sobota, 19 października 2013
Rozdział 1
Rano obudziły mnie promienie słoneczne wpadające do mojego pokoju przez okno balkonowe. Nie lubię poranków, nie dla tego, że zaczyna się dzień ale dlatego, że trzeba wstać. Tak samo było dzisiaj. Miałam wielką ochotę zostać cały dzień w łóżku. Gdyby nie to, że umówiłam się z Sarą tak bym zrobiła.
Zanim wstałam z mojego wielkiego, wygodnego łóżka sięgnęłam po mój telefon by sprawdzić, która godzina. Telefon leżał na szafce nocnej, więc nie musiałam zbyt specjalnie się przemęczać by go wziąć. Gdy spojrzałam na telefon była godzina 12 i miałam 5 nieodebranych połączeń od "Sarka :* ". Powiem szczerze byłam zdziwiona, że o tej godzinie ona już nie śpi, a na dodatek budzi mnie. No cóż wypadałoby oddzwonić, więc wybrałam numer. Odebrała po 3 sygnałach:
- Tak słucham - odebrała telefon i od pierwszego jej słowa nie mogłam wytrzymać ze śmiechu. Była tak poważna, że ktoś kto jej nie znał mógłby powiedzieć, że odebrała na przykład jej mama.
- No cześć. Dzwoniłaś do mnie. Co chciałaś?
- No dzwoniłam. Myślałam, że to ja długo dzisiaj spałam, ale chyba byłam w błędzie.
- No tak dzisiaj sobie trochę dłużej pospałam. A co chciałaś?
- Chciałam Ci powiedzieć, że masz być u mnie o 13, ale zapewne dopiero wstałaś i nie dasz rady. Mam racje?
- Czy ja wiem. Jak bym się sprężyła to dałabym rade. A to coś ważnego? Czy tylko chcesz pogadać?
- Mam dla Ciebie niespodziankę i chciałam Cię gdzieś zabrać na 2 tygodnie, więc musisz wziąć ze sobą ciuchy i uprzedzić rodziców. To jak będziesz o 13?
- A powiesz mi co to za niespodzianka? I czemu aż na 2 tygodnie?
- A jak myślisz?
- A wiesz, że nie odpowiada się pytanie na pytanie? - i w tym momencie zaczęłam się śmiać, a Sara po chwili mi zawtórowała.
- No to teraz odpowiem Ci na Twoje pytania. Po pierwsze tak wiem, że się nie odpowiada pytanie na pytanie, a na to drugie to nie. Nie powiem Ci co to za niespodzianka i dlaczego akurat na 2 tygodnie. Więc ja się teraz rozłączam a Ty o 13 masz być u mnie.
- No ej ale... - i w tym momencie usłyszałam tylko dźwięk zakończonej rozmowy. No tak ta pinda się rozłączyła. Nie zostało mi nic innego jak się wyszykować.
Po zakończonej rozmowie od razu wstałam z łóżka i skierowałam się do szafy. Kiedy wybrałam już odpowiedni strój na dzisiejszą pogodę, która muszę powiedzieć dzisiaj była bardzo ładna poszłam do łazienki. Po porannych czynnościach, czyli umyciu się, zrobieniu makijażu i wyprostowaniu włosów wróciłam z powrotem do pokoju. Nie wiedziałam gdzie ona chce jechać na całe 2 tygodnie, no ale zaufam jej i się spakuje. Samo pakowanie nie zajęło mi dużo czasu więc po chwili byłam spakowana na naszą tajemniczą podróż. Z szafki nocnej wzięłam swój telefon, który wrzuciłam do swojej torebki i poszłam do kuchni. W kuchni siedziała moja mama i piła kawę, taty jak zwykle nie było w kuchni bo pewnie leżał i oglądał telewizje. W trakcie robienia śniadania powiedziałam mamie o porannym telefonie do Sary i, że ma dla mnie jakąś niespodziankę. Na początku nie była zbytnio przekonana do tego żeby nie było mnie w domu aż 2 tygodnie, ale gdy powiedziałam, że mam przecież wakacje i chce trochę odpocząć zgodziła się. Podziękowałam jej i zabrałam się za robienie śniadania. Zjadłam na szybko płatki z mlekiem i wyszłam z domu żegnając się z mamą i zabierając po drodze klucze do mieszkania, które po chwili znalazły się w torbie.
Z PERSPEKTYWY SARY
Dzisiaj zabieram Amandę do mieszkania, które razem z tatą dla nas kupiłam. Wymyśliłam, że pojedziemy tam na 2 tygodnie i zobaczymy jak nam się tam mieszka razem i czy się przypadkiem nie pozabijamy, na przykład kłócąc się o łazienkę.
Będzie mi trudno jej się nie wygadać gdzie jedziemy, bo zapewne całą drogę będzie narzekać, że ona chce wiedzieć gdzie jedziemy. Zapewne powie mi, że chce ją wywieźć do lasu i tam zostawić, ale to u niej już normalne. No cóż, równo o 13 ma być już u mnie, więc muszę uprzedzić rodziców, żeby jej nic nie mówili w razie gdyby zachciało jej się pytać ich gdzie ją zabieram. W sumie żeby nie robić sobie większych problemów wyjdę już z domu i będę czekała na nią przy samochodzie. Nie będzie miała wyjścia i będzie musiała wsiąść, a wtedy już się pomyśli co zrobić, żeby przestała już mnie namawiać żebym jej powiedziała.
Z PERSPEKTYWY AMANDY
Po około 10 minutach dochodziłam już pod blok Sary. Szłam już w kierunku jej klatki kiedy usłyszałam, że ktoś mnie woła. Odwróciłam się i zobaczyłam Sarę, która stała przy swoim samochodzie i mi machała. Tak, Sara ma swój samochód. Jakiś czas temu zdała prawo jazdy, a rodzice kupili jej jej pierwszy własny samochód. Od tamtej pory, gdy tylko mamy okazje jedziemy jej samochodem. Najprawdopodobniej tak też będzie tym razem. Tylko jedno będzie się różnic od pozostałych naszych wycieczek. A mianowicie to, że nie wiem gdzie jedziemy.
Już po chwili do niej doszłam, wsadziłam torbę do bagażnika i wsiadłam do samochodu. Standardowo włączyłyśmy radio i ruszyłyśmy w drogę. Na początku w samochodzie panowała pomiędzy nami niezręczna cisza przerywana tylko piosenkami lecącymi z radia, którą po chwili przerwałam:
- To do kąt jedziemy?
- Nie odpuścisz dopóki się nie dowiesz. Prawda? - w tym momencie się na mnie spojrzała, a ja tylko pokiwałam przecząco głową - No dobra. Powiem Ci. Jedziemy zobaczyć nasze nowe mieszkanie.
- Aha - na początku nie zwróciłam uwagi na to co powiedziała. Dopiero po chwili to do mnie doszło - Zaraz! Co?! Nasze mieszkanie? - nie mogłam uwierzyć co ona do mnie powiedziała.
- Tak nasze - mówiła to i ciągle się śmiała - Jakiś czas temu kupiłam je z tatą. Nie było okazji żeby tam pojechać wcześniej, więc jedziemy teraz. Cieszysz się?
- Czy się ciesze?! Jasne, że tak! Już nie mogę się doczekać kiedy tam dojedziemy i je zobaczę!
- Ja też nie mogę się doczekać. Mieszkanie jest po prostu piękne.
- Na pewno jest piękne. Przecież masz gust i brzydkiego byś nie wybrała. A tak w ogóle to gdzie to jest?
- No bo to jest... no bo wiesz... - pomyślałam sobie "Kurcze zacina się. Coś jest nie tak"
- No mów! Przecież Cię nie zjem - w tym momencie się zaśmiałyśmy.
- No dobra. To jest 6 godziny drogi z tąd.
- Aż 6 godziny?
- No fakt trochę daleko. Ale damy rade. Razem zawsze dajemy, więc teraz też damy.
- W sumie masz racje. Jedziemy - obie w tym momencie się uśmiechnęłyśmy. Ktoś inny by powiedział, że nie damy rady, ale nie my. My damy rade. Razem zawsze dajemy sobie rade i tym razem będzie tak samo. To co, że mamy dopiero po 19 lat, ale jesteśmy jak na swój wiek bardzo dojrzałe. Życie zdążyło nam dać w kość byśmy nauczyły się żyć. Obie wiemy, że dzisiejszy dzień to dopiero początek naszego nowego, lepszego życia....
_________________________________________________________________________
I jest 1 rozdział. Mamy nadzieje, że wam się podoba. Mamy do was jedną prośbę. Jeżeli się podoba to komentujcie. Dla was to tylko chwila a dla nas duża motywacja do dalszego pisania. :D
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz