niedziela, 10 listopada 2013

Rozdział 4

     Włącz

     Ciszę panującą wokół przerwał jeden z nich, ten którego skóra najbardziej świeciła w świetle księżyca, ten który znalazł mnie w lesie:
- Spokojnie, nie denerwujcie się. My czujemy wasz strach, ale możliwe, że ktoś inny także.
- Co?! O co tu w ogóle chodzi?! Co wy czujecie?! Kim wy w ogóle jesteście?! Czemu wasza skóra świeci w blasku księżyca?! Co tu jest grane?! - miałam tyle nurtujących mnie pytań, na które nie znałam odpowiedzi. Oni przecież są prawie identyczni. Ich blada cera, oczy przepełnione blaskiem, który pierwszy raz widzę na oczy, który tak bardzo przyciąga.
     Już otwierał usta, by najprawdopodobniej nam odpowiedzieć, gdy nagle przerwało mu wycie wilka. To nie było zwykłe wycie. Teraz i w ich oczach można było zobaczyć zdenerwowanie co jeszcze bardziej wzmogła w nas strach  Spojrzałam się na Sarę, była strasznie przerażona, wyglądała tak jak by zamknęła się w sobie. Teraz dopiero zauważyłam, że od dłuższego czasu nic, a nic się nie odzywa. Tak jakby słowa utknęły jej w gardle i nie potrafiła ich wypowiedzieć. Nic się nie odzywała. Złapałam ją za rękę i postanowiłam, że już za nic w świecie jej nie wyposzczę.
     Z chwili na chwile atmosfera robiła się coraz gorsza. Nasze zdenerwowanie można było wyczuć na kilometr. Obie wiedziałyśmy, że coś jest nie tak, że zwykłym wyciem wilka by się tak nie przejęli  Nagle jeden z nich się odezwał, ten sam co mnie tutaj przyprowadził. W tym momencie zauważyłam, że cały czas tylko on się odzywa, a tamci dwaj stoją w ciszy i nic się nie odzywają.
- Musimy iść. Natychmiast.
- Co?! Co tutaj się dzieje?! - nagle odezwała się Sara. Po tak długiej ciszy w końcu usłyszałam jej głos. Głos, który nie był taki sam jak zwykle. Wiem, że to nie było dla niej łatwe, jednak w tym momencie emocje wzięły górę i nie wytrzymała. Coś w niej pękło. Jej oczy nie pokazywały żadnych emocji, a mimika twarzy nie zmieniała się ani trochę od momentu kiedy się odezwała. Doskonale wiedziałam, że czeka na odpowiedź tak samo jak ja.
- Nie ma teraz czasu na tłumaczenia. Chcecie żyć? - zapytał się tak jak by naprawdę nie wiedział czego chcemy, a przecież wydawałoby się, że nasza odpowiedź będzie oczywista, że szkoda marnować czasu na tak głupie pytanie.
- Co to za głupie pytanie?! Przecież to wiadome, że chcemy! - teraz odezwałam się ja. Co jak co ale takiego pytania z jego strony to się nie spodziewałam. Przecież nikt by się nie spodziewał. Nie myślałam, że zapyta się nas czy chcemy żyć. Wszystko mógł powiedzieć w tej chwili, ale nie takie pytanie. Nie takie.
- Więc idziemy. Nie robimy żadnych przerw i za żadną cenę się nie odwracajcie - w jego głosie można było usłyszeć nie prośbę, czy choćby stwierdzenie, a rozkaz, który my musiałyśmy za wszelką cenę spełnić.
- Ale czemu? - Sara tak jak by czytała mi w myślach i zapytała o to co ja też chciałam wiedzieć.
Później wam wyjaśnimy. Ruszajcie się. Nie mamy czasu - odpowiedział i ruszył przed nami. Nas tym samym zostawiając w tyle. Jego koledzy, bo tak ich chyba mogę nazwać ruszyli za nim i tak samo jak on nie zwrócili na nas nawet najmniejszej uwagi. Tak jak by zapomnieli, że ból w nodze uniemożliwia mi szybkie chodzenie. W tej sytuacji jedynie mogłam liczyć na Sarę  która nie zostawiła mnie jak oni tylko chciała mi pomóc idąc za nimi.
- Chodź Emi. Musimy za nimi iść - powiedziała, gdy już opierałam się o jej ramie i byłam gotowa by ruszyć za nimi w nieznanym nam kierunku.
- Jak nie będziesz miała siły już pomagać mi iść to mi powiedz. Wtedy jakoś postaram się sama iść.
- Dobra - uśmiechnęła się jeszcze do mnie i ruszyłyśmy za nimi w głąb lasu. Różnica w odległości pomiędzy nami na początku wynosiła jakieś 5 metrów, ale z minuty na minutę była coraz większa co było spowodowane różnicą naszych temp chodzenia. Oni szli dosyć szybko przed siebie, nie zwracając na nas uwagi. Tak jak by nas w ogóle nie było. W pewnym momencie jeden z nich się odwrócił i na nas spojrzał. Gdy zobaczył jaka dzieli nas odległość poklepał po ramieniu tego co z nami rozmawiał. On także odwrócił się w naszym kierunku, tylko w odróżnieniu do swoich towarzyszy ruszył w naszym kierunku. Wiedziałam o co mu chodzi. To co chciał powiedzieć było do przewidzenia.
- Nie ociągajcie się tak! Mówiłem  że macie iść szybciej! To nie jest jakiś tam spacer! - nie mówił tego spokojnie tylko prawie krzyczał, co jeszcze bardziej mnie zdenerwowało, niż to, że nie mogłam normalnie iść.
- Czy Ty jesteś do cholery ślepy?! Nie widzisz, że nie mogę iść?! Myślisz  że jak mam złamaną nogą to będę za Tobą biec?! Jeżeli tak to się grubo mylisz! Jak Ci tak śpieszno to zabierz Sarę i idź w cholerę i mnie zostaw! - teraz już krzyczałam. Nie potrafiłam opanować złości. Głupi zauważyłby, że nie mogę iść, a on jak by tego nie widział. Patrzał się mi prosto w twarz z szeroko otwartymi oczami i nic nie mówił - Co się tak na mnie do cholery gapisz?! Słyszysz?! Mówię do Ciebie! - zrobiłam krok do przodu i pomachałam mu przed oczami. Dopiero wtedy zorientowałam się, że tak naprawdę on się na mnie nie patrzał. Patrzał się za mnie. Odwróciłam wzrok w tym samym kierunku, w którym on się patrzał i zobaczyłam biegające wilki. Wilki, które będąc coraz bliżej nas zamieniały się w ludzi. To było bardzo dziwne. Sara w tym samym momencie, gdy ja odwróciła się i zobaczyła to samo. Oczy automatycznie jej się rozszerzyły i się odezwała.
- Co to do cholery? - mówiła normalnie, nie krzyczała. Tak jak by nie chciała by ktoś po za nami to usłyszał. Ja sama nie wiedziałam co powiedzieć. Kontem oka widziałam, że tamci dwaj też stoją już z nami. Nagle z pośród wilków wyszedł ktoś. Im był bliżej tym bardziej można było zauważyć, że to młody mężczyzna, ale z min naszych towarzyszy można było się domyśleć, że nie był on ich dobrym znajomym. Zanim się zorientowałam on już był przy nas. Stał na przeciwko Sary i jej się badawczo przyglądał. Obejrzał ją od głowy, aż po czubki stóp głupkowato się przy tym uśmiechając.
- Widzę Etan, że przyprowadziłeś sobie posiłek do domu - mówił to jednocześnie zbliżając się do Sary coraz bardziej. Widziałam, że się bała. Zamknęła oczy i tak jak by nie chciała wiedzieć jak to się wszystko skończy. Ja już wtedy nie wytrzymałam i nie mogłam się powstrzymać przed odezwaniem do niego. Jednak dopiero gdy chciał dotknąć jej twarzy pękłam.
- Zostaw ją! - jednocześnie odepchnęłam jego rękę od jej twarzy. Nie mogłam pozwolić by on tak bezkarnie robił co mu się podoba. Gdy Ci trzej debile nic się nie odzywali.
- Ooo! Widzę, że trafiła Ci się pyskata - wtedy skierował się w moim kierunku. Stanął naprzeciwko mnie i głupio się patrzał. Wzrok ani razu nie obniżył poniżej mojej twarzy - Może tak Etanku podzielisz się ze mną, co? Masz dwie. Jedna Ci wystarczy - mówił to i nawet się na niego nie patrzył.
- Lucas nie rób sobie problemów - powiedział do niego chyba Etan bo tak do niego wcześniej zwrócił się ten cały Lucas.
- No weź. Nie bądź taki. Trzeba się dzielić przecież.
- Dość. Wracaj do swoich - powiedział to ze słyszalnym gniewem, ale nie takim z jakim wcześniej zwracał się do mnie, tylko z gorszym.
- Dobra, dobra. Nie denerwuj się już tak. Pamiętaj, że złość piękności szkodzi - mówił to do niego i się śmiał. Etan wtedy najprawdopodobniej nie wytrzymał i złapał go za koszulkę i zaczął mówić.
- Mam Cie już dość. Albo sam pójdziesz do siebie, albo ja tam Cie zaciągnę i to nie skończy się już tak miło - Lucas wtedy zdjął rękę Etana. Otrzepał koszulkę jak by chciał ją od czegoś wyczyścić i się odezwał.
- Sam znajdę drogę - odwrócił się i już szedł przed siebie gdy nagle zatrzymał się i powiedział tym razem do mnie - Mam nadzieję Ruda, że jeszcze się spotkamy - i ruszył dalej.
- Nie licz na to! - krzyknął do niego na odchodne Etan.
________________________________________________________________________
Jeżeli wam się podoba to co piszemy to mamy prośbę. Komentujcie! Dla nas to bardzo ważne! :D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz