poniedziałek, 21 października 2013

Rozdział 2

     Droga mijała nam bardzo dobrze. Cały czas rozmawiałyśmy, śmiałyśmy się i śpiewałyśmy piosenki, które leciały z radia. Nie było nudno. Właśnie skończyła się jedna piosenka i zaczynała kolejna i znowu zaczęłyśmy śpiewać. Nadszedł czas refrenu i obie skierowałyśmy głowy w swoją stronę i śpiewałyśmy, nie patrząc na drogę. W pewnym momencie spojrzałam na jezdnię i zobaczyłam stojącą postać, która stała i nie zwracała uwagi na to, że prosto na nią jedzie samochód.
- Sara uważaj! - tylko to zdążyłam krzyknąć. Sara spojrzała się na drogę i próbowała hamować  jednak było już za późno. W ostatniej chwili przed uderzeniem tej osoby skręciła w bok i wjechała w drzewo. Poczułam silne uderzenie, a potem była już tylko ciemność.

Z PERSPEKTYWY SARY

     Całkiem dobrze nam się jechało. Nie było momentu żebyśmy siedziały cicho. Żadnej z nas to nie przeszkadzało, bo bardzo lubimy swoje towarzystwo. Zresztą jak by mogło być inaczej. Znamy się od zawsze. Razem się wychowywałyśmy, a to że teraz miałyśmy zamieszkać razem było tylko kwestią czasu.
Śpiewałyśmy właśnie refren piosenki, która leciała z radia, kiedy usłyszałam Amandę:
- Sara uważaj! - spojrzałam się wtedy na drogę i zobaczyłam kogoś stojącego na jezdni. Szybko nacisnęłam hamulec, ale nie dałam już rady wyhamować. Robiłam co w mojej mocy żeby nie uderzyć w ta osobę. Skręciłam szybko w bok samochodem i zjechałam na bok. Uderzyłyśmy w stojące drzewo i po chwili straciłam przytomność.

Z PERSPEKTYWY AMANDY

     Po przebudzeniu się oczy na początku nie mogły mi się przyzwyczaić do panującego światła. Po chwili jednak się do tego dostosowały. Na samym początku nie wiedziała co się dzieje i gdzie jestem. Dokoła mnie znajdowały się same drzewa i rośliny. Powoli podniosłam się do pozycji siedzącej i od razu odruchowo złapałam się za głowę  Odwróciłam się w bok i zobaczyłam, że jakieś 5 metrów dalej leży Sara.  Nie przyjemne ciarki przeszły mi po plecach, a łzy podeszły mi do oczu. Szybko chciałam do niej podejść jednak to nie było możliwe. Przy próbie podniesienia się poczułam ogromny ból w prawej nodze, od razu się za nią złapałam. W tym momencie zdenerwowanie wzięło górę nad spokojem Rozpłakałam się jak małe dziecko. Nie wiedziałam co mam robić. Sara leżała nieprzytomna i wcale się nie ruszała. Za to ja nie mogłam nawet do niej podejść
- Sara! Wstawaj! - krzyczałam do niej tak głośno jak tylko pozwalały mi na to łzy, których z każdą minutą było coraz więcej. Wiedziałam, że muszę znaleźć się blisko niej. Zaczęłam poruszać się w jej kierunku na siedząco. Kiedy byłam już koło niej natychmiastowo zaczęłam nią szturchać - Sara obudź się! No wstawaj! Nie wygłupiaj się! To nie jest śmieszne! - tak bardzo jak teraz nie bałam się nigdy. Byłam załamana i wtedy ona otworzyła oczy. Natychmiastowo się do niej przytuliłam
- Sara nawet nie wiesz jak mnie wystraszyłaś!
- Ała! Moja głowa! - chwyciła się ręką za głowę. To dziwne. Na początku nie zauważyłam, że ma rozwalony łuk brwiowy, z którego leci krew - Gdzie my w ogóle jesteśmy!? - mówiąc to rozglądała się dookoła. Widać było, że jest tak samo zdziwiona i przerażona jak ja.
- Nie wiem. Do cholery jasnej nie wiem skąd my się tutaj wzięłyśmy!
- Jak to!? Zaraz. Gdzie jest mój samochód? Przecież uderzyłyśmy w drzewo przy drodze. A tu do cholery nie ma żadnej drogi! - podniosła się i zaczęła chodzić w kółko. Jednak po chwili upadła na ziemie i zaczęła płakać.
- Nie płacz - wiem, że to było najgorsze co mogłam do niej teraz powiedzieć, ale nie wiedziałam co ja mogę zrobić. Czułam się bezradna. Przysunęłam się do niej i ją przytuliłam.
- Emi. Co my teraz zrobimy? Jakim cudem my w ogóle się tutaj znalazłyśmy?
- Ja naprawdę nie wiem - teraz i ja zaczęłam płakać. Strach znowu wrócił. Nagle Sara się zerwała.
- Dobra koniec. Wstawaj. Musimy poszukać pomocy. Przecież musi tu ktoś być. Same tutaj się nie znalazłyśmy - wyciągnęła do mnie rękę i czekała aż ją chwycę by pomóc mi wstać. ja jednak dalej siedziałam i patrzyłam się na nogę, która mnie bolała - Na co czekasz? Podaj rękę to pomogę Ci wstać.
- Ale ja nie wstanę.
- Co? Jak to nie wstaniesz?
- Moja noga jest chyba złamana. Próbowałam wcześniej wstać i nie dałam rady. Strasznie boli.
- Kurcze. Pomogę Ci. Damy rade - nachyliła się nade mną bym objęła ją za szyje, a ona złapała mnie w pasie - Bardzo boli? - zapytała się patrząc na moją nogę, gdy już stałam.
- Jak cholera, ale dam radę. A jak Twoja brew?
- Nie boli. Krew też już nie leci. W którą stronę idziemy?
- Nie mam pojęcia. Może prosto?
     Sara tylko pokiwała głową na znak, że się zgadza i ruszyłyśmy. Szłyśmy w ciszy. Żadna z nas się nie odzywała. Ta cisza jednak nie była zła. W tej sytuacji w jakiej się znajdowałyśmy było to najlepsze co mogłyśmy zrobić. Jedynym pytanie jakie chodziło mi po głowie było to jak my się tutaj znalazłyśmy. Jednak w tym momencie nie to było najgorsze. Cały czas czułam jak by ktoś nas obserwował. Już chciałam się odezwać gdy zrobiła to Sara.
- Emi Ty też czujesz jak by ktoś nas obserwował?
- Ty też to czujesz? - ciarki przeszły mi po plecach - Myślałam, że tylko mi się to wydawało.
- Nie wydaje mi się to - ruszyłyśmy dalej i szłyśmy w ciszy - Słyszysz? - powiedziała nagle.
- Ale co? 
- Cicho! Słuchaj! - powiedziała i zakryła mi usta, gdy znowu chciałam powiedzieć : ale co?. Wsłuchiwałam się w ciszę. Na początku nic nie słyszałam.
- Woda!
- Emi to wodospad! Szybko! Może ktoś tam będzie i nam pomoże!
Ruszyłyśmy w stronę wodospadu. Dźwięk spływającej wody był coraz głośniejszy, co oznaczało, że jesteśmy coraz bliżej...

2 komentarze: