie odzywała. Złapałam ją za rękę i
postanowiłam, że już za nic w świecie jej nie wyposzczę.
Z
chwili na chwile atmosfera robiła się coraz gorsza. Nasze
zdenerwowanie można było wyczuć na kilometr. Obie wiedziałyśmy,
że coś jest nie tak, że zwykłym wyciem wilka by się tak nie przejęli Nagle jeden z nich się odezwał, ten sam co mnie tutaj
przyprowadził. W tym momencie zauważyłam, że cały czas tylko on
się odzywa, a tamci dwaj stoją w ciszy i nic się nie odzywają.
-
Musimy iść. Natychmiast.
-
Co?! Co tutaj się dzieje?! - nagle odezwała się Sara. Po tak
długiej ciszy w końcu usłyszałam jej głos. Głos, który nie był
taki sam jak zwykle. Wiem, że to nie było dla niej łatwe, jednak w
tym momencie emocje wzięły górę i nie wytrzymała. Coś w niej
pękło. Jej oczy nie pokazywały żadnych emocji, a mimika twarzy
nie zmieniała się ani trochę od momentu kiedy się odezwała.
Doskonale wiedziałam, że czeka na odpowiedź tak samo jak ja.
-
Nie ma teraz czasu na tłumaczenia. Chcecie żyć? - zapytał się tak
jak by naprawdę nie wiedział czego chcemy, a przecież wydawałoby
się, że nasza odpowiedź będzie oczywista, że szkoda marnować
czasu na tak głupie pytanie.
-
Co to za głupie pytanie?! Przecież to wiadome, że chcemy! - teraz
odezwałam się ja. Co jak co ale takiego pytania z jego strony to
się nie spodziewałam. Przecież nikt by się nie spodziewał. Nie
myślałam, że zapyta się nas czy chcemy żyć. Wszystko mógł
powiedzieć w tej chwili, ale nie takie pytanie. Nie takie.
-
Więc idziemy. Nie robimy żadnych przerw i za żadną cenę się nie
odwracajcie - w jego głosie można było usłyszeć nie prośbę,
czy choćby stwierdzenie, a rozkaz, który my musiałyśmy za wszelką
cenę spełnić.
-
Ale czemu? - Sara tak jak by czytała mi w myślach i zapytała o to
co ja też chciałam wiedzieć.
- Później wam wyjaśnimy. Ruszajcie się. Nie mamy czasu -
odpowiedział i ruszył przed nami. Nas tym samym zostawiając w
tyle. Jego koledzy, bo tak ich chyba mogę nazwać ruszyli za nim i
tak samo jak on nie zwrócili na nas nawet najmniejszej uwagi. Tak
jak by zapomnieli, że ból w nodze uniemożliwia mi szybkie
chodzenie. W tej sytuacji jedynie mogłam liczyć na Sarę która nie
zostawiła mnie jak oni tylko chciała mi pomóc idąc za nimi.
-
Chodź Emi. Musimy za nimi iść - powiedziała, gdy już opierałam
się o jej ramie i byłam gotowa by ruszyć za nimi w nieznanym nam
kierunku.
-
Jak nie będziesz miała siły już pomagać mi iść to mi powiedz.
Wtedy jakoś postaram się sama iść.
-
Dobra - uśmiechnęła się jeszcze do mnie i ruszyłyśmy za nimi w
głąb lasu. Różnica w odległości pomiędzy nami na początku
wynosiła jakieś 5 metrów, ale z minuty na minutę była coraz
większa co było spowodowane różnicą naszych temp chodzenia. Oni
szli dosyć szybko przed siebie, nie zwracając na nas uwagi. Tak jak
by nas w ogóle nie było. W pewnym momencie jeden z nich się
odwrócił i na nas spojrzał. Gdy zobaczył jaka dzieli nas
odległość poklepał po ramieniu tego co z nami rozmawiał. On
także odwrócił się w naszym kierunku, tylko w odróżnieniu do
swoich towarzyszy ruszył w naszym kierunku. Wiedziałam o co mu
chodzi. To co chciał powiedzieć było do przewidzenia.
-
Nie ociągajcie się tak! Mówiłem że macie iść szybciej! To nie
jest jakiś tam spacer! - nie mówił tego spokojnie tylko prawie
krzyczał, co jeszcze bardziej mnie zdenerwowało, niż to, że nie
mogłam normalnie iść.
-
Czy Ty jesteś do cholery ślepy?! Nie widzisz, że nie mogę iść?! Myślisz że jak mam złamaną nogą to będę za Tobą biec?! Jeżeli
tak to się grubo mylisz! Jak Ci tak śpieszno to zabierz Sarę i idź
w cholerę i mnie zostaw! - teraz już krzyczałam. Nie potrafiłam
opanować złości. Głupi zauważyłby, że nie mogę iść, a on
jak by tego nie widział. Patrzał się mi prosto w twarz z szeroko
otwartymi oczami i nic nie mówił - Co się tak na mnie do cholery
gapisz?! Słyszysz?! Mówię do Ciebie! - zrobiłam krok do przodu i pomachałam mu przed oczami. Dopiero wtedy zorientowałam się, że
tak naprawdę on się na mnie nie patrzał. Patrzał się za mnie.
Odwróciłam wzrok w tym samym kierunku, w którym on się patrzał i
zobaczyłam biegające wilki. Wilki, które będąc coraz bliżej nas
zamieniały się w ludzi. To było bardzo dziwne. Sara w tym samym
momencie, gdy ja odwróciła się i zobaczyła to samo. Oczy
automatycznie jej się rozszerzyły i się odezwała.
-
Co to do cholery? - mówiła normalnie, nie krzyczała. Tak jak by
nie chciała by ktoś po za nami to usłyszał. Ja sama nie
wiedziałam co powiedzieć. Kontem oka widziałam, że tamci dwaj też
stoją już z nami. Nagle z pośród wilków wyszedł ktoś. Im był
bliżej tym bardziej można było zauważyć, że to młody
mężczyzna, ale z min naszych towarzyszy można było się domyśleć,
że nie był on ich dobrym znajomym. Zanim się zorientowałam on już
był przy nas. Stał na przeciwko Sary i jej się badawczo
przyglądał. Obejrzał ją od głowy, aż po czubki stóp głupkowato
się przy tym uśmiechając.
-
Widzę Etan, że przyprowadziłeś sobie posiłek do domu - mówił
to jednocześnie zbliżając się do Sary coraz bardziej. Widziałam,
że się bała. Zamknęła oczy i tak jak by nie chciała wiedzieć
jak to się wszystko skończy. Ja już wtedy nie wytrzymałam i nie
mogłam się powstrzymać przed odezwaniem do niego. Jednak dopiero
gdy chciał dotknąć jej twarzy pękłam.
-
Zostaw ją! - jednocześnie odepchnęłam jego rękę od jej twarzy.
Nie mogłam pozwolić by on tak bezkarnie robił co mu się podoba.
Gdy Ci trzej debile nic się nie odzywali.
-
Ooo! Widzę, że trafiła Ci się pyskata - wtedy skierował się w
moim kierunku. Stanął naprzeciwko mnie i głupio się patrzał.
Wzrok ani razu nie obniżył poniżej mojej twarzy - Może tak Etanku
podzielisz się ze mną, co? Masz dwie. Jedna Ci wystarczy - mówił to i nawet się na niego nie patrzył.
-
Lucas nie rób sobie problemów - powiedział do niego chyba Etan bo
tak do niego wcześniej zwrócił się ten cały Lucas.
-
No weź. Nie bądź taki. Trzeba się dzielić przecież.
-
Dość. Wracaj do swoich - powiedział to ze słyszalnym gniewem, ale
nie takim z jakim wcześniej zwracał się do mnie, tylko z gorszym.
-
Dobra, dobra. Nie denerwuj się już tak. Pamiętaj, że złość
piękności szkodzi - mówił to do niego i się śmiał. Etan wtedy
najprawdopodobniej nie wytrzymał i złapał go za koszulkę i zaczął
mówić.
-
Mam Cie już dość. Albo sam pójdziesz do siebie, albo ja tam Cie zaciągnę i to nie skończy się już tak miło - Lucas wtedy zdjął
rękę Etana. Otrzepał koszulkę jak by chciał ją od czegoś
wyczyścić i się odezwał.
-
Sam znajdę drogę - odwrócił się i już szedł przed siebie gdy
nagle zatrzymał się i powiedział tym razem do mnie - Mam nadzieję
Ruda, że jeszcze się spotkamy - i ruszył dalej.
-
Nie licz na to! - krzyknął do niego na odchodne Etan.
________________________________________________________________________
Jeżeli wam się podoba to co piszemy to mamy prośbę. Komentujcie! Dla nas to bardzo ważne! :D
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz